sobota, 6 listopada 2021

Stolica dla Halinki

Tak się powoli rehabilitując w mieszkanku w Bogu ... , wspominam  ten wrześniowy wyjazd do stolicy. To było spotkanie rodzinne ale takie dedykowane Halince, bo ona jedna jeszcze nie była u Andrzeja i Agaty w Warszawie. Bywała w Warszawie ale tylko kilka godzin i tylko w centrum i przy budynkach publicznych. No więc Centrum Nauki Kopernik to było pierwsze życzenie siostry. Ale mieliśmy pecha, wszystkie bilety wyprzedane do wtorku. Więc tylko spacer dookoła i wieczorem.
Mural Kory to drugie i tu się nam udało w drugim dniu, po obiedzie, choć mocno jest zamaskowany i trudno doń trafić. Ale jak już trafiliśmy, to zrobiliśmy sesję zdjęciową, trudno wybrać te kilka fotek do posta. 

Trzecia zachcianka siostry to spacer do Fontann multimedialnych. Wybraliśmy się tam, na Pergolę, zaraz w pierwszy wieczór. To jak piszą źródła, największa i najciekawsza w Polsce. Niestety z powodów epidemiologicznych nie było pokazów. Zawód dla nas wszystkich bo tylko świergot ptaków to słaba atrakcja. Jak to mówią, szału nie było. Ale został dodatkowy punkt planu następnej wycieczki do stolicy. 
Przejazd metrem to następny punkt planu Leszka i Halinki, udało się to nam zrealizować drugiego dnia nocą. Robi wrażenie rozmach, bo paryskiego już nie pamiętamy.
Dzień trzeci - niedziela. W planie dzień luźny i spacerowy a więc Łazienki Królewskie, obiad i pożegnanie Kochanej Trójeczki z Wrocławia. Po Łazienkach można spacerować i cały dzień, zwłaszcza przy tak przyjaznej pogodzie ale najpierw trzeba przejechać przez centrum i zaparkować. 
I spacerowaliśmy i podziwialiśmy i zwiedzaliśmy i odpoczywaliśmy kilka godzin niedzielnego dopołudnia. południa i popołudnia, po alejkach, rondach, ścieżkach, pergolach, arkadiach .....

Zmęczeni wielogodzinnym zwiedzaniem, chociaż i przystanki były i gofry i lody, zawędrowaliśmy do kultowego Baru Mlecznego Prasowego, między Łazienkami Królewskimi a Polem Mokotowskim. Podjedliśmy do sytości i pożegnaliśmy się serdecznie i czule z wrocławianami bo oni jutro, w poniedziałek, do pracy i do szkoły a ciocia i Babcia mają jeszcze wychodne. Więc będzie ciąg dalszy!

sobota, 23 października 2021

Zasiedziałam się na dłużej

"Nie ma że boli, powiedział Józek i się zasiedział u mnie na dłużej ...." Zasiedziałam się a właściwie zależałam u mojej ulubionej siostrzyczki.

Wyobraźcie sobie takie życie: Rano śpisz ile chcesz. Dostajesz do łoża pyszne kanapeczki na śniadanie, zjadasz tabletki, smarujesz nogę żelami i kremami a potem czytasz i polegujesz do obiadu. Na obiad do stołu a tam syte, pożywne i urozmaicone jedzonko a po nim znowu odpoczynek od luksusów. Na deser pyszna kawusia z pianką, przemieszczenie się na taras, sudoku, książka i tak do zmierzchu. Takie miesięczne, luksusowe sanatorium z miłą, sympatyczną i czułą opieką.

Równo po miesiącu pierwszy etap kontuzji (tzw leczenie, zdrowienie) zakończony. Zaczyna się drugi czyli rehabilitacja. Orteza i kule już tylko do wyjść na zewnątrz, po domu dwie kule a potem nawet jedna, koniec lekarstw, koniec żelowania. Nogę nadal bardzo oszczędzać, obserwować, w przypadku pogorszenia odpocząć i rozgrzać. Jak leczenie tak i rehabilitacja przebiegają sinusoidalnie,  raz już znaczna poprawa a za chwilę pogorszenie. Ale ogólnie jest coraz lepiej! Tylko zaległości się nazbierało :-)

Na naszym małym śródmiejskim ryneczku, tuż za naszym oknem już jesień. Na naszym własnym tarasie też. Ta najbardziej piękna, złota, polska, kolorowa jesienna pora a jam uziemiona.

Ale już mi się tęskni za moim własnym nieporządkiem. I chociaż to był dobry, serdeczny czas to po raz pierwszy tak wyraźnie, na własnym ciele, poczułam strach przed niedołężnością, niesprawnością, nieporadnością, niezaradnością czyli po prostu przed starością.

Obserwuję Ją codziennie, mimo woli, już od ponad miesiąca. Ma sporo umiejętności, przyzwyczajeń, nawyków, które mogłabym się od kochanej siostrzyczki nauczyć. Zwłaszcza teraz by mi się one przydały. Głównie to zwyczaj nieodwlekania na później, szybka realizacja typu: pomyślę, postanowię, robię. Moja prokrastyncja jest wręcz książkowa, to nałogowe odkładanie obowiązków na później, na ostatnią chwilę. Druga to odkładanie rzeczy na swoje miejsce. Fakt, że ona musi, bo chory mąż i ciekawski pies ale to bardzo pomocna umiejętność, zwłaszcza w naszym, słusznym wieku. I kilka jeszcze innych jak dbanie o zdrowie i wygląd, asertywność przy różnych, codziennych wyborach, systematyczność ......

poniedziałek, 11 października 2021

Jak to z tą nogą bywa

Albo nie pamiętam albo rzeczywiście ostatni raz miałam nogę unieruchomioną 70 lat temu i już nic nie pamiętam bo przeżywam to wszystko teraz jak po raz pierwszy. To tylko noga prawa, niesprawna od kolana po palce stopy ale ból i niebezpieczeństwo przesunięć pęknięcia nie pozwalają na przemieszczanie się bez ortezy i kul. W pierwszym tygodniu to właściwie tylko łóżko jest całym światem, bo ból przy zakładaniu otrezy i nauka chodzenia na kulach zniechęcają do wstawania z łóżka na coś więcej niż tylko niezbędne dwa razy dziennie. Wszystko co potrzebne gromadzi się wokół wielkaśnego łoża. Lampka, lekarstwa, książki, sudoku, piloty do TV, owoce, napoje, kocyki, orteza, kule ..... Resztę donosi najuprzejmiej serdeczna i kochana siostrzyczka.

W drugim tygodniu krwiaki smarowane liotonem i altacetem zmieniają kolory i wychodzą nowe, coraz dalej od centrum uszkodzeń. Ból już mniejszy ale eksperyment z odstawieniem leków przeciwbólowych się nie powiódł i biorę je nadal tylko zmniejszam dawki. Więc już i ruchu coraz więcej, 'wyprawy' do kuchni i do jadalni 

Trzeci tydzień zaczynamy wizytą u ortopedy. Lekarz mówi, że jeszcze dwa tygodnie z ortezą i lekarstwami, tylko te zastrzyki w brzuch można sobie darować. A za dwa tygodnie znowu wizyta u niego, prześwietlenie i może wreszcie tylko kule. Na tarasie już coraz krócej bo zimno tak siedzieć nieruchomo, z uniesioną stopą. Ale już robię wycieczki po magazynach i magazynkach, jak Dulski wokół stołu, na Kopiec.

Wypadek to nie przypadek, tylko ja jeszcze nie wiem na pewno, dlaczego właśnie wtedy i właśnie tak. Bo zabolało i zatrzymało, przerwało planowanie i projektowanie zadań z listy z końca lipca. Ale jednocześnie tylko postraszyło bo mogło być gorzej, dużo gorzej. Może jeszcze za wcześnie, może jeszcze nie czas, może trzeba przemyśleć potrzeby i zachciewajki, remonty i inwestycje. To jest post dla pamięci, proszę go nie komentować. Następny napiszę, gdy już będę śmigać bez ortezy, może jeszcze z jedną tylko kulą. I pewnie skończę i wyślę niedokończony post z Warszawy