Wszystkim gościom i przyjaciołom wszelkiej pomyślności z okazji świąt Wielkanocnych i nie tylko
Na rekolekcjach, dawno temu, usłyszałam i zapamiętałam:
Odnawianie i pogłębianie relacji z Bogiem przez modlitwę.
Odnawianie i pogłębianie relacji z bliźnimi przez jałmużnę.
Odnawianie i pogłębianie relacji ze sobą przez post
piątek, 29 marca 2013
czwartek, 21 marca 2013
Jestem eko
Nie wiedząc o tym - jestem zielona czyli
Eko. Bo nie depiluję ciała, nie używam kolorowych kosmetyków, nie myję szklanki
i kubka po każdym użyciu, nie używam gumy do żucia, grzeję w czajniku tylko
tyle wody ile potrzebuję, wyłączam komputer kiedy go nie używam, nie mam klimy w
domu ani w autku, używam zapałek zamiast zapalniczki, nie używam prostownicy i
farby do włosów, windy i żelazka, mam kompostownik, nie palę tytoniu, notatki
piszę dwustronnie, zmniejszam marginesy w wordzie, jem lody w wafelku,
przykręcam kaloryfery, namaczam naczynia, sortuje śmieci, nie przekraczam
prędkości, nie myję owoców, używam szczotki i szufelki zamiast odkurzacza, nie wyrzucam
gazet ……
Pierwszy dzień wiosny niewart
wspomnienia ale wart zapamiętania, bo żeby tyle śniegu wokół o tej porze?
W tym tygodniu przeczytałam,
że to, co teraz czuję, to nie nasilenie mojego wrodzonego lenistwa, tylko ostre
objawy przesilenia wiosennego. „Pod koniec zimy, kiedy zaczyna w końcu robić
się cieplej, otaczająca nas przyroda budzi się do życia, a my, zamiast być cali
w skowronkach, stajemy się apatyczni, pozbawieni sił witalnych i chęci do
działania. Objawami przesilenia wiosennego mogą być m. in, zmęczenie,
osłabienie organizmu, senność, obniżona koncentracja, zaburzenia w odżywianiu, znużenie,
apatia, ospałość, osłabiona odporność, rozdrażnienie i niepokój”. Mam je prawie
wszystkie i jeszcze wysokie ciśnienie tak, że zafundowałam sobie dziś
automatyczny ciśnieniomierz. Mam już dość tak długiej zimy! Ja.
Dostałam paczkę. Prezent zapowiedziany
ale z niewiadomą zawartością, od blogowej koleżanki którą gościłam dużo ponad
rok temu. To szal zaczarowany, tworzony ręcznie, a „wplecione weń są promienie
słoneczne, śpiew ptaków, zapach bzu, fiołków, same dobre, ciepłe myśli i miłe
wspomnienia” I druga niespodzianka, list pisany ręcznie, bo Madzi spaskudził
się internet na ponad miesiąc a to już piękna katastrofa. I ja jej odpisałam też
ręcznie. Ludzie, jaka to przyjemność! Czytać i pisać na papierze. Jaka szkoda,
że już się tego nie robi, chyba że zdarzy się awaria. Ale nie ma co labidzić,
to se ne wrati. A może i wróci, jestem przecież eko!
sobota, 16 marca 2013
Cofka - chcę ale mi sie nie chce
Zimowa cofka – znowu zima,
śnieg i mróz - zawiało na biało. I to nie tak zwyczajnie, tylko zamiecią i zadymą.
W TV mówili: armagedon, masakra, sądny dzień, atak zimy, koszmar, paraliż, żelazny
uścisk zimy, w korkach autobusy i samochody. No, może przesadzili ale szło się
tak trudno jak jeszcze nigdy tej zimy, w zaspach powyżej kolan, w przymrużonych
oczach bo w śnieżnej zamieci, ale tak jakoś szczęśliwie i radośnie. Gdy wróciłam
to śnieg miałam wszędzie: na płaszczu i czapce, w kapturze i butach, w każdej fałdce
i dziurce płaszcza, w każdej, nawet zamkniętej kieszonce torby i oczywiście we
włosach, rękawiczkach i jeszcze kilku niespodziewanych miejscach. I to wszystko
po godzinnej wyprawie.
Wypiłam herbatkę z prądem,
poczytałam i znowu wyszłam, bo troszeczkę się jakby uspokoiło i to chyba ostatnia taka okazja na długo.
Cały poprzedni tydzień plusowych
temperatur i wiosennego wiatru wprawiał mnie w wielki niepokój, bo zbliża się wielkimi
krokami czas porządków wiosennych i świątecznych. Ale dziś wyszłam odsypać garaż, trochę dla potrzeby a więcej dla gimnastyki bo dzień piękny, rześki, słoneczny. Zeszło ze dwie godzinki, to ciężka praca ale ja ją szanowałam, kwadrans machania łopatą i kwadrans odpoczynku na sankach.
Chcę i chce mi się lub nie
chcę i nie chce mi się. No i jeszcze muszę. Podobne ale i niepodobne całkiem. Teraz,
w marcu, chcę i to nawet bardzo, ale mi się nie chce chociaż muszę. Dotyczy to sprzątania.
Mój stosunek do sprzątania i
porządku waha się od wstydu do nienawiści. A do nieporządku od dumy do złości.
Na szczęście powrót zimy
troszkę zwolnił ten mus, bo bardziej mi się chce, gdy przy sprzątaniu można
pootwierać wszystkie okna, powiesić na balkonie wyprane firany i zasłony, by
wiatr i słońce napełniło je zapachem czystości, gdy słońce wydobywa na wierzch
każda drobinę kurzu.
Takie cudeńka na szkle malowane tworzy z radością moja przyjaciółka a są to jej pierwsze próby. Co się będzie działo jak się rozpędzi! Podziwiam ją i jestem z niej dumna jak ciocia z bratanicy.
poniedziałek, 11 marca 2013
Cały ten luksus
W B.K jestem około południa i czary mary. Tak moja posiadłość jak i reszta w dwóch porach.Od północy i od lasu zima. Śnieg, ziemia zamrożona i zimno. Od południa prawie wiosna. Ziemia rozmrożona i lekko błotnista, słonecznie i ciepło.Otwieram okiennice od południa by słońce przepędziło zimowy chłód i idę na spacer. Jak zwykle obchodzę działkę z nosem przy ziemi, jak psiak, potem okolicę bliższą i dalszą. I nasycam się słońcem aż po zmierzch.Zaskakuje mnie i zadziwia, że w lesie mnóstwo drzew połamanych, gałęzi upadłych. Skąd i dlaczego? Od lat tak nie było. Czy to ten obfity, tegoroczny śnieg? O zmierzchu koncerty ptasie i byłoby cudnie ale ognisko słabo się pali bo ziemia zmrożona, gałązki mokrawe, rozpałka gdzieś zapodziana. A i chłód się wkrada i głód bom jeszcze w miastowych ciuchach i bez obiadu. Wracam do troszkę zacieplonej chatty, przebieram się w ciepły dresik, polar i okrywkę, która właściwie jest tylko do siedzenia w fotelu. Na późny obiad jem upieczone udko i michę fasoli. Z kubkiem gorącej herbaty wychodzę na taras bo niebo tak rozgwieżdżone jak już prawie zapomniałam. Oszołomiona dziennym słońcem i wieczornymi gwiazdami kładę się do łóżka, zostawiając tylko włączony kaloryferek i dwie świece. Wyłączyłam radio i zamiast ciszy coś na zewnątrz skrobało i kopało, dach pukał i stukał jak blaszana puszka, w lesie coś chrumkało i buczało, wewnątrz skrzypiało i klapało. Cóż to pierwsza zima w nowej chatcie. Przede mną jeszcze pierwsza wiosna, pierwsze lato i pierwsza jesień. Odkryć i niespodzianek będzie mnóstwo. Oby przyjemnych i przyjaznych. Usypiam późno, jak ostatnio, i sen mam straszny, właściwie koszmar – skąd i dlaczego? Po takim pięknym dniu? Przenoszę się na fotel i przemierzam Bałkany z motorową Anią.
Dzień 2
No
cóż, kaloryferek nie dał rady. Włączyłam farelkę i z książką wskoczyłam do łóżka, mniemałam że na chwilkę ale zeszło, ho ho ho. W samo południe wyłączam grzejniki i otwieram okna i drzwi na
przestrzał by słońce wygoniło z chatty nie tylko chłód ale i wilgoć. W chatcie
chyba chłodniej niż na zewnątrz. Nawet na południowej stronie ziemia zmrożona,
można najwyżej wyczesać trawę i zgrabić jesienne jeszcze liście, wszelkie
zakusy na prace polowe studzi też informacja, że za kilka dni wróci zima. I
chociaż podmuchy wiatru rozwiewają co
zebrałam, to na wieczorne ognisko wystarczy. Po 16 tej zaczynają się ptasie
trele. Jak Krystyna kazała czaję się z aparatem ale cóż, słychać wyraźnie ale
nic nie widać, mimo braku liści. Cykam trochę w ciemno, może na dużym ekranie
coś wypatrzę. Niestety nie. Dziś ognisko lepiej się pali, przypiekam grzanki i
kawałeczek kurczaka, nawet udało się ugotować wrzątek i jest herbatka z prądem.
Robi się chłodno więc wracam do chatty a tam coś narobiło rumoru, poprzewracało
garnki i koszyki z prowiantem i całkiem dużymi ząbkami wyskubało z połowę
żółtego sera nie ruszając jajek, masła ani białego serka. Czyżby wieeelka mysz?
No ale jak ktoś zostawia otwarte drzwi to co się dziwi (a się dziwi i wkurza)
że ma gości? Choćby i nieproszonych. Zamykam drzwi i okna (rychło w czas) i wcześnie
idę do łóżka, bo dziś gwiazd mniej a wiatr bardziej. Już pierwsza, trochę
czytam – już druga, snuję plany przy blasku świec – już trzecia, trochę słucham
radia i właśnie gościem jest lekarz z poradni zaburzeń snu. To co mam to zespół
opóźnionej fazy snu, taka stara sowa. Już czwarta, piąta
ale się nie przejmuję, bo specjalista powiedział, że prawie nie ma na to sposobu ponieważ nie możemy sterować porą i momentem zasypiania, mimo XXI wieku ten proces jest poza nasza kontrolą (chyba że farmakologicznie a tego nie chcę)
Dzień 3
I oczywiście budzę się po dziewiątej ale
po siusiu zaraz zasypiam. Budzę się już na dobre i z łóżka patrzę jak smuga
słońca niespiesznie wędruje wachlarzem po stole, krześle i podłodze. Słońce
rozprasza i rozpuszcza nocne niepokoje a skoro one tak łatwo się rozpuszczają
to po co było zamartwiać się nocą. Wstaję, bo ktoś woła mnie z daleka, to dawni
sąsiedzi już się niepokoili co się stało, że południe a drzwi zamknięte. Skowronek
nie zrozumie sówki. Ale dzień cudny więc tylko szybkie śniadanie i idę przywitać
się z sąsiadami, u jednych już wiosna a u innych jeszcze zima . Wokół stukanie i szuranie, ogarnianie po
zimie bo słońce wyciągnęło z miast nawet wielkich mieszczuchów. Tu kawka, tam
herbatka i schodzi a słońca coraz mniej. Wracam na swoje włości i zaznaczam
cegłami, deskami i gałęziami to, co bezsenną nocą wymyśliłam. Ja się rozmrozi ziemia
i nocne pomysły przetrwają próbę czasu to będzie się działo! Niebezpiecznie
szybko się zadomowiłam, kilka dni w chatcie a mnie się wydaje jakbym tu
mieszkała a do miasteczka tylko wyjeżdżała. To nowe uczucie i martwię się, że cywilizując
chattę zagubiłam ducha przygody. W maleńkiej chatce ze szpadlem, grabiami, plastikowym
fotelem przy stole; koszem drewna, siekierą, piłą, skrzynią z prowiantem obok
kozy; Wc w salonie – cały czas było wiadomo, że to tak na niby, zabawa w
survival, wakacje. A tutaj łazienka z kafelkami i prysznicem, stół kuchenny i
salonowy, obszerny, wygodny fotel z którego nie chce się wstawać, osobny pokój
gospodarczy, gościnny – po prostu dom na poważnie. Zmiany, zmiany –
przyjaciółka mówi, że to oczywiste po 21.12. 2012. Pewnie to zaakceptuję,
może tylko pogodzę się, ale mi żal. Każdemu należy się odrobina luksusu tylko co
to jest ten luksus? Dla jednego kafelki, salony a dla drugiego prycza pod
lasem. Może to ten króliczek którego się goni a jak się dogoni to żal. No tak,
trudno dogodzić człowiekowi któremu spełniają się marzenia i który zamiast należnej
odrobiny dostał cały luksus. Ale dajcie mi trochę czasu a znajdę nowego króliczka!
Dzień 4
Od
rana pada. W południe już wiadomo, że to nie trzy słoneczne dni ale jedno
deszczowe dopołudnie przepędziło śnieg i zimę z Brzózki pod lasem. Więc popołudniu pakuję się i wracam. Wracam czy wyjeżdżam?
Subskrybuj:
Posty (Atom)