1. DZIEŃ TRZECIEGO KAPCIA
Wierzcie lub nie wierzcie ale jeżdżę moim żółciutkim Fordem Ka od ponad 15 lat i do 15 sierpnia 2015 roku nigdy, przenigdy 'nie złapałam kapcia'!
15 lat, 15 sierpnia 2015 roku - co to za znak? To było przy chatcie, gwóźdź w oponie więc wystarczyło zmienić flaka na rezerwę, załatać dziurę i ponownie przełożyć. Miesiąc później znowu flak, tym razem pod blokiem, to samo koło ale przyczyną była uszkodzona felga. Teraz już wymiana czterech felg. A po dwóch tygodniach, inne koło ale pod sklepem, daleko od domu i chatty, znowu gwóźdź. Teraz przed każdym ruszeniem oblatuję wokół autko by jak poprzednio, nie jeździć na flaku.
Tu na skraju już był przymrozek bo gdy przyjechałam późnym popołudniem, zastałam zwarzone mrozem bazylie, cukinię, pomidorki, powojnik. A ranny szron dopełnił reszty i zwarzył winne liście winogrona i winobluszczu. Najwyższy czas zerwać ciemne grona.
2. Dla mnie - Dzień szronu
Dla niej - Dzień modliszki
Rano obudziły mnie cichuteńkie trzaski, wyszłam na taras i oto szron czy szadź w całej okazałości. Upiększony każdy listek i wysztywniony mrozem. I chociaż to piękne to też i straszne, bo czas wykopać tę resztę i zabezpieczyć na zimę. Już na zimę gdy dopiero co zaczęła się jesień i grzybków niewiele, dziś tylko 7 białych kozaczków.
W południe przyjechała Krystyna i gdy ja się krzątałam gospodarsko, Ona zauważyła Ją, swoją ukochaną modliszkę. Sesja zdjęciowa murowana, na różnych tłach. Nawet ja się załapałam, chociaż takie 'piękności' to nie moja bajka.
3. Dla mnie - Dzień przesadzania
Dla niej - Dzień wyjaśnionej tajemnicy
Przesadzam poziomki chociaż to podobno już za późno. Osobno czerwone i osobno białe. Nasadzam znalezioną na polanie brzózkę, koło lipki przeznaczonej na konkretne przycięcie. Przesadzam białą leszczynę by nie była za blisko brzózki. Przesadzam lubczyk, oregano, tymianek z obok siedziska na słoneczną stronę. Wyrywamy resztę winobluszcza od wschodu i wyciągamy ogromne kłącza. Wyjaśniamy niespodziewanie nieoczekiwaną tajemnicę, nad pierwszym znalezionym borowikiem. Palimy ogniska i focimy zachody słońca.
4. Dla mnie - Dzień świtu, borowika i kleszcza
Dla niej - Dzień świtu, pajęczyn i 11 prawdziwków
Chociaż zimno i ciemno wybrałyśmy się świtem na wschód słońca. Najpierw nad zalew dla widoków a potem na łąki dla pajęczynek. Się działo !!! Zdjęć ze setka, jak wybrać kilka do posta? Trzygodzinny spacer na głodniaka, nawet bez porannej kawki. Ale w drodze powrotnej znalazłam pięknego borowika a Przyjaciółka 11 cudnych prawdziwków. Więc są grzyby czy ich nie ma? Bo kleszcze są jeszcze na pewno, wieczorem stwierdziłam, że z lasu przyniosłam nie tylko borowika, kleszcza też.
5. Dla mnie - Dzień dosadzania i zbiorów
Dla niej - Dzień kosza maślaczków
Rano popędziłam do przychodni by pozbyć się kleszcza a z powrotem, całkiem spokojnie, poszłyśmy na pożegnalny spacer po lesie. Są grzyby czy ich nie ma, ja znalazłam kilka maślaków a Krystyna prawie cały kosz. Po lekkim obiedzie zebrałyśmy winogrona, bo już same spadały z kiści. I szczypior i rozmaryn i nędzne resztkę bazylii, by nie przemarzły. Dosadziłyśmy tuje do szpaleru i przesadziłyśmy wierzbę nad Tarlakę. A na pożegnanie znalazłyśmy obok ogrodzenia kanię i kozaczka. To był owocny przedłużony weekend.
A po powrocie oczywiście robota z sokiem winogronowym.