
Dostałam od Marzenki takie zaproszenie. Wprawdzie postanowiłam tam już narazie nie jeździć ale skoro zapraszają, to chyba jakiś znak. Więc jadę do już niemojej Brzózy, na kilka godzin w sobotnie popołudnie, zobaczyć co się tam zmieniło przez kilka tygodni (nie przeczę, że jestem ciekawa, jak to Baba). A przy okazji przewietrzyć mojego czarnego Forda nazwanego przeze mnie Czarnym Kotem. Bo tajemniczy jak kot i trudno go obłaskawić (mimo instrukcji), niemój i krnąbrny jak kot (chociaż kupiony), mruczy jak kot, zwłaszcza gdy stoi na luzie i przy wyłączonej klimie. Dzień zapowiadał się piękny bo słoneczny ale nie gorący. Wyjechałam w samo południe i przyjechałam zmęczona bo to pierwszy taki dłuższy wyjazd tym autkiem. Wystawa plenerowa dopiero o 17 tej więc wybrałam się na spacer dookoła zalewu. Wszystko znajome, obfotografowane po wielokroć.


