Pokazywanie postów oznaczonych etykietą awarie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą awarie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2025

Styczniowe sprawki

Wkurzyłam się na klimatyzator bo się zepsuł, już chyba piąty raz w ciągu niespełna roku. Tamte naprawy poszły sprawnie, Emil przyjeżdżał od razu i naprawiał ale tym razem naprawiał klimatyzator przez trzy dni, po kilka godzin, bo wada jakoś bardzo wyjątkowa. Dopiero po trzech dniach decyzja, by go wymienić bo jest nienaprawialny a więc teraz czekanie na wymianę. Ale to czekanie to jakiś patologiczny przypadek. Dzwonię 30 grudnia, że nie grzeje i Emil przychodzi szybko ale nie da się naprawić szybko. Od 2 do 7 stycznia ten sam komunikat. "dzwonię na hurtownię ale nikt nie odbiera". Od 7 do 9 stycznia próby naprawy i decyzja o wymianie. 16 stycznia proces gwarancyjny jest w toku, 22 stycznia weryfikacja zaakceptowana, przygotowują klimę do wysyłki. 28 stycznia już podobno jest w Warszawie..... Prawie caluśki miesiąc, bez grzania, w zimie.  Pechowy ci on, bo i wadliwy pilot i coś w rurkach zatykało i przewód nie taki i zaciekało a teraz nie grzeje i to zimą. Nie będę mówić fachowcom, że takie wyłączenie klimy w lecie, na miesiąc, to dopiero byłaby katastrofa i na wkurzaniu by się nie skończyło. Ale podaję nazwę firmy: GREE. 

Narazie zdenerwowawszy się na klimę i tym razem już nawet na Emila, postanowiłam dla odstresowania spędzić dzień w gołębniku, od południa do wieczora. Z rozpaleniem w kominku, zagrzaniem wrzątku na herbatę i zupę i oglądaniem na YouTube survival i bushcraft. Tam dalej jest cudnie i nastrojowo, nie chce się gadać i pisać, tylko czuć i podziwiać. Stąd tyle zdjęć, bo każde znaczy więcej niż tysiąc słów. 

Nadal nic w sprawie reklamacji klimy, w ramach odstresowania jedziemy 10 stycznia na basen przy hali sportowej. Narazie rekonesans bo dopiero niedawno otwarty. To MOSIR Mielec. W zeszłym tygodniu baseny a w tym SPA. Spodobało nam się to tak, że będziemy zimą tam się pluskać i wygrzewać i dwa razy w tygodniu. Raz na basenach a raz na SPA -  sauna fińska (sucha) 90°, sauna turecka parowa, sauna infrared, jacuzzi, 2 balie do schłodzenia, prysznic do schłodzenia oraz wiadro bosmana, leżaki do odpoczynku po saunowaniu


I spacery z psem, czasem południowe a czasem wieczorne. Zwłaszcza jeden taki, południowy i słoneczny, długi bo z aparatem. A nazajutrz też długi, wieczorny, urokliwy bo we mgle. 

29 stycznia moje cokwartalne spotkanie w Boguchwale, miłe i serdeczne, atrakcyjne finansowo ale stresujące bo cała dniówka na obcasach, od czego dawno odwykłam.
A klimy jak nie ma, tak nie mam. By nie kląć, chociaż i nie za bardzo umiem, jadę znowu na działkę. Plany prawie żadne ale pogoda ma być przyjemna. Może tylko rozpalić ogień i odreagować rozglądając się dookoła? A jednak nie usiedzę, przygotowałam grządkę od południa za domkiem bo tam najcieplej. I poukładałam płyty z werandy w miejscach docelowych, narazie bez wkopywania. Popiłowałam trochę gałęzi i uprzątnęłam miejsce pod kompostownik. Ogień był mały bo ciepło, temp 13 st.

Klima wymieniona i działa!!! Czego się cieszysz głupia? ( na melodię: "czego się boisz głupia " Jana Kaczmarka). Trwało to ponad miesiąc, od 30 grudnia do 31 stycznia. 

sobota, 24 kwietnia 2021

Kraksa czyli mały wypadek.

Wygląda to groźnie ale to banalna stłuczka. Sobotni poranek, słońce świeci, jadę do chatty na kilka dni. Pozmywałam i wyrzuciłam śmieci. Zapakowałam skrzynkę farb, rozpuszczalników i pędzli (które zawsze na zimą zwożę do domu a wiosną wywożę na skraj), skrzynkę jedzenia, koszyk picia (bo zaprosiłam na skraj, na jutro moich znajomych), wiadro obierek na kompostownik, skrzynkę przydasiów. Wyruszyłam spod bloku i 200 m dalej, na krzyżówce, słońce w oczy i buch i bach, och i ach!!! Stuknęłam w granatowe, wielkie auto. Wysiadłam ja, wysiadła i drobniutka Dziewuszka. Obejrzałyśmy autka, ona tylko bok lekko wgnieciony a ja urwany cały wielki zderzak z przodu i prawy reflektor. Spanikowane dzwonimy na policję i po lawetę, bo nam się to zdarzyło pierwszy raz i obie nie wiemy jak działać, tyle co z TV. Stoimy na środku drogi na skrzyżowaniu co dodatkowo wzmaga panikę. Czekanie bardzo się dłuży,  ciekawscy zatrzymywali się i lukali, ja łykam pramolan a potem hydroxyzinun bom  zdenerwowana wielce i nie myślę logicznie. I obie martwimy się naprawami a jednocześnie pocieszamy się, że nic się nam nie stało.  

Po kwadransie przyjechali prawie wraz, ledwo zdążyłam postawić trójkąt (aż się zdziwiłam, że go mam), Policja, obejrzała zajście i kazała Dziewuszce zjechać na bok a moje zapakować na lawetę. Ja rozedrgana i przestraszona, Młody Men (MM) z lawety spokojny i na luzie.  Sprawdził czy autko zapala ( mnie to nie przyszło do głowy) a jak zapaliło to odjechał nim do swojej lawety, tak z tym urwanym i trącym z wielkim hałasem zderzakiem. Tam scyzorykiem odciął zderzak który trzymał się na jednym zaczepie i powoli zaparkował autko na skrzynię lawety. I teraz czekanie aż policjanci wypełnią druczki, spiszą dane z dokumentów, wypiszą mandat (wszystko ręcznie i długopisem w dobie pracy zdalnej, smartfonów i globalnej sieci). Trwa to i trwa, ponad godzinę, laweta nabija minuty, Dziewuszka spieszy się na pilne zakupy, ja już tylko chcę do domu a Policja ma czas, są w pracy.     Na zakończenie podziękowałam mundurowemu że taki niewysoki mandat a on rzekł, że nic się nie stało, dla nich to banalna stłuczka i nie ma za co dziękować, bo cały koszt zdarzenia to nie ten mandat tylko naprawa. Oddał mi papiery i pojechałam pod garaż w szoferce lawety. Pod garażem MM zjechał autkiem z lawety, wjechał tyłem do garażu i zostawił zderzak przed autkiem. Sąsiad spytał czy nie zatrzymali mi jakiegoś dokumentu, prawa jazdy czy karty wozu? Nie wiedziałam, więc zaczęłam chaotycznie przeszukiwać torebkę, wysypałam wszystko na podjazd i grzebałam w przydasiach coraz  bardziej nerwowo. Dałam trzy a dostałam dwa? Już zaczęłam wszystko zbierać by pobiec do wozu policyjnego gdy MM przybiegł z dowodem, który zostawiłam w szoferce. Więc przez chwilkę zamiast popłochu czuję wdzięczność i radość. Bo chwilę wcześniej zastanawiałam się, czy niepotrzebnie nie wezwałam pomocy drogowej gdy sama mogłabym dojechać do garażu autkiem bez fatygowania lawety za kilkadziesiąt zet. Kilkadziesiąt zet za lawetę, 250 za mandat, kilkaset za naprawę - drogo mnie będzie kosztować ta lekcja.  Dopiero teraz myślę, że trzeba zawiadomić znajomych o sytuacji i odwołać spotkanie. Ale przychodzi mi do głowy, że to szczęście w nieszczęściu, że ich zaprosiłam bo teraz możemy przepakować cały majdan do ich wozu i pojechać tam jutro.  Czy LOS wiedział, co mi się przydarzy, gdy 'kazał' mi spontanicznie zaprosić znajomych (a nie robię tego często, można powiedzieć że chyba nigdy), bym nie musiała rozpakowywać całego majdanu po wypadku i mogła wygodnie pojechać na skraj? I czy wiedział, że to właśnie wtedy mogę się spokojniej rozbić gdy na koncie od wczoraj dodatkowa trzynastka? I że to właśnie tutaj, tak blisko od domu? I że  w miejscu gdy ledwo wyjeżdżałam z zakrętu, dziewuszka podjeżdżała do świateł a więc wtedy gdy obie miałyśmy niewielką prędkość? LOS troszczy się o mnie i dziękuję mu za to z całego serca.
Wiedziałam, że 2021 będzie rokiem przełomowym, nadzwyczajnym ale nie przypuszczałam, że będzie w nim miejsce na pierwszą w życiu stłuczkę z kimś, z mojej winy. Bo od ponad 50 lat jazdy miałam trzy mandaty i dwa zdarzenie bez mojej winy. Ale jednocześnie jestem wdzięczna Aniołowi Stróżowi, że nikomu nic się nie stało, szkody niewielkie, mandat niewysoki i ogólnie jak mówił Mundurowy - banalna stłuczka.