Wreszcie będzie nie tylko o zdrowiu a właściwie o jego brakach. Trzy powody, z których nie tęsknota była najważniejsza tylko konieczność zmniejszenia zawartości baku przed wymianą pompy i okienko w mroźnej, śnieżnej, wietrznej pogodzie. W sobotę lekki mrozik i słońce, autko w garażu się niecierpliwi, co mam jeździć gdzieś tam i z powrotem, pojadę na skraj. "Więc zostańcie z Bogiem, ja ruszam ścieżką której końca nikt nie wie. Na ramieniu siedzi mi dusza i uśmiecha się lekko do siebie". Z duszą na ramieniu, z zapasowymi bezpiecznikami, z przywołaniem Aniołów przed jazdą, pojechałam nie szybką trasą S-19 obok Sokołowa tylko przez Łańcut, Rakszawę, Żołynię, Biedaczów bo tam więcej domów i ludzi do pomocy, gdyby autko zastrajkowało. Puściłam kasetę ( kasetę!!!) z Sikorowskim i resztą "Pod Budą" i w rytm refrenu: " to przecież zawsze mogłam robić rzeczy trzy - jeść, pić, kochać" jechałam chyba 70 tką pozwalając by mnie meni z dumą i satysfakcją wyprzedzali. A nich się cieszą!!!
Zajechałam w godzinę, sobota więc było pustawo na drodze i nie wyłączając silnika ( bo a nuż nie odpali) zostawiłam go przed bramą. Wyniosłam bio na kompostownik, papiery do spalenia, otworzyłam chattę do przewietrzenia i obeszłam z aparatem obejście. Są szkody ale niewielkie. Wyłamana całkiem jedna gałąź sosny a dwie odchylone prawie do ziemi, większość gałęzi dwóch tuj złocistych rozczochrana, rozchylona na płasko a nawet rozłożona do ziemi, wszędzie porozrzucane wiatrem gałęzie, opakowania, śmietki.

Zamiast zaczekać do wiosny złapałam za piłę i powycinałam te wiszące i leżące. Kiedy sosny i tuje były małe, średnie co dwa lata obwiązywałam je przed zimą. Ale gdy mnie przerosły, zaniedbałam tego obowiązku bo i zimy były bezśnieżne. Teraz trzeba wiosną zdecydować czy przyciąć czy wyciąć.
Po ponad godzinie wracam tą samą drogą, zadowolona z podjętej rano na szybko decyzji. Teraz czas pomyśleć o planowanej kontrolnej wizycie u okulisty, szczepieniu na covid, badaniu wysiłkowym i podsumowującej wszystkie badania wizyty u kardiologa. A potem trzy kwartały bez lekarzy! I to byłoby na tyle w tym szczęśliwym dla mnie z kilku powodów, 2021 roku !!!



Niespodzianka! 10 lutego włączyłam TV do porannej kawki a tu biało na czarnym. Obudziłam laptopa a tu też to samo. Dobrze że blog, moja pocieszajka jeszcze mój. Sama nie wiem co o tym myśleć, mam ambiwalentne uczucia, bo mam za mało wiedzy o co to właściwie chodzi, 'o co to loto'!
Zaszczepiono mnie dziś, 10 dnia lutego 2021 roku I dawką przeciw covid -19. I nie wiem dlaczego poczułam się przedmiotowo, jak pies zaszczepiony przeciw wściekliźnie. Jakbym bez tej szczepionki była zagrożeniem dla ludzkości, polaków, obywateli, jakiś Onych, ważniejszych ode mnie. Skąd to uczucie, jeśli przecież sama zdecydowałam? Może to działanie niepożądane szczepionki? II dawka 5 marca.


