Dopiero w noc po 6 stycznia przykryła śniegiem biała, czysta, chłodna pierzynka. Otuliła każdy dom, dach, drzewo, krzaczek, roślinkę, kamień, chodnik i caluśką ziemię dookoła. Od rana z okna do okna i na taras, focę tę zimę z mojej młodości. 

I mimo bólu zęba a może nawet dwóch, bo promienieje po lewej stronie, nacieram je sacholem i dezaftanem i jadę na działeczkę, okryć nowo posadzone drzewka kolumnowe przed nadchodzącym w noce mrozem a przede wszystkim nacieszyć się działką pod białą pierzyną śniegu. Ale człek jest wymagający bardzo. Bo śnieg wreszcie jest, biały i czysty ale słońca brak! A przecież prosił o śnieżną zimę (o słońcu zapominał) i to właśnie dostał! I teraz pretensje do Pana B. Uważaj o co prosisz. 


Nazajutrz znowu śnieży i prószy a ja idę do stomatologa. Będzie rwanie! I było !! I będzie znowu za 3 dni!!! Na szczęście wreszcie słońce i spacer do dentystki i po, wcale przyjemny. 



A nazajutrz i przez kilka dni wskazane prze stomatolożkę utrzymywanie buzi w chłodzie więc spacery z Bajką trochę dłuższe i radośniejsze. Dla zdrowia i z aparatem w garści. W południe ... 







i wieczorem. Te zwłaszcza są urokliwe i czarowne, warte zapamiętania bo to już może ostatnie takie 










I do Ciebie dotarła! Świetnie! Cieszę się razem z Tobą oglądając tak piękne zdjęcia. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPiękna jest taka biała, to wspomnienie dzieciństwa.
OdpowiedzUsuń