Nowe krzesła do kuchni! Długo się zastanawiałam czy mi są potrzebne, jakie i ile. Kiedyś wreszcie oglądnęłam, wybrałam i nawet włożyłam do koszyka. Od tej pory wszędzie reklamy tych krzeseł. Z jednej strony wkurza mnie gdy tak nachalnie namawiają ale z drugiej miło że przypominają. W środę, w południe nareszcie zamówiłam i wpłaciłam a w czwartek popołudniu wielka paka już była u mnie. Spod Szczecina czyli z drugiego końca Polski! Spodobało mi się to. Rozpakowaliśmy ją dopiero w piątek popołudniu, bo sąsiad, specjalista od montażu mebli, dopiero wtedy miał czas. I okazało się, że w pace były nie dwa zamówione i zapłacone ale trzy krzesła. Takie same białe BARKLEY ale trzy !!! I trochę inne niż moje stare białe krzesło, te były większe i wyższe.
Zadzwoniłam z tą wiadomością do firmy ale nikt nie odbierał, zadzwoniłam do siostry bo doświadczona w zakupach internetowych. Poradziła wysłać maila bo nawet jak nie odpiszą, to zostanie ślad mojej dobrzej woli i czekać na odzew do poniedziałku, w piątek popołudniu firmy mogą już być zamknięte.
Więc mam czas do poniedziałku by zastanowić się co robić. Bo od razy przyszło mi na myśl, żeby to trzecie zostawić i dopłacić. No bo jak już przyszło trzy to może jakiś znak? I jak to zwykle bywa, gdy się ma za dużo czasu na podjęcie decyzji, wpadają do głowy różne wyjścia. Może ponegocjować i zaproponować niższą cenę za to trzecie bo przecież nieplanowane, niechciane ale już u mnie i koszty przesyłki poniesione? Ale ja nie umiem negocjować, mnie to pachnie targowaniem się a my, polacy nie mamy tego we krwi. A przecież mam już jedno podobne (wybrałam barkley bo myślałam, że będą takie same). Więc będą razem cztery gdy w kuchni przy stole swobodnie mieści się tylko dwa. I mieszkanie tak bardzo już zagracone.
Poniedziałek - czas podjąć ostateczną decyzję. Rano dostałam maila: przepraszamy za pomyłkę, proszę to jedno krzesło spakować zlecimy po nie kuriera. Proszę napisać czy na jutro jest możliwy odbiór? Na taki znak czekałam, więc chyba decyzja zapadła. Odsyłam. Bo nie o oszczędności tu chodzi i fałszywe znaki tylko o dane sobie postanowienia, że nie będę już ściągać do mieszkania przydasi ( ostatnie takie z chatty prawie zablokowały mi salon, stryszek i garaż), już nie będę zagracać sobie mieszkania i życia. Trochę z tym odsyłaniem było kłopotu bo zmontowane krzesło trzeba było rozmontować, upakować w pudło, uszczelnić by się nie kolebało w transporcie (na szczęście dużo u mnie ciepłych ciuchów z chatty) i okleić. Ale dałam radę z pomocą Jadzi sąsiadki. I wiecie, ulżyło mi i jestem zadowolona, że odesłałam.
Łapacz snów od Córeńki zawieszony między gabinetem a kuchnią chyba działa, bo śpię dłużej, bez przebudzeń i sny mam ciekawe choć powtarzalne, w różnych wariantach. Ale nie koszmary.
Wreszcie deszcz i u nas podlał ziemię, odświeżył powietrze, napoił Naturę, uspokoił serce i ciśnienie.







