czwartek, 13 maja 2021

"Jak trwoga to do bloga"?

Jak trwoga to do bloga albo do Halinki. "Kochani w wierze oraz w Panu, są w życiu dwie najświętsze sprawy. Mieć swoją ziemię obiecaną i własny kubek mieć do kawy". Niestety, ja nie jestem taką minimalistką i dlatego ostatnie dni są dla mnie bardzo nerwowe. Na szczęście  majówkę spędziłam u siostry i mogłam się wygadać i podzielić lękami, trudnościami, niepokojami, wątpliwościami ..... a nawet snami koszmarkami.Główne zadanie to ogarnąć sprawę sprzedaży działki z chattą. I tu podstawowa trudność bo ja sprzedaję działkę na skraju z pięknymi widokami, zabudowaną urokliwą chattą a kupcy szukają domku letniskowego na działce w dobrej okolicy. Ale i tak w trzech pierwszych dniach mam sporo zgłoszeń choć to jeszcze nie są oferty bo ja nie wiem za ile chcę ją sprzedać. I tu największa trudność bo jak wycenić miejsce, gdzie się było szczęśliwą 15 lat? Jednocześnie by nie zniechęcić nabywców i nie przestrzelić tej ulotnej granicy między sprzedać najdrożej a kupić najtaniej. Niby jestem górą bo to ja mam dobro, które wielu pożąda ale ja już tak dawno nie byłam w podobnej sytuacji, że ona mnie przerasta, przestrasza i stresuje ogromnie.  Jak i kiedy przygotować chattę do sprzedaży by nie sprawiała wrażenia zagraconej ale przytulnej? I gdzie wywieźć niepotrzebne klamoty gdy w garażu czeka autko na opinię mechanika?

Ale też trzeba ogarnąć sprawę autka czyli naprawiać czy złomować. A jak złomować to gdzie i szybko bo garaż będzie potrzebny do składania ulubionych przedmiotów z chatty.  A będzie tego sporo bo się uzbierało przez 15 lat najmilszych przydasiów małych i dużych. Najlepiej byłoby gdybym znalazła działkę w Rodos przed sprzedażą chatty i tam je przewiozła ale to tak, niestety, nie działa.

I wreszcie zakup tej ziemi obiecanej, gdzie postawię własny kubek do kawy i cosik do spania, mój ulubiony stół, fotel, lodóweczkę, kucheneczkę, kosiareczkę..... To może być działka w Rodos ale jeszcze nawet nie zaczęłam rozwieszać ogłoszeń o kupnie ( narazie chodzę tam i rozsyłam nieśmiałe wici). Ale to może być też  kawałeczek wynajętej ziemi u znajomych lub w ostateczności moja maleńka działka przed garażem na której postawię wiatę i tam wstawię moich ulubieńców. 

Jak rzadko kiedy sprawdza się tu zasada: jedno zadanie naraz. Załatwić, odhaczyć. Ale jak pojechać tam by przygotować chattę do sprzedaży, gdy się tu czeka na mechanika do autka? Jak zorganizować tam dni otwarte na skraju gdy się tu czeka na zgłoszenia od sprzedających działki? To wszystko powiązane w potrójny węzeł: amazing chatto - żegnaj, ulubione auto - żegnaj, nowa ziemio obiecana - witaj.

Wróciła Krystynka olaboga! Dookoła kartki, karteczki, karteluszki na których zapisuję od rana do nocy co z chatty i działki wziąć (i gdzie przechować), co zostawić, co wyrzucić (i gdzie). Plan jest taki by jak najmniej brać ale to trudne i bolesne. Kontakty do potencjalnych kupców, zapiski kto i kiedy przyjeżdża obejrzeć, kto kogo poleca ... A jeszcze dodatkowo niespodzianki z banku, pisma z PZU, przelewy, dokumenty do sprzedaży ..... Olaboga!!!

 

Przeżyłam Dzień Otwarty, jeszcze nie wiem czy bez uszczerbku na zdrowiu. To był dzień nerwowy, impulsywny, emocjonalny, żywiołowy.... Tyle wiadomości i wiedzy do zapamiętania. Nie mam żalu, prawo kupujących wybrzydzać, wyłapywać wady i niedoróbki by obniżyć cenę ale nie da się ukryć, że to boli gdy ktoś krytykuje twoją sympatię, przychylność, fascynację choćby do doskonałej działki i niedoskonałej chatty. Bo działką i jej położeniem, widokami na las i łąki prawie wszyscy zachwyceni, nawet ci oglądacze, narzekacze ale już co do chatty bardzo różne są plany i oczekiwania. 

Jak się okazuje wystawiłam cenę zaporową, jakbym jeszcze gdzieś w środku chciała, by się nie znalazł na nią kupiec. Ale to był dobry i owocny rekonesans, wiem czego oczekują klienci i teraz się zastanawiam o ile obniżyć cenę do oferty, by wilk był syty i owca cała. Bo jak mówią, to najlepszy interes by obie strony były zadowolone. Już kiedyś tak sprzedałam biały domeczek na maleńkiej działeczce i mam do tej pory w kupujących serdecznych i życzliwych sąsiadów ( pozdrawiam M i W ). 

Wstawiłam tu zdjęcia które się nie mieszczą w ofercie bo to nie konkrety tylko osobiste impresje.

Wszystko to nic, moje serce zaśpiewało z radości bo to już drugie w tym roku zaręczyny w rodzinie. 75 czerwonych róż i oświadczyny przyjęte !!!

I tak to już jest, bilans musi wyjść na zero. Jak nerwowa i stresogenna niedziela to w poniedziałek cudowna wieść i 75 róż. Jak nazajutrz dziwne wieści z Brzózy to dla równowagi udana operacja z Fordzikiem. Było pożegnanie, kilka uronionych łez i kilkanaście zdjęć po 21 letnim wspólnym pożyciu. Kto by pomyślał, że tak się przywiążę do auta? Stary ale jary, honorowo wyjechał z garażu na własnych kołach. Niech tak będzie i z chattą, kilka łez, sporo zdjęć i oddana w dobre ręce. 

Wszystko jest i będzie dobrze, rodzinka szczęśliwa i zadowolona, chatta też znajdzie swojego amatora w swoim czasie, za dobrą cenę.  Gdzieś tam jest ktoś, kogo ona zachwyci i oczaruje, tak jak mnie przez 9 lat. A narazie przymierzam się by rozsyłać wici, karteczki, oferty i proszę św. Antoniego, by mi znalazł idealnego nabywcę, kupca, wielbicielkę, kupcową ..... 

sobota, 1 maja 2021

STAŁO SIĘ !!!

Decyzja zapadła. Sprzedaję chattę na skraju. Przez ten tydzień pobytu, miotałam się fizycznie, psychicznie, emocjonalnie i intelektualnie, bo po zgodzie od Córeczki cała odpowiedzialność spadła na mnie. Ten kilkudniowy pobyt to huśtawka nastrojów, żal i smutek na zmianę z nadzieją i euforią. Znaki, znaki, coraz częściej je odbieram bo ich wyczekuję i jestem uwrażliwiona na ich wyłapywanie. Jak emocje wygrywały z rozsądkiem, szłam do sklepu po jakiś uspakajający trunek, spacerkiem powolnym przez śliczny, przyjazny choć jeszcze niewiosenny las.

Nawet takie drobne znaczątka dają do myślenia. - Cytat od Oli. "Wiele się zmienia wokół. Wiele odchodzi albo w inne się przekształca. Ale najważniejsze zostaje a nawet pielęgnowane wzmacnia się i nabiera nowych znaczeń". To jakby leitmotiv mojego tu i teraz. "Czy mogę to przytulić! Wziąć w cudzysłów i zacytować w moim poście w odpowiedniej chwili? Wy tam na górze jakby bliżej Nieba ale smaki macie ziemskie" - zgodę mam więc cytuję dla pamięci. - Korespondencja z Oko: "Szukaj tego co daje radość, a na własnej ziemi, gdzie możesz wszystko, albo nic ( w zależności od humoru zdajesz się być szczęśliwa bez granic". To kupuję! Szukaj tego do daje Ci radość to dobre hasło na nadchodzące dla mnie czasy. I bywałam tam szczęśliwa bez granic przez 15 lat ale od pewnego czasu już tylko bywam tam szczęśliwa". " Źle to brzmi - działka przestała cieszyć? chatta straciła urok?" "Brzmi inaczej ale nie źle. Działka i chatta nie przestały cieszyć ale straciły urok i przestały dawać tylko radość. A dokładnie, zgodnie z podtytułem, kłopoty właścicielki nieruchomości zaczynają przeważać nad radościami." 


Kraksa która mnie uziemiła, tylko przyspieszyła decyzję gdzieś tam w środku już podjętą choć jeszcze nie całkiem jasno uświadomioną. Teraz wszyscy wokół mówią, że nie mieli odwagi mi powiedzieć ale autko bardzo stareńkie i nie nadaje się do naprawy tylko dać mu spocząć gdzieś na szrocie. Ja jeszcze czekam na decyzje mechanika ale też czuję, że to prawda. Bez autka droga na skraj może niedaleka ale trzema środkami transportu publicznego, z dwoma przesiadkami i czekaniem na kursy nawet dwugodzinnym. A jak jeszcze chciałoby się coś przewieźć tam czy z powrotem to już zadanie logistyczne coraz dla mnie trudniejsze. 


A przede wszystkim zdrowie, coraz mniej smakowite i coraz bardziej popsute. "Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz". No i pesel, już tylko ćwierć do setki a to mignie jak z bata strzelił. Po prostu czas na zmiany, czas się ustatkować a może właśnie czas znowu zacząć podróżować, niechby tylko po naszym pięknym kraju. Jak mówi złota myśl ludowa: "Przy jednej dziurze to i kot zdechnie". Powody zdrowotne, emocjonalne i ekonomiczne. 


Wszystko ma znaczenie. Ten skraj, który wybrałam, by być blisko różnych możliwości. Ta bliskość lasu, łąk, wody zachwycała mnie nieodmiennie przez ostatnie kilkanaście lat, jeszcze przed pisaniem bloga. Ale od pewnego czasu powoli odpadają mi elementy tego zachwycenia. Najpierw las, bo od marca do października czyhają tam na mnie kleszcze, które mnie uwielbiają, mój zapach lub smak mojej krwi. Od czerwca do sierpnia odpadają łąki bo przy temperaturze lata powyżej 25 stopni ja mogę tylko siedzieć na tarasie od północnej strony i co najwyżej skubnąć poziomkę, truskawkę, borówkę, porzeczkę, agrest, malinkę, pomidorka, ogórka czy garstkę ziół. A od kilku lat, mimo wysiłku na miarę zdrowia zaniedbuję poziomki, truskawki, maliny i powoli zarastają. Pomidorki, ogórki i cukinie,  zaniedbywane też podgniwają. Jeszcze tylko woda wokół mnie zachwyca ale to za mało, by mnie tu zatrzymać. 


Przez te kraksę odnawiam zaniedbane przez miłość do chatty na skraju, dawne znajomości, bo chatta jest zaborcza i czasochłonna. Teraz mam bodźca w postaci potrzeby transportu a w zamian mam do zaoferowania atrakcyjny dzień na skraju. Do tej pory byłam samowystarczalna, zdrowa i szczęśliwa sama, więc odpuściłam dbanie o nabyte w życiu dobre znajomości, koleżeństwa, przyjaźnie. Teraz czas na zmiany, czas na uczenie się prosić a nie tylko sama, siama, samosia. Przywieźli mnie w niedzielę dawni znajomi z pracy, Andrzej i Miłka, były spacery, grill, śmiech i wspomnienia.

A odwiozła mnie, razem z kilkoma skrzyniami dobytku,  Władzia Leśna i też były spacery, wspominki, śmiech i zwierzenia. Ale z tych emocji spotkania po 7 latach zabyłyśmy sfotografowania spotkania. Znajomi bardzo zadowoleni i namawiają mnie do odstąpienia od decyzji.  Ale zmiany już się dokonały w sferze wewnętrznej, teraz wszechświat z nieubłagalnością lawiny daje mi to czego potrzebuję, bo ja już tylko pragnę zdrowia i pokoju na świecie ale może też działki z chatką w moim miasteczku, gdzie bym dotarła z buta lub rowerkiem ( niechby i z silniczkiem).

Ogłoszenie marzy mi się jakieś takie: "Sprzedam zadbaną działkę w uroczej okolicy, na skraju łąk i lasów, w pobliżu strumyka z czystą wodą i wielkiego zalewu, terenu rekreacyjnego. przystani i plaży. Zabudowany domkiem letniskowym z wyposażoną bladobłękitną kuchnią, kominkiem, seledynową łazienką, uroczym salonikiem i dwoma sypialniami, z wielkim tarasem. A jednocześnie blisko ludzi, w kompleksie wypoczynkowym w Brzózie Królewskiej. Cena do uzgodnienia po oglądnięciu całości". Ale mówią, że to bardzo emocjonalne a kupiec szuka szczegółów technicznych i użytkowych. Ja myślę sercem i to moje prawo, kupujący myśli głową i to też jego prawo. 

Poprawiam ten post już kilka dni ale trudno ująć w słowa te uczucia, emocje, oczekiwania, marzenia, plany ... Więc puszczam go w świat, niech uskrzydla i rozsiewa dobrą nowinę.

sobota, 24 kwietnia 2021

Kraksa czyli mały wypadek.

Wygląda to groźnie ale to banalna stłuczka. Sobotni poranek, słońce świeci, jadę do chatty na kilka dni. Pozmywałam i wyrzuciłam śmieci. Zapakowałam skrzynkę farb, rozpuszczalników i pędzli (które zawsze na zimą zwożę do domu a wiosną wywożę na skraj), skrzynkę jedzenia, koszyk picia (bo zaprosiłam na skraj, na jutro moich znajomych), wiadro obierek na kompostownik, skrzynkę przydasiów. Wyruszyłam spod bloku i 200 m dalej, na krzyżówce, słońce w oczy i buch i bach, och i ach!!! Stuknęłam w granatowe, wielkie auto. Wysiadłam ja, wysiadła i drobniutka Dziewuszka. Obejrzałyśmy autka, ona tylko bok lekko wgnieciony a ja urwany cały wielki zderzak z przodu i prawy reflektor. Spanikowane dzwonimy na policję i po lawetę, bo nam się to zdarzyło pierwszy raz i obie nie wiemy jak działać, tyle co z TV. Stoimy na środku drogi na skrzyżowaniu co dodatkowo wzmaga panikę. Czekanie bardzo się dłuży,  ciekawscy zatrzymywali się i lukali, ja łykam pramolan a potem hydroxyzinun bom  zdenerwowana wielce i nie myślę logicznie. I obie martwimy się naprawami a jednocześnie pocieszamy się, że nic się nam nie stało.  

Po kwadransie przyjechali prawie wraz, ledwo zdążyłam postawić trójkąt (aż się zdziwiłam, że go mam), Policja, obejrzała zajście i kazała Dziewuszce zjechać na bok a moje zapakować na lawetę. Ja rozedrgana i przestraszona, Młody Men (MM) z lawety spokojny i na luzie.  Sprawdził czy autko zapala ( mnie to nie przyszło do głowy) a jak zapaliło to odjechał nim do swojej lawety, tak z tym urwanym i trącym z wielkim hałasem zderzakiem. Tam scyzorykiem odciął zderzak który trzymał się na jednym zaczepie i powoli zaparkował autko na skrzynię lawety. I teraz czekanie aż policjanci wypełnią druczki, spiszą dane z dokumentów, wypiszą mandat (wszystko ręcznie i długopisem w dobie pracy zdalnej, smartfonów i globalnej sieci). Trwa to i trwa, ponad godzinę, laweta nabija minuty, Dziewuszka spieszy się na pilne zakupy, ja już tylko chcę do domu a Policja ma czas, są w pracy.     Na zakończenie podziękowałam mundurowemu że taki niewysoki mandat a on rzekł, że nic się nie stało, dla nich to banalna stłuczka i nie ma za co dziękować, bo cały koszt zdarzenia to nie ten mandat tylko naprawa. Oddał mi papiery i pojechałam pod garaż w szoferce lawety. Pod garażem MM zjechał autkiem z lawety, wjechał tyłem do garażu i zostawił zderzak przed autkiem. Sąsiad spytał czy nie zatrzymali mi jakiegoś dokumentu, prawa jazdy czy karty wozu? Nie wiedziałam, więc zaczęłam chaotycznie przeszukiwać torebkę, wysypałam wszystko na podjazd i grzebałam w przydasiach coraz  bardziej nerwowo. Dałam trzy a dostałam dwa? Już zaczęłam wszystko zbierać by pobiec do wozu policyjnego gdy MM przybiegł z dowodem, który zostawiłam w szoferce. Więc przez chwilkę zamiast popłochu czuję wdzięczność i radość. Bo chwilę wcześniej zastanawiałam się, czy niepotrzebnie nie wezwałam pomocy drogowej gdy sama mogłabym dojechać do garażu autkiem bez fatygowania lawety za kilkadziesiąt zet. Kilkadziesiąt zet za lawetę, 250 za mandat, kilkaset za naprawę - drogo mnie będzie kosztować ta lekcja.  Dopiero teraz myślę, że trzeba zawiadomić znajomych o sytuacji i odwołać spotkanie. Ale przychodzi mi do głowy, że to szczęście w nieszczęściu, że ich zaprosiłam bo teraz możemy przepakować cały majdan do ich wozu i pojechać tam jutro.  Czy LOS wiedział, co mi się przydarzy, gdy 'kazał' mi spontanicznie zaprosić znajomych (a nie robię tego często, można powiedzieć że chyba nigdy), bym nie musiała rozpakowywać całego majdanu po wypadku i mogła wygodnie pojechać na skraj? I czy wiedział, że to właśnie wtedy mogę się spokojniej rozbić gdy na koncie od wczoraj dodatkowa trzynastka? I że to właśnie tutaj, tak blisko od domu? I że  w miejscu gdy ledwo wyjeżdżałam z zakrętu, dziewuszka podjeżdżała do świateł a więc wtedy gdy obie miałyśmy niewielką prędkość? LOS troszczy się o mnie i dziękuję mu za to z całego serca.
Wiedziałam, że 2021 będzie rokiem przełomowym, nadzwyczajnym ale nie przypuszczałam, że będzie w nim miejsce na pierwszą w życiu stłuczkę z kimś, z mojej winy. Bo od ponad 50 lat jazdy miałam trzy mandaty i dwa zdarzenie bez mojej winy. Ale jednocześnie jestem wdzięczna Aniołowi Stróżowi, że nikomu nic się nie stało, szkody niewielkie, mandat niewysoki i ogólnie jak mówił Mundurowy - banalna stłuczka.