czwartek, 5 marca 2026

Już nie bushcraft

Przez kilka ostatnich lat na Youtube oglądałam głównie filmy survival i bushcraft. Zimowle w lasach, schrony, kryjówki, przytuliska... Na dzień lub kilka. Prawie zawsze tylko meni i to w sile wieku. Oglądałam chociaż wiedziałam, że to już nie dla mnie.

A ostatnio jakoś już mnie to nie nęci i nie kręci. Teraz bardziej staruszki same w górach, ich życie w tych trudnych warunkach, ich chaty i szopy, stajenki i drewutnie, warzywniaki, stawy i strumyki, krowy, kozy, psy, koty, ryby i ptaki... I nie na kilka dni ale codziennie. I nie dla kaprysu i przygody ale z konieczności a może z wyboru. Czasem bez prądu, bez gazu, bez wody nawet. Oglądam chociaż wiem, że to już też teraz nie dla mnie. Ale pooglądać miło i pomarzyć też bo jam taka bardziej, mniej luksusowa.

Mam gołębnik bez wody i kanalizacji ale z prądem i piecykiem na drewno. Wokół surowa cegła, drewniane belki i łóżka i regały. Klimacik cudny💙🤎🤍! Chociaż do przyrody daleko. 

Ale mam też działkę z prądem ale wodą z beczki z deszczówką i ręczną pompą. Ogień z ogniska, urocza i praktyczna weranda, wokół zielono i błękitne niebo nad głową. Bajeczka 💛💚💙! 

Jak mi się nudzą domowe luksusy, wygodne łóżeczko, pełna lodówka, internet i TV, komfortowa łazienka i szafy pełne ciuchów to mam gdzie pójść by się sponiewierać troszeczkę i nasycić więcej naturą niż cywilizacją. Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba tylko zdrowia by się tym cieszyć. "Cieszmy się z małych rzeczy bo wzór na szczęście w nich zapisany jest"

"Cieszmy się z małych rzeczy bo, wzór na szczęście w nich, zapisany jest"

"Cieszmy się z małych rzeczy bo wzór na szczęście, w nich zapisany jest"

Interpunkcja ma znaczenie?

poniedziałek, 23 lutego 2026

'Gówniany problem' i swobodna działka

Nie jestem czytelniczką tygodnika powszechnego ale na FB trafił do mnie taki półminutowy zwiastun  A ponieważ ten problem czasem dotyczy i mnie, zaczęłam po nitce do kłębka sprawdzać, czy coś się robi w tym temacie. I np trafiłam na zabawną ale poważną książkę pod wielce wymownym tytułem "Matka Polka sika w krzakach". A więc to nie tylko problem seniorów?

'Gówniany problem' - powiadają ale to wykluczenie toaletowe, nie tylko seniorów ale dzieci i niepełnosprawnych - to skandal. Zagłosowałbym na każdego, kto by miał pomysł i moc na rozwiązanie tego problemu. I bym go później z tego rozliczyła. Bo "Jak żyć panie Premierze?" Jak wyjść z domu na spacer, do lekarza czy na zakupy bez planu gdzie można to siusiu (i nie tylko) zrobić? Gdy i tych krzaków coraz mniej bo betonoza się rozpowszechniła wszędzie. Pewnie to bardziej wniosek do władz lokalnych niż do premiera więc się chyba zmobilizuję i zacznę bywać, uczestniczyć, pisać i wnioskować.

W mediach sporo się mówi, z troską i frasunkiem, o samotności emerytów i seniorów. I się dywaguje, że nie wychodzą z domów, bo nie czują wsparcia i możliwości a świat wokół srogi i wrogi. Więc radzą i uszczęśliwiają nas mądrale, że może uniwersytety dla seniorów, kluby i integracja z młodymi, wolontariaty w szpitalach i przedszkolach .... Ale podstawą jest, jak dotrzeć do tych dobroci? Jak się tam dostać z domu gdy po drodze spacer, krawężniki, przystanki odległe no i to siusiu!

I z tym się wiąże drugi problem - brak ławeczek by przysiąść i ulżyć zmęczonym nogom, zwłaszcza w cieniu. Bo albo za ciężkie miliony betonowy plac z rządami ławek albo długo, długo nic! I tu na pewno sprawa dla władz lokalnych więc się chyba zmobilizuję i zacznę bywać, uczestniczyć, pisać i wnioskować. Bo słyszę opinie, że taka ławeczka to dla żuli i pijaczków azyl a przecież już w niejednym polskim ( i nie tylko), popularnym serialu, ławeczka to prawie loża filozofów. Ale ciekawe, bo tego w serialach nie pokazują, gdzie oni (nie tylko) sikają, pijąc tyle mobilizujących płynów?

Ale, by odsapnąć od polityki, jeden dzień na działce, może i nie mojej bo RODos -kiej. Po półtora roku 'mania' działki jeszcze wciąż ścieżki nieostateczne. To najczęściej zmieniana koncepcja tym bardziej, że ograniczona zastaną ilością płytek chodnikowych, w dodatku różnych. Raz bardziej do wody z pompą ( gdy już uruchomiona) i do grządek wzniesionych ( gdy już zrobione). Raz bardziej do kompostownika ( gdy już postawiony) i do beczki z deszczówką ( gdy już zainstalowana). A znowu raz bardziej dookoła werandy ( gdy już zabudowana drabinkami w poziomie, w pionie i w poprzek).

I to chyba jeszcze nie ostateczne. Za każdym razem wyjąć płytkę z ziemi podważając ją czymś, bo samymi palcami się nie da. Potem wykopać nowe miejsce na płytkę, wyrównać i ewentualnie podsypać ziemią lub piaskiem i przenieść płytę w planowane miejsce. Osadzić ją tam, próbować wyrównać i udeptać, znowu wyciągnąć i podsypać, ułożyć i udeptać i tak dwa a czasem trzy razy. Takie fanaberyje z jedną płytką a jest ich kilkanaście.

A tak a propos problemu głównego, gównianego! Na działce mam kompaktową toaletę przenośną, zainstalowaną w pomieszczeniu gospodarczym. Dobra na awaryjne sytuacje bo sioo sioo można zrobić wszędzie i to działce tylko wychodzi na zdrowie. Zimą się nie przydaje bo bywam tam tylko kilka godzin popołudniowych ale jest i narazie nie dumam i nie planuję jak na dłużej rozwiązać ten problem.

Pozostając z warunkowym szacunkiem do problemu, Starka, kod z przodu jeszcze niezadługo 7💚💛💙

Oleńka dotrzymała słowa i w try miga napisała słowa do chattanoogi. Tekst cudny, żartobliwy i uroczy jakby Starsi Panowie Dwaj byli jej nauczycielami "olaboga"

Pogaduszki z Oleńką skłoniły mnie do muzycznych poszukiwań i chociaż znalazłam kawałeczek fajnego tekstu woogie boogie to AI mi odpowiedziało na pytanie - "Czy Pani wie, gdzie ja tu mogę zrobić siu siu?..." - Jako sztuczna inteligencja nie przebywam w konkretnym miejscu fizycznym, więc nie znam okolicy, w której się znajdujesz....

wtorek, 10 lutego 2026

Kominek ale nie na zimę?

  Moje cudo, bum, bum, się popsuło. Grzało i zachwycało jesienią, od września i zimą do początku stycznia. A wtedy zrobiło kuku! Bo 7 stycznia i owszem, świeciło i zachwycało ale już nie grzało. Zapaliłam świeczki i znicze ale w domku ledwo się podgrzało z - 12 do -10. 

Przyjechałam tam jeszcze 21 stycznia bo było zimno ale słonecznie. Kominek nadal kaput, farelka charczy i buczy, na zewnątrz minus 9 stopni. Poeksperymentowałam z ustawieniami kominka, zagrzałam zupkę chińską i kubek grzańca na świecy, poprawiłam włókninę na  młodych drzewkach kolumnowych.

Na przełomie stycznia i lutego przyjechał Kamil z Kamilą i Arkiem. Siedzieliśmy otuleni kołdrami i kocami a Kamil eksperymentował. Po godzinie i on sie poddał więc zarządziłam, że zabieramy złom z chatty.
Może trzeba się zdać na kominek dużo bardziej pracochłonny (na drewno) i bardziej kosztowny ( komin spalinowy i wentylacyjny) ale niezawodny. Ale po kilku dniach zagadka się rozwiązała, to nie kominek kaput tylko brak wiadomości. Bo, jak sie okazało, to nie jest kominek do ogrzewania ale do dogrzewania (a to spora różnica). Nie działa przy temperaturach poniżej 0 stopni C. Więc do salonu, sypialni i owszem ale nie do domku na działce w zimie. Tutaj na wiosnę i jesień akuracik, mam więc dylemat i materiał do przemyśleń. Czy mi inny potrzebny, bo ile razy będę tu nocowała zimą? Czy będą jeszcze takie zimy jak ta w tym roku? Narazie pobieliłam wapnem wiśnie, bo to dobra i właściwa na to pora.  

 Przy okazji dumałam nad nowymi zabawkami typu sadzenie cebulowych w jajnikach, sianie grzybni w moim leśnym młodniku, spirala na zioła obok domku, huśtawka ze sznurka .....