piątek, 13 maja 2022

Remoncik kuchni

 Jako się rzekło, że po sanatorium ale trochę zeszło.  Plany na kuchnię.  Wreszcie w tym tygodniu ruszyło, przyszedł hydraulik Staszek dla oceny i wyceny. Remontuję kuchnię tylko tyle, co dla bezpieczeństwa i wygody, urodziwe będą drobiazgi. Początek tygodnia to poszukiwanie kuchenki gazowo - elektrycznej. I chociaż wydawało mi się, że mam niewielkie wymagania: wolnostojąca, szerokość 50 cm i bez bajerów to okazało się, że w sklepach AGD 3/4 to kuchenki do zabudowy, z reszty 1/2 to białe (a ja mam już kupiony metalowy zlewozmywak), następna 1/2 tylko z bajerami zupełnie mi zbytecznymi a nawet kłopotliwymi. Zostało do wyboru trzy sztuki z tego jedna ostatnia i uszkodzona. Wreszcie kupiłam jedną z dwóch ale żeby zadysponować kiedy mają mi przywieść, muszę wcześniej odłączyć starą od gazu a to może tylko fachman Staszek. Najpierw jednak trzeba wyciągnąć szafkę i przenieść różne kuchenne przydasie z niej, z suszarki i półeczek. Narazie rozpierducha w pełni, kuchenka wreszcie odłączona od gazu, szafka wysunięta i wszystkie przydasie kuchenne z niej zdjęte, stół przestawiony ... jestem przygotowana.Nerwowo i szybko poupychałam to wszystko częściowo w przedpokoju, gabinecie, salonie, łazience i teraz biegam tu i tam szukając produktów, garnków, patelni, przypraw, talerzy, sztućców ... Gdy szafki poodsuwane, zabrałam się za umycie tego co się odsłoniło, ścian i podłogi. Ileż tam było kurzu, brudu, tłuszczu. Na kolanach pryskanie, szorowanie, zmywanie i suszenie.  Niby nie narzekam, bo to przygoda i gimnastyka, gotowanie na jednopalnikowej kuchence to prawie jak w chatcie czy na biwaku ale mam chwile zwątpienia i zniechęcenia, "po co mi to było, po co"! W dodatku po wysunięciu szafki okazało się, że lodówka, chociaż działająca, u dołu się wypaczyła, 'wybuliła' i ja nie wiem czy się nadaje do dalszego użytku czy do wymiany. Bo jeśli pilnie do wymiany to może lepiej ją wymienić teraz, gdy szafki poodsuwane i demolka w pełni. A jeśli do wymiany ale później to lepiej byłoby zimą, gdy lodówka niezbyt potrzebna. Ale zanim przyjdzie fachowiec do oceny, wybieram się do sklepów z AGD,  zorientować się. W przeciwieństwie do wyboru kuchenki, lodówek mnóstwo i teraz jak osiołkowi i to kusi i to nęci. Z tego nadmiaru nic nie wybrałam, poczekam na fachowca. Ps. I dobrze że nie kupiłam bo fachowiec orzekł, że jeszcze mi posłuży długo, ta wada, choć wygląda źle, nie wpływa na żywotność dziesięcioletniej lodówki.

Gdy czuję się zniechęcona przeciągającym się remoncikiem oglądam kawałeczek Tv, a tam wojna zaraz za granicą, blisko, bliziutko, z szaleńcem tuż obok. Bo narazie u mnie tylko bałagan i rozgardiasz na własne życzenie i to minie za tydzień. A tam za wschodzie słońce wschodzi i jest nadzieja ale narazie wojna, rozpacz, cierpienie, demolka,  rozpierducha i nie wiadomo kiedy koniec. Albo puszczam sobie ciągle tę pieśń: Podaj rękę Ukrainie  Wtedy moje dylematy i problemy maleją i znikają.  

Częściej teraz wspominam przyjaciółkę Krystynę, brak mi jej bo ona lubi remonty i ogarnianie organizacyjne i fizyczne i jej nie straszne że trzeba zgrać zakup z przywiezieniem i wyniesieniem zlewozmywaka, kuchenki i lodówki z hydraulikiem do zamontowania nowego zlewozmywaka i kuchni, elektrykiem do wymiany gniazdek i fachowcem od lodówki. Dla mnie to bardzo stresujące.  

Zdążyłam jeszcze kupić lampę i chodniczek i wreszcie, po 10 dniach od pierwszej wizyty Staszka remoncik się zaczyna. 10 dni przygotowań do remonciku który trwał dwa popołudnia.W międzyczasie drugi z moich najmilejszych i ukochanych wnuków zdaje maturę więc narazie, przez trzy dni dopołudniami, głównie trzymam kciuki i skupiam się na mentalnym wspieraniu, razem z symbolami szczęścia i powodzenia. Dajesz Maro!🎆🎇✨

Wreszcie po remoncie ale nie po sprzątaniu. Zaczęłam dzisiaj, jedenastego a nazajutrz nie jestem nawet w połowie. Bo trzeba nad każdą rzeczą się zastanowić czy zostawić czy wyrzucić i gdzie ją postawić.

Okazało się, że te cudne uchwyty z XXI wiecznej, niebiesko niebnej kuchni w chattcie jednak nie pasują do starej kuchni w mieszkaniu więc trzeba je znowu odkręcić i wymienić. Dobrze że nie wyrzuciłam tych starych. Te cudne ułożyłam w pakiety i kiedyś je zastosuję, gdy nadejdzie czas wymiany drzwiczek.

niedziela, 1 maja 2022

Wiosenny balkon ...

 ... czy mi wystarcza, wystarczy? Od czasu sprzedania chatty i działki moje życie się zmieniło. Narazie jeszcze nie wiem czy na dobrze czy na źle, czy na lepiej czy na gorzej. Ale na pewno na inaczej.  Złamana noga jesienią, zima i krótkie dni, trzytygodniowe sanatorium, wypadek z okiem - przez pół roku byłam zadowolona, wręcz zachwycona, że sprzedałam działkę i chattę daleko od mieszkania. Ale przyszła wiosna, kwiecień i coś mnie nosi. A ponieważ jeszcze nie wiem czego pragnę a co potrzebuję, nie podejmuję żadnych decyzji (choć czas ku temu stosowny). Na wszelki wypadek, bez względu na decyzję, powoli moszczę sobie wygodne gniazdko w mieszkaniu i na balkonie. Przygotowuję i odnawiam ziemię w donicach. Na spód wsypuję warstwę keramzytu, na to warstwę kompostu z całej jesieni i zimy, na to ziemię zmieszaną z perlitem. Znoszę z wypraw i spacerów fiołki, czosnek niedźwiedzi, bluszcze, zaszczepki kwiatów. Kupuję truskawki i poziomki, krzewinki ozdobne i jadalne, zioła rozmaite,  kwiaty jednoroczne i byliny dla mnie do uciechy i dla pszczół na pożytek.  

Byłam z wizytą u Krysi o iluzorycznym uśmiechu, to właściwie rewizyta. Zaprosiła mnie na obiad a ja nie spytałam o której. Dzień zimny i mokry, siedzę sobie w wannie w samo południe a tu dzwoni Krysia i pyta, czy już idę bo obiad na stole. A ja jeszcze śniadania nie jadłam. Mało ją znam, okazało się że ja to stara sowa a ona stara skowronkowa. U mnie obiad to szesnasta, siedemnasta. Ogarnęłam się szybko ale w międzyczasie pilny telefon i czekanie na umówionego fachmana, byłam u niej koło czternastej. Obiad jadłam już sama, odgrzewany kotlet nie za bardzo ale kapusta warta grzechu. U Krysi dziewczęco i anielsko, posprzątane na błysk. Wielkiej przyjaźni z tego nie będzie, za dużo fundamentalnych różnic, ale znajomość i owszem bo Krysia jest serdeczna i uporządkowana. Teraz znowu czas na rewanż i będzie problem bo ja już nie gotuję obiadków dla gości. Ewentualnie częstuję zupą jak mi się dużo ugotuje.

Już ponad dwa miesiące trwa wojna na Ukraini. Ta pieśń z 2014 a może nawet z  2004 roku, ciągle nadal aktualna i wzrusza mnie niezmiennie. "Że ne wmerła, ne wmerła Ukraina, kiedy razem jesteśmy jak rodzina" brzmi mi jak " Jeszcze Polska nie zginęła kiedy my żyjemy". Mnie tak brzmi 🤍🧡💙💛

I odnawiam kuchnię więc mniej teraz wychodzę z mieszkania bo pracy i ruchu przy remonciku sporo.