Pamiętam jak od końca lata 2021 roku rozglądałam się za działką ROD, bo mi brakowało ziemi do grzebania po sprzedaży chatty na skraju - a jednak przez półtora roku się nie zdecydowałam na żadną. I wyszło na dobre w świetle ostatnich planów wyprowadzki z mieszkania i z miasteczka. 😊😘
Ale też pamiętam, że robiłam REMONCIK KUCHNI latem 2022 roku bo wtedy jeszcze nie myślałam o żadnej zmianie. To źle bo zainwestowałam niepotrzebnie. ☹😥
I jak ubiegłego roku późną jesienią prawie zakupiłam przyczepę kempingową by ją postawić przed garażem. Ale okazało się, że najpierw trzeba utwardzić trawnika pod przyczepę a zanim znalazłam fachmana od tej roboty przyczepę mi podkupiono. Przez kilka dni byłam zła i zawiedziona, potem mi przeszło a teraz okazuje się, że To było dobre bo teraz planuję sprzedać garaż 😊😘


Teraz czas intensywny bardzo. Kupcy do garażu napierają, chociaż mnie się nie spieszy. Po jednym spontanicznym, dla rozeznania, telefonie na ogłoszenie "kupię garaż" już miałam kupca ale powiadomiłam go o ustnej umowie prawa do pierwokupu sąsiada. Wcześniejsze rozeznanie pozwoliło mi ustalić cenę. Spotkałam się z sąsiadem w garażu (oboje mamy do niego klucz), przedstawiłam sprawę i dałam mu dwa tygodnie do namysłu, bo mówił, że on nie ale może dzieci jako lokata kapitału. Zadzwonił nazajutrz, że on nie ale jego dobry znajomy chce bardzo i on go poleca. Ale czy to jest nadal prawo pierwokupu? No cóż, cena dla sąsiada była promocyjna ale znajomy sąsiada to już inna sprawa. Więc ja zadzwoniłam do pierwszego kupca, że sprawa nieaktualna, bo sąsiad jednak skorzysta z prawa pierwokupu. I tu oboje mamy moralne wątpliwości bo sprzedaję garaż jednak za cenę rynkową ale jednak jakby z prawem do pierwokupu. To trochę a nawet jakby mocno zagmatwane a ja nawet nie pozbierałam więcej ofert, bo te dwie tak mnie zakałapućkały, to wszystko działo się w ciągu dwóch dni.
Rozpuściłam wici ustne, że zamierzam sprzedać mieszkanie i narazie zgłaszają się znajomi znajomych na oglądania ale bez deklaracji z żadnej ze stron. Ja tylko robię rozeznanie, nie znam wartości mieszkania ani terminu sprzedaży i wyprowadzki.
A tu w trakcie jazdy autobusem dzwonią z propozycją dwupokojowego mieszkanka w Domu Seniora, dostępnego od zaraz. Ale ja po pierwsze nie wiem czy tego jeszcze chcę a po drugie nie spełniam warunków niemania mieszkania i sporej sumy do wpłaty. Odmawiam i nie korzystam.
Zakraplanie oka już tak mi się uprzykrzyło, że pojechałam na wizytę kontrolną też we wtorek ale tydzień wcześniej. I mnie odesłali ( słusznie) bo to za wcześnie.
Mam taki zwyczaj że rano, zaraz po wstaniu biegnę, idę, kuśtykam do okien. I tak było dzisiaj. A tam od zachodu dwaj meni mierzą nasze drzewa. Podobno znowu chodziła lista i większość podpisała się za ich wycięciem. To bardzo zła wiadomość ale w świetle planów sprzedaży mieszkania troszkę się jakby cieszę bo mniej mi będzie żal go opuszczać. Więc poszłam po aparat i cykam dopóki jeszcze są i osłaniają blok sąsiedni. Cykam codziennie bo niezadługo będzie tu łyso i pusto, tylko widok na sąsiedni blok.
Telefon cały czas rozgrzany, nie dzwoniono do mnie tyle od czasu sprzedaży chatty. I to też plusy i minusy, bo stres i nerwy ale i energia i witalność. Po prostu młodnieję i strach o demencję i choroby się oddala.
I tak mi mijają tygodnie. Dzień piżamowy, leniwy a potem dzień intensywny i pełny wrażeń, aż do zadyszki. Więc jednak nadal "Krystynka w podróży"






.jpg)








