

W niedzielę nadal siąpi, nawet gdybym chciała zgrzeszyć nie da się skończyć koszenia. Obchodzimy z Władzią zalew dookoła dziwując się rozmachem w inwestycjach rekreacyjnych i turystycznych. Do boisk, placów zabaw, fitnessów pod chmurką, siedziska z kręgiem na ognisko, ławeczek i stolików, wypożyczalni sprzętu pływającego, doszła tyrolka, zagospodarowana i ogrodzona plaża, a w planie nawet bar. Oj, będzie się działo w lecie!!! Będzie gwarno i wesoło by nie rzec głośno i krzykliwie. Może w sam najlepszy czas się wyprowadzam, bo w moim wieku ceni się raczej ciszę i spokój.
Wszyscy mówią, grzybów w lesie nie ma a Grażka nie wierzy, idzie i znajduje mnóstwo złocistych kurek. Dobra dusza dała mi garść do porannej jajecznicy na jutro.

Niedzielne popołudnie spędzam znowu na tarasie, sporo gości przewija się dziś przez moją chattę i działkę. Miłe pożegnania, serdeczne życzenia, dary dla mnie i ode mnie. I oczywiście obchodzę działkę z aparatem by utrwalić to ostatnie lato w Brzózie Królewskiej.
Wieczorem opar podnosi się z łąki, podnosi się też temperatura. Idzie zmiana pogody. Znowu obiad na tarasie i czytanie Pana Wilka. Kończę "Dom Nad Oniego" i zaczynam "Dom włóczęgi". Ten pisarz - włóczęga pisze cudnie, ma taki oszczędny ale jednocześnie bujny język, ujmujące mnie neologizmy. Cała seria "Dziennik północy" warta polecenia, zwłaszcza dla wielbicieli Syberii. 




W poniedziałek od rana parność i duszność, temperatura się podniosła ponad 10 stopni. Może i trawa zaczyna obsychać ale ja mam za mało siły by uruchomić kosiarkę i chodzić z nią w wilgotnym, gorącym powietrzu. A poza tym mam już na dziś ambitny plan założenia siatki na stelaż nad borówką amerykańską, by ptaszory nie zjadły caluśkich plonów i by nowa właścicielka miała coś zdrowego i aromatycznego i smakowitego na dobry początek. Przybyła silna grupa w ilości trzech miłych ludzi i wcale nie w mig, bo było ciasno i duszno ale założyliśmy siatkę. Zakładanie, rozsuwanie, mocowanie, poprawianie i wreszcie można było siąść na tarasie z szampanem od Bożenki. Twoje zdrowie!





W ostatni dzień we wtorek już tylko koszenie reszty całości (choć wcale nie było chłodniej ale już trzeba było), zagrabienie ziemi z wykopu, posianie trawy i podlanie obficie. No i znowu spacer po włościach z aparatem. 










A na koniec utwór " Przedostatni walc" Pana Wojtka M, w uroczo zalotnym duecie z Panią Hanną B.
https://www.youtube.com/watch?v=NG_MzRu5ZmU