wtorek, 30 września 2025

Pierwszy rok na Podlesiu

To jedyny taki pierwszy rok na Podlesiu, od września do września i aż się zadziwiam ile sie tutaj nadziało przez ten czas. A właściwie ile wymyśliłam i zrealizowałam, zrobiłam i zleciłam. 

Zakup - 27 września 2024 roku, w rocznicę przeprowadzki do Domu Rodzinnego. 

1 miesiąc - październik 2024.  Byłam tam 10 razy czyli więcej niż dwa razy w tygodniu. Najpierw zagospodarowanie kompostownika, składającego sie tylko ze skoszonej trawy, na grządki wzniesione. Po połowie miesiąca wizyta Dzieci i wnuków, zakup kosiarki i taczki, prace porządkowe i sadzenie drzewek owocowych. A na koniec wycinanie stareńkiej śliwy i przycinanie wielkiej czereśni.

2 miesiąc - listopad 2024. Tylko 6 razy na działce, bez noclegu. Dalsze prace przy grządkach wzniesionych, demontaż huśtawki drewnianej, która zawaliła się przy próbie siadania, okopanie młodych owocowych drzewek, przekopanie grządki, sadzenie iglaków .....

3 - grudzień 2024 - ogniska i spalanie gałązek ze śliwy, przystrajanie świąteczne, drobne prace porządkowe. Słaba zima niezima, odrobina śniegu, troszkę mrozu. 

4 - styczeń 2025. Zimowe, słoneczne i pochmurne dni. Krótkie i leniwe. Tylko pobielone pnie w sadzie i początki zagospodarowania terenu za domkiem, od południa. 

5 - luty 2025. Przycinanie winorośli, chyba za mocno. Przenoszenie płyt z miejsca na miejsce po kilka razy, i to jeszcze nie ostatecznie. Pod koniec lutego chyba pierwsze nocowanie. 

6 - marzec 2025. Remont w domku. Elektryka, tynkowanie, malowanie, wymiana podłogi w domku, zrobienie podłogi na tarasie. Bywałam tam prawie co drugi dzień.  Zeszło Toniemu ponad trzy tygodnie marca ale duża cześć zrobiona, w tym podłoga na tarasie planowana a reszta tak jakoś wychodziła w trakcie bo fachman miał czas a ja zachcianki i pieniądze. Ale też nie leniuchowałam, zagospodarowałam grządki wzniesione, grządkę warzywną, posprzątałam w magazynku po swojemu.   

7 - kwiecień 2025. Pożegnanie z fachowcem i sprzątanie w domku i dookoła. Mycie i szorowanie, przestawianie i przesuwanie. Okrywanie truskawek i poziomek, odkrywanie nasadzeń poprzedników. 

8 - maj 2025. Od maja już coraz częstsze palenie ognisk i nocowanie w domku. No i zaczyna sie koszenie i odchwaszczanie i tak będzie już przez całe lato. Przyjemne dni, ciepłe noce. 

9 - czerwiec 2025. Częste nocowania, palenia ognia i kolacje wieczorami przy ognisku. Coraz mniej siedzenia w domku bo coraz bardziej zielono i kolorowo dookoła. Coraz częściej odwiedza mnie siostrzyczka i są pierwsze owoce - czerwone porzeczki, agrest, poziomki. 

10 - lipiec 2025. Kładę się w cieniu a po drzemce budzę się w plamie słońca, opalona na czerwono. A po połowie miesiąca przygotowuję front robót do wizyty Dzieci i wnuków, miedzy innymi zgromadzenie i zabezpieczanie drewna, przegląd pompy, wyciągnięcie listew kompozytowych, lista prac.  Trzydniówka z Rodzinką bardziej towarzyska niż pracowita, relacja w tym poście.  Drabinki na tarasie zamocowane, drewutnia zabezpieczona przed deszczem, listwy na barierkach, detale w domku ... 

11 - sierpień 2025. Zbieranie plonów, niezbyt obfitych ale to pierwszy rok i raczej rozpoznanie możliwości. Kończą się pomidory i ogórki, fasolka i jeżyny, tylko słoneczniki pysznią się wdzięcznie. 

12 - wrzesień 2025. Już czuć jesień a na działce głównie wybór i posadowienie kominka, sianie poplonów, odświeżanie ziemi pod borówkami amerykańskimi, wsadzanie bluszczy i powojników przy podporach.

I tak rok zatoczył koło, marzenia zrealizowane, plany wykonane. Niewiele mi zostało na drugi rok, może tylko w domku okno od wschodu i mocne przycięcie gruszy. Ten rok był dla mnie bardzo łaskawy, sporo chłodnych dni, niewiele upalnych a wody wystarczająco by nie kupować elektrycznej pompy. 

wtorek, 9 września 2025

Kominek Kesser

Rozpiętość cen, prawdopodobnie takiego samego kominka elektrycznego firmy Kesser od 350 do 1450 zł. Wybrałyśmy tani ale nie najtańszy czyli za 400 zł!🧡 Ze zwrotów ale przyszedł zapakowany idealnie, wielka paka którą rozpakowałyśmy w garażu. Wyglądał cudnie i miał pilota ale nie miał instrukcji obsługi więc tylko zniosłam kilka drewien do uzupełnienia dolnej części kominka. Trochę próbowałyśmy na 'czuja' ale raczej bez sukcesu.
Dopiero jak przyjechał Kamil i rozczytał instrukcję po angielsku, wyjaśniło się, ile ten kominek może jak sie go umie obsługiwać. Dwa poziomy grzania to standard ale trzy rodzaje płomienia na ekranie, trzy stopnie żarzenia węgli, programowanie czasu działania - połowa z tych funkcji mnie niepotrzebna. Prawdopodobnie tylko grzanie na full i na 50% będę używała a płomienie na ekranie i żarzenie węgli tylko ciemne na noc a jaśniejsze w dzień. Ale może, kto wie, będę się bawiła tymi funkcjami w zimowe dni, wieczory i noce, gdy na działce brak prac rolnych i TV.

Narazie jest zabaweczką więc koncentruję się głównie na tym, gdzie postawić ten kominek. Po namyśle a właściwie spontanicznie, najlepsze miejsce w domku to przy ścianie południowej. Tam kiedyś marzyłam o kominku na drewno, zrobieniu komina wentylacyjnego i spalinowego. Ale jeśli można mieć lepszą i wygodniejszą podróbkę to czemu nie? Starka ma swoje prawa i przywileje, dużo może a nic nie musi!

Gdy już decyzja podjęta, dni pracowite. Przeszlifować mocno dwie drewniane skrzynki i dwie podstawki. Zaimpregnować. Znowu delikatnie przeszlifować i drugi raz zaimpregnować. 

A oprócz tego zbieranie jeżyn, wykopywanie kartofelków, wyrywanie pomidorów i ogórków, wsadzanie powojników i róż, przekopywanie gleby i sianie nawozów zielonych, no i palenie ognia.

Położyłam w kącie płytę ceramiczną, postawiłam na niej skrzynię drewnianą, na niej drewnianą podstawkę ze stareńkiej boazerii i przy pomocy sąsiada postawiłam na tym kominek. Uzupełniam na dole polanami by trochę przysłonić jego elektryczny charakter a na górze stawiam dwa kubki blaszane. Dodaję z boku cztery drewna i stawiam na nich latarenkę z prawdziwym ogniem. Niby może być ale ...Ech! Gdybym ci ja miała 20 lat mniej to bym nawet nie spojrzała na taki mebel. Udawany płomień ale świeci, udawany żar ale daje ciepło. W kominku na drewno każdy płomień niepowtarzalny, można się zapatrzyć i rozmarzyć. Wprawdzie brudzi, wymaga dokładania drewien nawet kilka razy w nocy ale ma to coś!

Ale przecież mam na tarasie grill duży prostokątny (gdyby padał deszcz lub śnieg), grill mały okrągły przenoszony gdzie trzeba i krąg z cegieł obok pompy, na spore ognisko. To właśnie nasz niedzielny obiad.