To już wieloletnia, świecka tradycja przeżycia tego przełomu bardziej umownego niż energetycznego, na skraju w chatcie. A teraz to 21 rok XXI wieku czyli nadzwyczajny a w dodatku ja zaczynam lub kończę 75 a mój wnuk 18.
31 grudnia droga była trudna, mglista, deszczowa i szara, jechałam wolno i długo, przyjechałam tak zmęczona, że przed rozpakowaniem położyłam się na chwilę w chłodnej i ciemnej izbie. Ale po chwili zmęczenie przeszło, na dworze zrobiło się ciemno i w kilkanaście minut rozpakowałam się, rozświetliłam izbę i nawet rozpaliłam w piecyku a potem powoli i spokojnie zagrzałam tam kanapkę jeża. Wieczorem poszłam jeszcze na spokojny spacer dookoła, wokół pusto i ciemno, tylko latarnie rozświetlają punktowo drogę i ścieżki. Około 20 podłożyłam do piecyka dwie grube kłody, ubrałam prawie półwieczną czarną suknię tunikę i czerwony szal i poszłam do sąsiada i jego znajomej. W trójkę spędziliśmy przejście przy napitkach tak rozgrzewających, że o północy ubrałam tylko buty i pobiegłam nad wodę ale nad zalewem nadal było ciemno, tylko za lasem, nad wierzchołkami, rozbłyskiwały kolorowe fajerwerki.
W Nowym Roku leniuchowałam jak każe tradycja, prawie nie wychodziłam z chaty, pogoda nie sprzyjała, tylko na poranny obchód by zobaczyć dym z komina i wieczorem dla zdrowia. W międzyczasie czytałam, gotowałam, uzupełniałam sudoku, drzemałam, oglądałam filmy, gimnastykowałam się na tarasie, planowałam wiosenne prace chodząc po działce ..... Wieczorny spacer przyjemny, nawet latarnie świecą jakby jaśniej. Tylko żadnych postanowień noworocznych nie było, "będzie to co musi być!"
Nazajutrz 2 stycznia 2021 - sobota przez okno ranek cudny bo lekko mroźny. Piszę ranek ale oczywiście myślę o przedpołudniu, ponieważ gdy w izbie zimno, śpię a właściwie wstaję około 10 tej. Rozpaliłam w wystygłym piecyku i wybrałam się na krótki poranny spacer z aparatem, by się w tym czasie izba nagrzała chociaż do kilkunastu stopni. I choć słońce niewysoko, szron już zamienia się w krople.
W samo południe namówiłam znajomych z Sylwestra by się wybrać nad zalew, wypić sowieckoje igristoje. Wprawdzie powinno się to zrobić w Nowy Rok, na kaca i na szczęście ale wczoraj pogoda była nieciekawa i kaca nie było. A ponieważ lepiej późno niż później, to 2.01.2021 też jest dobry bo nie ma to jak wino musujące, w samo południe, pod błękitnawym niebem, nad wielka wodą. Obywatelskie nieposłuszeństwo bez przemocy zdefiniował H D Thoreau, jest to między innymi manifestacja konfliktu między byciem " dobrym, szczęśliwym człowiekiem a "dobrym, posłusznym obywatelem"
Potem jak codzień, wieczorny spacer wokół ośrodka i na gorąco chrupiąca kanapka jeża na piecyku.
3 stycznia ranek chyba jeszcze cudniejszy, wstaję stosunkowo wcześnie i wychodzę obfocić te cudeńka siwe, te liście, chwasty, krzewy, drzewa, kałuże. bobrowiska .... Moja chatta wygląda w tych chaszczach jak wielkie gniazdo. Wracam po ponad godzinie gdy bateria wyczerpana, zmarznięta ale zadowolona i znowu trudno wybrać te kilka zdjęć dla pamięci z tej setki zrobionych 
Do południa, jak zwykle w niedzielę, odwiedza mnie wielce rozmowna Władzia i po słodkim i kawce, chociaż dzień bezsłoneczny, idziemy na długi spacer, taka pętla wzdłuż Tarlaki, zakręt przy polance marzeń z widokiem na świątynię dumania i powrót wzdłuż alei brzóz. Miejsca i egzaltacje jak u Ani z Zielonego wzgórza, takie z nas niemłode ale romantyczne panienki z odzysku :-)))
Popołudnie spokojne, pozmywałam i popakowałam się wstępnie bo planuję jutro wracać do cywilizacji. Bo i świeca wypala się i jedzenie powoli się kończy i zobowiązania wołają o powrót do miasteczka.
4 stycznia - poniedziałek A jednak nie wracam jeszcze dziś, bo w deszczu okolica też jest piękna i kusząca. Idę do sklepu po mleko, pieczywo i coś do chleba, na obiad mam jeszcze resztki gulaszu, ugotuję do niego kaszę, będzie i do mleka na śniadanie. Wracam przez lasek, przez polankę gdzie kiedyś było boisko a teraz się zrobił młodnik sosnowy. O jakżesz się zmienił ten lasek! Kiedyś gdy tu bywałam jeszcze w zakładowych domkach, lasek był lasem, gęsty górą ale poszycie wyczyszczone, by uzbierać coś na ognisko trzeba było się sporo nachodzić i nazbierać gałęzi i gałązek a teraz sterty jedliny wokół, lasek łysieje, coraz mniej drzew a coraz więcej poszycia. Ale taki mi się teraz nawet bardziej podoba. Ponieważ wyjeżdżam jutro więc już nie rozpalam w piecyku, wieczorem robi się coraz chłodniej, mruczy i ociepla tylko suszarka z podsuszanymi kawałkami jabłek, plastrami pomarańczy i kiwi.
5 stycznia - wtorek Rankiem w izbie zimno ale mam pozmywane, prawie popakowane, wypijam więc gorącą kawkę, dobrze zabezpieczam chattę, zamykam obejście i wiśta wio !