Nie jestem czytelniczką tygodnika powszechnego ale na FB trafił do mnie taki półminutowy zwiastun A ponieważ ten problem dotyczy mnie od dawna, zaczęłam po nitce do kłębka sprawdzać, czy coś się robi w tym temacie. I np trafiłam na zabawną ale poważną książkę pod wielce wymownym tytułem "Matka Polka sika w krzakach" A więc to nie tylko problem seniorów?
'Gówniany problem' - powiadają ale to wykluczenie toaletowe, nie tylko seniorów ale dzieci i niepełnosprawnych - to skandal. Zagłosowałbym na każdego, kto by miał pomysł i moc na rozwiązanie tego problemu. I bym go później z tego rozliczyła. Bo "Jak żyć panie Premierze?" Jak wyjść z domu na spacer, do lekarza czy na zakupy bez planu gdzie można to siusiu (i nie tylko) zrobić? Gdy i tych krzaków coraz mniej bo betonoza się rozpowszechniła wszędzie. Pewnie to bardziej wniosek do władz lokalnych niż do premiera więc się chyba zmobilizuję i zacznę bywać, uczestniczyć, pisać i wnioskować.


W mediach sporo się mówi, z troską i frasunkiem, o samotności emerytów i seniorów. I się dywaguje, że nie wychodzą z domów, bo nie czują wsparcia i możliwości a świat wokół srogi i wrogi. Więc radzą i uszczęśliwiają nas mądrale, że może uniwersytety dla seniorów, kluby i integracja z młodymi, wolontariaty w szpitalach i przedszkolach .... Ale podstawą jest, jak dotrzeć do tych dobroci? Jak się tam dostać z domu gdy po drodze spacer, krawężniki, przystanki odległe no i to siusiu!

I z tym się wiąże drugi problem - brak ławeczek by przysiąść i ulżyć zmęczonym nogom, zwłaszcza w cieniu. Bo albo za ciężkie miliony betonowy plac z rządami ławek albo długo, długo nic! I tu na pewno sprawa dla władz lokalnych więc się chyba zmobilizuję i zacznę bywać, uczestniczyć, pisać i wnioskować. Bo słyszę opinie, że taka ławeczka to dla żuli i pijaczków azyl a przecież już w niejednym polskim ( i nie tylko), popularnym serialu, ławeczka to prawie loża filozofów. Ale ciekawe, bo tego w serialach nie pokazują, gdzie oni (nie tylko) sikają, pijąc tyle mobilizujących płynów?.jpg)

Ale, by odsapnąć od polityki, jeden dzień na działce, może i nie mojej bo RODos -kiej. Po półtora roku 'mania' działki jeszcze wciąż ścieżki nieostateczne. To najczęściej zmieniana koncepcja tym bardziej, że ograniczona zastaną ilością płytek chodnikowych, w dodatku różnych.
Raz bardziej do wody z pompą ( gdy już uruchomiona) i do grządek wzniesionych (gdy już zrobione)


Raz bardziej do kompostownika ( gdy już postawiony) i do beczki z deszczówką ( gdy już zainstalowana)


A znowu raz bardziej dookoła werandy gdy już zabudowana drabinkami w poziomie, w pionie i w poprzek. 

I to chyba jeszcze nie ostateczne. Za każdym razem wyjąć płytkę z ziemi podważając ją czymś, bo samymi palcami się nie da. Potem wykopać nowe miejsce na płytkę, wyrównać i ewentualnie podsypać ziemią lub piaskiem i przenieść płytę w planowane miejsce. Osadzić ją tam, próbować wyrównać i udeptać, znowu wyciągnąć i podsypać, ułożyć i udeptać i tak dwa a czasem trzy razy. Takie fanaberyje z jedną płytką a jest ich kilkanaście.
A tak a propos problemu głównego, gównianego! Na działce mam kompaktową toaletę przenośną, zainstalowaną w pomieszczeniu gospodarczym. Dobra na awaryjne sytuacje bo siusiu można zrobić wszędzie i to działce tylko wychodzi na zdrowie. Zimą się nie przydaje bo bywam tam tylko kilka godzin popołudniowych ale jest i narazie nie dumam i nie planuję jak na dłużej rozwiązać ten problem. 







Pozostając z warunkowym szacunkiem do problemu, Starka, kod z przodu jeszcze niezadługo 7💚💛💙













































