
Miły sąsiad powiada, że szkody po zimie muszą być, to normalne. Ja też mam na to mentalną zgodę ale tylko wtedy, gdy szkody naturalne a nie społeczne? ludzkie? zawinione? kryminalne? Bo między 5 a 20 lutego, ktoś wykręcił mi, z chatty ogrodzonej siatką, dwa zawory kulkowe czerpalne z rączką i dławikiem. Duperela ale ktoś przyszedł ze stosownym kluczem bo nie da się tego wykręcić ręką. Wziął dwa żeliwne a zostawił jeden plastikowy. Śmiać się czy płakać? Ktoś przełazi przez siatkę lub bramę, wchodzi jak do sklepu i kradnie to co mu potrzebne. Potrzebował więcej bo okradł jeszcze conajmniej dwa domki, kogo jeszcze, okaże się gdy zaczną przyjeżdżać właściciele. Więc nie mogę odkręcić wody bieżącej i jest to problem, bo planowałam tygodniowy pobyt. Na szczęście Tarlaka rozmarzła, ale to jednak nie to samo. I dziwne to, że nie wziął sztychówki i grabek opartych o poręcz, umywalki na metalowym stelażu, fotela i kanapy z tarasu, drewna, wiader...


Można by kradzież zgłosić na policję ale ... po niedługim czasie .... umorzone z powodu małej szkodliwości lub z powodu niewykrycia sprawcy.

Dziwne chatkowanie. Prognozy obiecujące słońce i lekkie zachmurzenie. Wyjechałam w przebłyskach słońca, o zachodzie jeszcze smugi kolorowe.




Nazajutrz, rano pochmurno i wilgotno, w południe szaro i monotonnie, popołudniu siąpi i mży, wieczorem wilgotno i mglisto. I tak przez cztery dni, bez odchyleń i zmian. Nawet nie chciało mi się zabierać aparatu na spacer. W dzień jednocyfrowe plusowe temperatury a ziemia i zalew nadal zamarznięte. Więc pobyt pod znakiem nicnierobienia, bo ziemia tu jeszcze zimna i zmrożona a w pokoju gospodarczym zimno tak, że wielkie bryły lodu w wiaderkach i bukłakach cały czas nadal zamrożone.



Pół dnia zdobywam trochę drewno do kominka, choć wydaje to się łatwe, bo w co drugim domu stosy przy ścianie. Ale wyszłam do południa i w wielu domach nie ma nikogo a tam gdzie pytam albo mają dla siebie, albo tylko mokre, albo tylko iglaste, albo za długie. Więc w końcu idę do tartaku i tam kupuję dwa worki i skrzynkę, wystarczy na kilka dni. I szukam miejsca na budki lęgowe, bo to chyba już czas.

Ale ile można siedzieć w chatce najmilszej, w izbie ukochanej - w ostatnim dniu czas na długi spacer. I tak jakoś robię pół setki zdjęć, aż do wyczerpania baterii.







Wieczorne spacery są urocze. Ponieważ popołudniu mży i siąpi, wszystko wokół tonie w welonie mgieł. Do tego dymy z kominków opalanych drewnem liściastym więc jeszcze cudny zapach.


Taka u mnie hierarchia wartości tam na skraju. Bo nie mam TV ani internetu, radio tylko przed zaśnięciem coś mruczy. Ale i tu dochodzą wiadomości o euromajdanie, o rewolucji ukraińskiej, o ofiarach, o dymisji rządu i ucieczce prezydenta. O możliwej secesji, o pomocy lub jej braku, o stanowisku Polski i Europy, Rosji i USA. A już się wydawało, że wojny to gdzieś daleko, Wschód lub Afryka a nie tuż za granicą, niewiele ponad sto km od chatty na skraju. Chciałoby się nie myśleć ..... ale się nie da.
