- Wychodzenie z domu ma być ograniczone do absolutnego minimum, tylko załatwianie spraw niezbędnych do życia codziennego. Wyjście do pracy, po zakupy żywnościowe, wyprowadzenie psa, wizyta w aptece lub u lekarza. Po kilkugodzinnym zamieszaniu jasnym stało się, że można też wyjść na zwykły spacer
- Po ulicach nie można poruszać się w grupach większych niż dwie osoby. Ograniczenie to nie dotyczy rodzin mieszkających wspólnie.
- Pojawią się ograniczenia dotyczące poruszania się w komunikacji publicznej - tylko miejsca siedzące, podzielone przez dwa.
- W mszach św. i pogrzebach będzie mogło uczestniczyć do pięciu osób plus sprawujący mszę
- Kara za nieuzasadnione gromadzenie się może skutkować mandatem w wysokości nawet do 5 tys. zł, a w działaniach weryfikujących policji pomoże wojsko
- Podstawą prawną dzisiejszych rozwiązań jest obowiązujący w Polsce stan epidemii.
"W moim magicznym domu, ciepło jest i bezpiecznie" ale w ostatnich dniach marca cios w łeb, w gardło, w brzuch. Nocna zmiana w Sejmie może nie powinna dziwić bo to już nie pierwsze takie pisowskie nocne zagrania ale to podstępne, o drugiej w nocy, wprowadzenie do ekonomicznej tarczy antykoronowirusowej poprawki 177 zmieniającej kodeks wyborczy na 40 dni przed wyborami prezydenckimi (dopuszczenie głosowania korespondencyjnego) i zmiany w Radzie Dialogu Społecznego (umożliwiające premierowi w okresie stanu epidemii odwoływanie członków Rady, powołanych przez pracodawców lub związki zawodowe) to parcie do zwycięstwa po trupach, to nieliczenie się ze zdrowiem i życiem suwerena, to buta i pycha która kroczy przed upadkiem. W samym środku pandemii, gdy wszędzie hasła " zostań w domu, bądź odpowiedzialny". teraz "zostań w domu, idź na wybory". Tylko na kogo jak nie ma kampanii wyborczej? Koronamatrix. A Szef wszystkich szefów od kota uczy się cierpliwości i skuteczności. I rządzi nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Jak można ode mnie żądać, bym wychodziła tylko w sprawach niezbędnych, apteka i sklep spożywczy a jednocześnie spełniała swój obywatelski obowiązek wybierania jedynego kandydata.
Rzadko tu ujawniam moje polityczne poglądy bo właściwie nie mam żadnych ale ta obłąkana żądza władzy mnie przeraża i robię się centrolewicowa. Nie dlatego że podobają mi się ich poglądy tylko dlatego, że boję się tych skrajnie prawicowych i nacjonalistycznych, tego despotyzmu, terroru, ograniczania wolności. Czuję wstyd i gniew, czuję się manipulowana, nie szanowana, traktowana przedmiotowo. Musiałam, "czasami człowiek musi, inaczej się udusi"
W odruchu buntu postanowiłam uciec do mojego schronu, chociaż tam zimno, brak bieżącej wody ale pusto i cicho.
Wokół na kilkaset metrów pusto, pogoda niezła więc zrealizowałam założony naprędce plan:
- poszerzyłam grządkę malinową a darń przeniosłam na plac pod autko
- podlałam nowe wodą z Tarlaki, cztery pół wiaderka przyniesione z trudem
- wysypałam nasiona traw wzdłuż tarasu i na świeżą darń
- przyniosłam z zadyszką cztery pół wiaderka ziemi z kretowisk i zasypałam posianą trawę
- wszystko podlałam wodą przyniesioną na raty z Tarlaki, sześć pół wiaderek z trudem i zadyszką.
Mocno zmęczona już nie rozpalałam w piecyku tylko włączyłam kaloryferek olejowy elektryczny, farelkę i zagrzebałam się w pościeli z książką mojej młodości.
Nazajutrz, dnia drugiego spałam krótko ale polegiwałam długo, te wiadra wody i ziemi trochę mnie nadwyrężyły. Ale na szczęście plan na dziś lekki:
- zebrać dwa wiadra ziemi z kretówek na balkon w miasteczku
- spacer do lasu w poszukiwaniu szumów
- wykopać z działki na balkon brzózkę, stokrotki, fiołki ...
- podlać nowe zasiania.
Szumy znalazłam, brzózki do wykopania nie. Wcześnie wróciłam, bo zastanawiałam się czy już nie wrócić do miasteczka. Ale wieczór taki piękny, rozpaliłam w kominku, zjadłam na kolację grzanki na chlebie zakopiańskim, na nich resztka jajecznicy ze śniadania z dymką cebulki i czosnku, czosnkiem niedźwiedzim, kurdybankiem bo tyle zebrałam z działki. To przykryte żółtym serem i przypieczone na gorącej płycie piecyka. Po wieczornym spacerze wcześnie poszłam spać.
Trzeciego dnia wstałam wcześnie i ..... zaskoczenie. Wokół świat pobielony. Fiołki pod śniegiem, siedzisko, autko przypudrowane. W powietrzy wilgoć ale taką rześką bo - 2. Dziś nie żal wyjeżdżać, piecyk wygasł, jedzenie się kończy, plan prac wykonany.
Wróciłam a tu nie prima aprilis. Ograniczenia jak w stanie wyjątkowym który jest de facto ale nie faktycznie czyli prawnie. Kary za nieprzestrzeganie tych drakońskich ograniczeń są administracyjne, z mocą natychmiastowej egzekucji. Mocą rozporządzenia a nie ustawy można karać i represjonować, bez prawa do odwołania i obrony. Że to łamie artykuły 42 i 45 Konstytucji? Że nie można się odwołać do sądu?
Mistrzu Osho, jak kuźwa żyć!!!



Moja Przyjaciółka K, dobra, mądra i empatyczna, upuściła trochę pary z mojego gniewu i buntu, rozsądkiem i argumentami, współodczuwaniem i współczuciem Postanowiłam oglądać niewiele ale z obu stron. Niby to oczywiste ale jak już się wahnęłam, trudno mi zdzierżyć prawicowe argumenty. Na szczęście dziś prima aprilis, śmiech serdeczny też gasi złość.




Poniosło mnie ale "czasami człowiek musi, inaczej się udusi". Napisałam ten post dla siebie, dla pamięci, by z perspektywy któregoś czerwcowego czy wrześniowego dnia wrócić pamięcią do tych dni ograniczeń i buntu, złości i mam nadzieję chwały.
Post pisałam kilka dni przełomu marca i kwietnia bo sytuacja bardzo dynamiczna. Sejm i obrona Senatu, znowu Sejm i wiadomo przyklasnął, potem Prezydent i tu też wiadomo. podpisał. A wszystko w ciągu niespełna czterech dni. Walka z koronowirusem to nie moja bajka, ja nie walczę, nawet o pokój. Po prostu nie walczę i już! Staram się akceptować ale to też mi nie wychodzi. Więc chociaż staram się zrozumieć meandry historii. Też nie za bardzo wychodzi.
Tylko to na szczęście mi zostało z praw konstytucyjnych, że mogę spędzać tyle czasu ile każą, w inteligentnym i mądrym towarzystwie.