Moje cudo, bum, bum, się popsuło. Grzało i zachwycało jesienią, od września i zimą do początku stycznia. A wtedy zrobiło kuku! Bo 7 stycznia i owszem, świeciło i zachwycało ale już nie grzało. Pozapalałam świeczki i znicze ale w domku ledwo podgrzało z - 12 do -10.
Przyjechałam tam jeszcze 21 stycznia bo było zimno ale słonecznie. Kominek nadal kaput, farelka charczy i buczy, na zewnątrz minus 9 stopni. Poeksperymentowałam z ustawieniami kominka, zagrzałam zupkę chińską i kubek grzańca na świecy, poprawiłam włókninę na młodych drzewkach kolumnowych.






Na przełomie stycznia i lutego przyjechał Kamil z Kamilą i Arkiem. Siedzieliśmy otuleni kołdrami i kocami a Kamil eksperymentował. Po godzinie i on sie poddał więc zarządziłam, że zabieramy złom z chatty.
Może trzeba się zdać na kominek dużo bardziej pracochłonny (na drewno) i bardziej kosztowny ( komin spalinowy i wentylacyjny) ale niezawodny. Ale po kilku dniach zagadka się rozwiązała, to nie kominek kaput tylko brak wiadomości. Bo, jak sie okazało, to nie jest kominek do ogrzewania ale do dogrzewania (a to spora różnica). Nie działa przy temperaturach poniżej 0 stopni C. Więc do salonu, sypialni, kuchni ale nie do domku na działce w zimie. Tutaj na wiosnę i jesień akuracik, mam więc dylemat i materiał do przemyśleń. Ile razy będę tu nocowała zimą? Czy będą jeszcze takie zimy jak ta w tym roku? Narazie pobieliłam wapnem wiśnie, bo to dobra i właściwa na to pora. 

Przy okazji dumałam nad nowymi zabawkami typu sadzenie cebulowych w jajnikach, sianie grzybni w moim młodniku, spirala na zioła obok domku, huśtawka ze sznurka .....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz