Córeńka moja najmilejsza zaprosiła mnie na taki babski wyjazd po schroniskach sudeckich.
Dzień 1 - środa - 30 września Z Wrocławia na południe do małego urokliwego miasteczka Bardo. Spacer po zaułkach i przystanek na pysznej kawusi i słodkich pierniczkach.
Krótkie zwiedzanie późnobarokowego, przeładowanego złoceniami kościoła.
A potem Kłodzko i Twierdza z widokami jak marzenie jeśli się wydrapało i wysapało spacerem po twierdzy. Taki trening przed wyjściem nazajutrz w góry Bystrzyckie.
Piękne miasto, cudnie położone i pełne różnych ciekawostek i osobliwości. Wspaniała starówka, most z figurami jak miniatura mostu Karola w Pradze, kościoły, sklepy z Aniołami. Spacerujemy, śledzimy poziom wody w czasie wielkiej powodzi z września 2024 roku. Ledwie widoczne na szczęście. I już późne popołudnie. Przy Czarnej Bramie bar Bar-do-bry i pyszny kapuśniaczek. Tylko zupka bo chociaż jestem dość głodna to obiecany olbrzymi obiad w schronisku już niezadługo.
Późnym popołudniem "schronisko Jagodna" w Jagodnej. Obiad rzeczywiście tak obfity, że podzieliłyśmy na pół olbrzymiego kotleta schabowego z jajkami sadzonymi, mnóstwem ziemniaczków i gorącej kapustki. A do popitki ja Cerny citron a kierowca Litovel Obserwator. 


Dzień 2 - czwartek - 1 października
Po obfitej wczorajszej obiadokolacji, na śniadanie owsianka i jajecznica. W schronisku gwarno bo ma tu zielone wakacje grupa dziecków "Bystrzyckie dla Bystrzaków" i my też z przyjemnością słuchamy opowieści o GOPR i oglądamy przygotowania do niskiego parku linowego. Spacer dookoła ukazuje nam rozbudowę i przyszłość schroniska. Dla mnie to troszkę smutne ale rozumiem, że interes przede wszystkim. Ale dopóki będą mieć taką obfitą kuchnię i taką ufność po zamknięciu jadalni, to tradycja nie zginie. 



Przejazd do Zieleńca i spacer przy nieczynnym schronisku Orlica i uroczym kamiennym kościółku poniżej. A potem z "Przystanku Alaska" na wieżę na Orlicy. Wzniesienie niewysokie ale wciąż lekko pod górkę. Dobrze, że rozchodziłam sie troszkę po twierdzy i po Kłodzku bo to nie moje mieleckie płaskie tereny. 






To pierwsze takie podejście pod górkę od wielu lat i ciągle mam z tyłu głowy, że po 7 z przodu to już poza mną. I dobrze! Ale się wspinam, sapię, przystaję, jestem już na granicy możliwości ale w końcu taka wyprawa jest po to by przekraczać granice. Więc daję radę!! Widok z Orlicy i z wieży cudowny i rozległy!!! Zejście jak to zwykle z górki a więc i łatwo. Może i za łatwo bo na konarze potykam się, upadam pociągając na siebie córeczkę. Najpierw mówię nic to, potem wstaję i się oglądam. Nic to tylko łokieć trochę obdrapany. Dopiero po kilku dniach okazuje się, że na łokciu siniak wielki, a mija kilka tygodni jak siniaka już nie ma a łokieć nadal boli. Taka pamiątka z Orlicy.





Teraz zjazd na zachód i północ, przez Duszniki do Pasterki. Duszniki Zdrój podobny do wielu zdrojów, pijalnia i deptak. Po wypiciu w pijalni podgrzewanego Chopina szukamy jakiejś knajpki na późny obiad. W "Dobrych smakach" zamawiamy zupę grzybową, a la kurkową, na maślakach? Mniemałam, że braknie mi w niej kluseczek ale były warzywa i było zaskakująco smacznie. 


Teraz do schroniska "Pasterka", gdzie mamy zarezerwowany nocleg. Na późny obiad Asia naleśniki z jagodami i Pantheon 13 a Ja ziemniaki z grilla i Certov ruka 13. Pod naszym oknem para obiera i nawleka grzybki, dużo grzybków. My mamy tylko kilka grzybków z Orlicy ale pożyczamy od nich igłę i nitkę i robimy z naszych niewielki wianuszek. Wieczorem duża grupa robi ognisko więc siedzimy przy nim i gramy w karcioszki do zmierzchy i do zmroku. Wracamy po ciemaczku przez kuchnię i ja tu wywijam drugiego orła ale teraz bez żadnych konsekwencji, nawet bez zadrapania i siniaka. Dół jest klimatyczny - kuchnia, jadalnia, salonik z książkami i planszówkami. Otwieramy winko Karkonosz i gramy w pokerka.





Dzień 3 - piątek - 2 października
Przed śniadaniem idziemy na grzybki z widokiem na Szczeliniec. Pod górę i wzdłuż lasu. Bardzo stary sad i niewielki sukces, grzybów kilkanaście. Borowik, kozaki i podgrzybki. Na śniadanie w urokliwej jadalni pieróg ukraiński z surówkami na spółkę, grzechu i zapamiętania wart. Nawlekamy grzybki i w drogę. 



Po śniadaniu jedziemy na północ w stronę Szczelińca i Błędnych Skał. Po drodze krowa na dachy i Szczelinka, teraz to to już nie schronisko tylko hostel rodzinny. Błędne Skały to nie góra i nie wieża ale szczeliny, pochyłe skały, gimnastyka do granic. Troszkę się stracham czy nie utknę. 



Przez Karłów do parkingu przy Błędnych Skałach. Ciekawostka, dojazd tylko w jedną stronę i mimo pozasezonem kolejki i czekanie. Ale wreszcie dojeżdżamy i już na samym początku stopka - facet zawrócił i mówi, że się nie da przejść i radzi zawrócić. Ale nie dla Krystyny Pellegriny taka rada. Rzeczywiście nie było łatwo. Czasem brzuch przeszkadzał, czasem cycki, czasem trzeba było kucać, czasem na wdechu .... ale dałam radę i jestem z tego dumna. Bo jak córcia weszła to i ja. 













Czekając na zjazd odkryłyśmy "ścieżkę ułatwionego dostępu", gdzie na wózkach czy o laseczkach można poczuć namiastkę tych skał błędnych. Teraz już do schroniska Andrzejówka. Droga prowadzi wzdłuż granicy z Czechami więc szukamy sklepu gdzie można kupić jakieś oryginalne napitki i zakąski i słodkości. W jednym mikro, w drugim przykro, w trzecim zero, dopiero w czwartym jako tako.

Wreszcie Andrzejówka! Na obiad po trzy kartacze z mięsem i sosem grzybowym. Na kolację Browar "za miastem" i "święty spokój", Spacer z widokiem na Waligórę 935 n.p.m.



Wieczorem niemiła niespodzianka. Coś sie dzieje z moim implantem a tu piątek wieczorem, bez zasięgu i dentysty. Noc niezbyt dobrze przespana, rankiem burza mózgów, może pogotowie stomatologiczne w Wałbrzychu, może telefon do mojego dentysty. Ale nie ma zasięgu więc wychodzimy na wzgórze i wreszcie łapiemy przerywany. Pan Marek mówi, by sie nie przejmować, to śruba gojąca, zawinąć i przywieźć. Ale ja mam w planie być tu jeszcze cztery dni! Jeszcze pół dnia się troszkę przejmuję a potem już luzik, bo w planie spotkanie z wnukiem Maro i zięciem Lesiem i Książ!!! 


Cudowny miałaś czas i będą wspaniałe wspomnienia. Taka córka i Taka matka są rzadkością na tym świecie. Szacun dla obu Pań:)
OdpowiedzUsuńM