czwartek, 18 kwietnia 2019

Spacery z psem, po MMM

Kwietniowe spacery z psem po eMeMeM czyli po Miasteczku Mojej Młodości. Spacery z sunią Marcysią. Gdy biorę aparat to spacery z psem i aparatem i te trwają dwa razy dłużej. A sunia śliczna, dzieci pytają czy można pogłaskać, panie przystają i gruchają, jaka to cudna psinka.

I często na tych spacerach, zwłaszcza porannych, zastanawiam się nad życiem, jego celem, sensem, bezsensem ....
Tym razem dumałam: co jest ze mną nie tak. Myślałam o ostatnim poście Ani, o jej pożegnaniu z Juleczką. Przypominam sobie komentarze pod postem Ani, że pies to taka miłość ogromna i czysta, taka wierność i przywiązanie, bezinteresowne oddanie, okazywanie radości na widok człowieka, ciągłe pragnienie kontaktu i bliskości .....
Dlaczego mi to wszystko nie jest potrzebne?
Dlaczego nie chcę, nie pragnę i nie potrzebuję mieć na własność ani psa ani kota, ani konia ani chomika. ani kozy ani żadnego brata mniejszego?

Pies nie jest mi do szczęścia potrzebny - pewnie dlatego go nie mam. Mąż nie jest mi do szczęścia potrzebny - pewnie dlatego go nie mam.
Dziecko jest mi do szczęścia potrzebne - pewnie dlatego mam Córcię. Wnuki są mi do szczęścia potrzebne - pewnie dlatego mam dwoje.
Siostra jest mi do szczęścia potrzebna - pewnie dlatego mam Halinkę. Przyjaciółki są mi do szczęścia potrzebne - pewnie dlatego mam dwie.
A może tak to jest, że kochasz to co masz i to ci jest potrzebne do szczęścia? Nie są mi do szczęścia potrzebni Ci, których nie mam, to czego nie mam. Czyli mam wszystkich i wszystko co mi jest potrzebne do szczęścia?

To chyba sprawa wieku. W młodości ciągle ktoś i coś ci jest potrzebne do szczęścia bo masz niewiele a pragniesz wiele. Miłości, męża, dzieci, mieszkania, kariery, pieniędzy, satysfakcji, spełnienia ..... A na starość słabną pragnienia, masz dużo a pragniesz niedużo, kochasz to co masz, nawet jak powoli,  co i raz, ktoś albo coś odchodzi, odpływa, znika .... Prawie nie mam uczucia niedosytu, braku. Raczej uczucie nadmiaru, przesytu.

Stephen Levine pisze: "Starzenie się to klęska dla tej części naszej istoty, która utożsamia się ze zwinnym ciałem i dobrą pamięcią. Nie zgadzając się na zmiany odrzucamy jedną z największych lekcji przemijania. Starość uczy nas podążać za siłą życiową do wewnątrz. Świadomość stopniowo dąży ku Centrum, pozostawiając własnemu losowi to co peryferyjne (w tym zmysły)."
Zaczęłam od psa a kończę na dobrej starości i potrzebie szczęścia, więc tym kolorowym, optymistycznym akcentem kończę.

A z livingu Siostry takie mamy widoki na Rynek. I ciągle coś się tu dzieje.

Dużo jeszcze mnie dziwi na tym świecie ale o tym innym razem. Dziś kończę kolorowo.

27 komentarzy:

  1. Kolorowo i pieknie, a co to na Rynku się stało ? Ja na Swieta wyjechalam z Łodzi do rodziców tak myślę, że szczescie to rodzina najważniejszy skarb jaki mamy �� Krysiu życzę Tobie i Twojej rodzinie Zdrowia i pieknych kolorowych Swiat ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyglądało groźnie ale się okazało, że karetka zabrała miejscowego pijaczka, który gdy ma kłopot, toczy pianę z ust i ma drgawki. Chwali się, że to umie na zawołanie ale najprawdopodobniej jest chory i stres wyzwala takie objawy. Ja też, dopóki żyła Mama, zawsze wyjeżdżałam do niej na każde święta a w tym roku postanowiłam wyjechać do chatty sama, trafiła mi się taka okazja.

      Usuń
    2. Niektórzy to maja Zdrowie !, mój sąsiad to "setkę" pod sklepem wypije i jeszcze piwem dopija w drodze do domy eh, przepraszam Krysiu, bo jakieś znaczki mi się zrobiły a miały być buźki uśmiechnięte :)

      Pozdrawiam Agnieszka Łódź :)

      Usuń
    3. Różnie ludzie się rozweselają ale ten sposób to chyba nie na zdrowie.

      Usuń
  2. od niedawna czytam twojego bloga, jest ciekawy mądrością życiową. Ja sój mam zamkniety ale gdybyś zechciała to moge wysłać zaproszenie.
    Mam psa, starego 14 letniego i nie umie powiedzieć, że jest mi niepotrzebny. Tylko ta sunia pozostała mi wierna, jest ze mną i umila mi zycie. Dzieci mam, ale każde ma swoją rodzinę, swoje sprawy, męża nie mam jestem po rozwodzie.... tylko ta psina pozostała wierna.
    Zyczę ci pięknych , radosnych Świąt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę o zaproszenie, miło kojarzę Twój awatar z motylem.
      "Nie sposób nie kochać psa gdy się go ma" - gdzieś przeczytałam takie zdanie. Dzieci i wnuki mam daleko, mają swoje sprawy ale mi wystarczy myśl o nich, ich obecność ze mną czasem to tylko miły dodatek. Nie czuję się samotna, lubię być sama i troszczyć się tylko o siebie. Taka już ze mnie egoistka. Ale doskonale rozumiem Twoją więź z psinką.

      Usuń
  3. Oj, tam. Każdy inny, inne ma potrzeby, inne spojrzenie na świat. W moim wypadku, zwierzaki pomagały mi się ogarnąć, kiedy nie umiałam się sobą zaopiekować. Opieka nad nimi, była takim mykiem, by sobie pomóc. Nieświadomym. Teraz jest inaczej. Jest odrobina egoizmu w byciu ze zwierzakiem. Takiej chęci posiadania istoty kochającej nas bezwarunkowo, całych. Zwłaszcza kiedy sami się nie kochamy. Wtedy najbardziej. Cóż, Ziemia, tak tu jest. Najważniejsze ustalić, co potrzebujesz i zaprosić to d swojego życia :-) Tak jak ty.
    Ach, starość, płynę powoli, zobaczymy...na razie się tak oglądamy ze wszystkich stron i poznajemy. Miłego dnia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rozumiem, opiekowanie się zwierzęciem zajmuje czas i uwagę, pozwala się dowartościować i zobaczyć sens w bezsensie, choćby tylko w codzienności. Jestem egoistką ale nie mam potrzeby być kochana bezwarunkowo, Ja lubię się warunkowo i nie zawsze ale dobrze mi z tym. No chyba że się oszukuję na głębszym poziomie ale i wtedy jest ok.
      Ja się nie opierałam starości i może dlatego ona też mnie polubiła i łagodnie mnie traktuje, bez nadmiernego bólu i cierpienia.
      Dobrego dnia

      Usuń
  4. Zmieniamy sie cały czas, niezauważalnie. I starość też malutkimi kroczkami przychodzi, zmienia nas powoli, przewartosciowuje pewne rzeczy, uczy godzic z wieloma sprawami, na które nie mamy wpływu. To, co zbędne znika, odpada. To co ważne rośnie nadal bujnie i kwitnie. Myślę jednak, że do końca potrzebujemy kochać i byc kochanymi. To jakaś podstawa człowieczeństwa. I nie ma znaczenia kto jest obiektem naszych uczuc. Ważne, byśmy czuli - nawet gdy czasem wolelibysmy nie czuć, bo to boli. Tak to juz jest, wszystko ma dwie strony. Jeśli czujesz radosć, będziesz czuc i smutek. Ale najlepiej chyba być pośrodku. Zanurzonym w spokoju i pogodzie. I zdaje mi się, że bardzo dużo tego jest w Tobie, Krystynko!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak Olu, większość ludzi bpi się starości, może dlatego, że oprócz mądrości i spokoju przynosi też dręczące choroby. Ale przecież nie ma gwarancji, że i młodzi nie zachorują więc cieszmy się naszą dojrzałą radością.
      Tak, niestety, miłość przynosi radość i ból, niepokój i niepewność i może lepiej byłoby nie kochać ale wtedy jakież spokojne ale ubogie byłoby życie. Więc trochę świętego spokoju i trochę emocji i uczucia.

      Usuń
  5. Krysiu Swiąt Radosnych Swiąt pełnych uśmeichu...
    Akceptacja rzeczywistości tego co mamy i zczego nie mamy niesie uspokojenie...Z wiekiem dojrzewamy czyli dostrzegamy,że tak wiele mamy ,że nie musimy już gnać za tym czego nie ma a skupić sie na tym co kochamy....a każdy ma obok co innego lub kogoś:): Ja kocham zwierzaki ale ich nie mam...Uściski nad miską z sałatką, która właśnie sama się kroi, przy pomocy mych rąk:):):):

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Patko. Akceptacja bardzo dobra rzecz, w starszym wieku szczególnie bo młodość musi być buntownicza, popycha świat do przodu, tworzy postęp. Tylko czy nie za szybko to pędzi, ledwo zdąży się zaakceptować już nowe wypiera. Stąd może te powroty do natury, do slow i free.
      Uściski znad miski .... ciasta na proziaki.

      Usuń
    2. :):) Jak będziesz się wybierać kiedyś nad morze daj znac:):):

      Usuń
    3. To Ty tam na dłużej?

      Usuń
    4. To trudna odpowiedź:): Raczej nie..ja jestem w podrózy od dwóch lat ..trochę tu, trochę tam..w maju jeszcze nad morzem chyba..a potem góry, Opolszczyzna ale i Górny Sląsk:):)

      Usuń
    5. Dobry czas w podróży, dużo zobaczysz i przeżyjesz aż nadejdzie czas gdy zatęsknisz za stałym miejscem, pełna wspomnień i zdjęć.

      Usuń
    6. Oj dawno już tęsknię ale taki czas....

      Usuń
  6. na posiadanie siostry i wnuków wpływu raczej nie masz, więc pewnie owa potrzeba wynika z faktu zaistnienia. a skoro nie miałaś zwierzaka, to i nie widzisz w tym wartości. gdyby jednak jakiś się pojawił - szybko zawojowałby Twoją duszę. nie namawiam, bo zwierząt nie bierze się do domu, żeby komuś sprawić przyjemność, tylko z potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak jest jak piszesz, często kochamy to co mamy, bo trudniej kochać nieobecne ale może tylko się oszukujemy i kochamy tylko siebie i to co przynosi nam radość. Ego to potężny Pan.

      Usuń
  7. Posiadam zwierzaki, bardzo je lubię, czasami może bardziej od ludzi:-) przysparzają mi wielu obowiązków, dodatkowej pracy, bo przy 2 psach, 1 kocie i 300 litrach rybek jest trochę zajęcia:-) nie wszyscy jesteśmy jednakowi, bo byłoby okropnie nudno, dlatego też nie wszyscy odczuwają potrzebę posiadania psa czy kota, i nie widzę w tym nic złego; przeczytałam, że udało Ci się wyjechać na skraj samej, pewnie Ci trochę zazdroszczę:-) pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba łatwiej kochać zwierzaki, zwłaszcza te zależne od nas, tak jak łatwiej kochać małe dzieci niż młodzież i dorosłych. Masz rację Mario, ja też mam nadzieję, że nie ma nic złego w nieposiadaniu sierściuszka ale wokół pełno jest stwierdzeń typu: tylko źli ludzie nie opiekują się zwierzakiem, ze czasem dopadnie mnie wątpliwość, na szczęście na krótko. Udało się i było dobrze. Znowu zdarzył mi się 'pierwszy raz'.

      Usuń
  8. Krysiu ,ja tez miewam takie myśli,co mi trzeba a czego nie..Ale uważam ,że do szczęście potrzeba wszystkiego po trochu.Bynajmniej ja tak uważam.Ale tez trzeba mądrze podchodzić do uszczęśliwiania siebie.Jeżeli mam już sporo na karku ,to żadnego zwierzaczka w domu już nie będzie. Bo człowiek pokocha ,a jak pierwszy umrze ,to co potem ,trauma dla tych co pozostają.Rodzina - nie zawsze też człowiek jest przy niej szczęśliwy.Ja nie mam akurat takiego stanu,ale słyszy się dużo o miłości dzieci do rodziców ,takiej bolesnej,bez uczuć ,życie samo pisze nam scenariusz,my możemy tylko akceptowa lub nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to już jest Danko, że odpowiedzialna miłość łączy się z radością i z troską i nie wiadomo od czego zależy, w jakich proporcjach. Ale jak już pokochasz to nie masz wyboru, bierzesz co wszechświat daje i tylko starasz się to zaakceptować. Bo chcesz dla tych, których kochasz: rodzica, męża, dziecka, wnuka jak najlepiej ale to jest tylko i aż twoje najlepiej.
      Trudno jest z miłością i trudno bez niej.

      Usuń
  9. Witaj Krystynko ! Widzę, że masz bardzo refleksyjny czas. To chyba domena " starszych dziewczynek". Strasznie lubię to określenie, bo wyraża moje poglądy dotyczące właśnie starzenia się, przemijania. Ja ostatnio jestem również w bardzo refleksyjnym nastroju, ale z całkiem innego powodu. I chyba trochę inaczej patrzę na ten proces, mimo iż chyba tak samo jak Ty uważam, że to nic strasznego . To naturalne, że życie to droga.Nie można stanąć i powiedzieć ; ani kroku dalej!. Bardzo podoba mi się określenie, że to podróż pociągiem. Zaczynamy podróżować z grupą ludzi.( rodzice, rodzeństwo, rodzina, przyjaciele) Później część z nich wysiada na swoich stacjach inni dosiadają. Rzadko zdarza się , że od początku do końca jedziemy w tym samych towarzystwie. Niektóre osoby wysiadają aby zmienić kierunek jazdy, niektóre aby wysiąść z pociągu i zaprzestać podróży.
    Fajnie mieć przynajmniej jedną osobę, która towarzyszy nam przez większość podróży ale poznawanie nowych, którzy jadą w tym samym kierunku też jest ciekawe. A co do potrzeb, to myślę, że potrzeby w człowieku nie zanikają, mimo przeżytych lat. Po prostu zmieniają się. Te mało istotne, wyższego rzędu maleją ale te najważniejsze, jak potrzeba bezpieczeństwa, miłości, przynależności pozostają z nami. Może znaczą coś innego, ale ich istota nie zmienia się. U bardzo starych ludzi, dementywnych, otępiałych z czasem zanikają potrzeby wyższego rzędu.Na koniec pozostają potrzeby podstawowe, biologiczne, choć i często nie wszystkie. Jak się to ma do mojej wizji podróży? Myślę, że w bardzo podeszłym wieku, gdy już nic nie pamiętamy, niczego od życia nie chcemy, ważne staje się tylko to, że jeszcze podróżujemy.Nie ważna jest wygoda podróży, współpasażerowie... A czworonożni przyjaciele? W pewnym momencie być może po prostu pytamy, jak w znanej reklamie, " byłam z pieskiem, czy bez pieska?". Czy jest to nasza potrzeba posiadania? Żaden przyjaciel nie może być przez nas objęty posiadaniem. Uczuciem, opieką, zainteresowaniem tak, ale nie posiadaniem. Spróbuj posiadać kota. On nauczy Cię prawdziwej asertywności.Pozdrawiam Cię serdecznie i bardzo wiosennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardziej czas wielkanocny i możliwość przeżycia go bardziej refleksyjnie niż religijnie, skłonił mnie do zadumy. Podoba mi się Bożenko Twoje porównanie Podróży Życia do podroży pociągiem, chociaż czasem w czasie podróży też potrzebujemy chwili samotności, by powyglądać oknem czy zanurzyć się w powieści.
      A starość demencyjna to też dla mnie trudny bo znajomy temat. Bo czy to los i przeznaczenie dla tej osoby (która przecież i tak niewiele kuma) czy doświadczenie (czego?) dla opiekunów. Czy przypadek, na kogo wypadnie na tego bęc, czy Boski plan, niezrozumiały i tajemny.
      Koty które znam uczą mnie zdrowego egoizmu, może tez po części asertywności z konieczności.
      Pozdrawiam majowo

      Usuń
  10. Witaj, Krysiu !
    Przeczytałam uważnie Twój post i komentarze. Może najpierw to, co mnie najbardziej porusza : zwierzaki. Całe życie je miałam, kochałam, były i są mi niezbędne do życia. Nigdy ich nie kupowałam, zawsze to one mnie znajdowały i wybierały mój dom na swój :-). Wyjątkiem była tylko Nutka, którą wzięliśmy ze schroniska.
    Koty też nas sobie wybieraly :-). Po śmierci Julki mam dwie suczki i trzy koty. Dzięki nim czas mi płynie przyjemnej, aczkolwiek nie ukrywam, że jest to pewna kotwica i obowiązek, trzymająca mnie w domu. Ty podróżujesz wiele, więc wcale się nie dziwię, że nie masz zwierzaczków. A jeśli chodzi o naszą życiową podróż, to już teraz nie boję się jej końca ( choć nie powitam go z radością, bo nie wierzę, że potem JEST JESZCZE COŚ). Tak musi być i godzę się z tym, choć niechętnie. Uściski !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie Twój post Aniu i spacery z Marcysia skłoniły mnie do zadumy i pytania, dlaczego mnie zwierzaki nie są potrzebne do dobrego, szczęśliwego życia. To że przez całe życie byłam "w podróży" to fakt ale przecież ludzie podróżują i jakoś organizacyjnie to rozwiązują. Mnie zwierzaki nie wybierają bo czują tę inność, tę aurę samowystarczalności.
      Ja myślę, na swój własny użytek, że potem nie ma nic co byśmy ogarniali zmysłami ale jest jakiś sens i cel naszych doświadczeń. Więc cieszmy się tym życiem póki nam daje radość, bo jak już nam daje tylko w kość to temat na inny post.

      Usuń