poniedziałek, 17 grudnia 2018

Wokół trzeciej Niedzieli Adwentu

Połowa grudnia a jam jeszcze nie świąteczna ale jednak adwentowa. Bo wprawdzie w mieszkaniu nie posprzątane ale buraczki czerwone zakiszone, pierogi ruskie i z kapustą z grzybami w dużych ilościach już zrobione i ryby zakupione. Będzie z mrożonek ale swoich, własnych bo już ani sił ani ochoty do stania przy kuchni przez całą dobę przed kolacją wigilijną. W tym roku też, jak od  trzech ostatnich lat, wieczerza wigilijna będzie w domu rodzinnym, u Siostrzyczki i Szwagra. Będzie skromnie ale trzypokoleniowo. 
Dobrze mi w ten czas przedświąteczny w moim mieszkanku, w moim miasteczku ale sąsiedzi postanowili właśnie przed świętami wyremontować mieszkanie i od czwartku wiercą, kują, stukają ... Trudno to wytrzymać dlatego postanowiłam spędzić weekend na skraju. W piątek do południa spakowałam jedzenie do koszyka, ciuchy do torby i zaczęłam się ubierać. I nagle jak mnie nie zaboli bark i ramię, ból przeszywająco kłujący przy każdym, nawet najmniejszym ruchu. Posmarowałam naproxenem i położyłam się na dłuższą chwilę. Po kilku godzinach ból zelżał ale zmalała też chęć do wyjazdu. To dziwne, bo myślałam, że wiatr i deszcz za oknem a w kominku ogień, nigdy nie przestanie mnie wabić. I choć czeka tam błękitny polarowy dres, czerwone kołderki i koce, słój miodu, sok z malin, puszka suszonych grzybów i druga czipsów z jabłek,  kasze i makarony, kawka i herbatka ..... to mnie się odechciało, "mnie tam na co". Bo przecież prawie to wszystko mam w mieszkaniu, oprócz drewna i ognia w kominku. Ale mam niezłe namiastki, żywy ogień świec i podgrzewaczy.  A takie różne comfort i slow food, gorące sycące dania, kojarzące się z domowym ciepłem też mogę tutaj zrobić. Postanowiłam zostać i zrobić gar kapuśniaku na żeberkach. A po dwóch dniach przełożyłam kapuśniak do mniejszego garnka i dołożyłam sporo podgrzybków. Teraz to dopiero zimowa zupa rozgrzewajka.

A nazajutrz, wreszcie, w połowie grudnia doczekałam się śniegu. Wprawdzie to jeszcze nie  prawdziwa Biała Pani Zima ale pobieliło i zapachniało. Pewnie na skraju jest piękniej i śnieżnej ale to narazie musi poczekać, są inne priorytety. Właściwie to dopiero białą zimą rzuca mi się w oczy, jak dużo jest wokół mojego mieszkania choinek i iglaków.

Coś chyba drgnęło w czasoprzestrzeni, bo dwa tygodnie temu odłożony wyjazd do Solca Zdroju a teraz do chatty, może zaczyna się realizować przemiana i już nie będę tak bardzo 'w podróży'.

sobota, 8 grudnia 2018

Czekając na śnieg .....

.....i Andrzejki i Urodzinki i Mikołajki zawędrowałam na skraj na kilka dni, chyba przedostatni raz w tym roku. Czekałam na śnieg a spotkałam bezśnieżną, mroźna zimę, więc było, a jakże, odmrażanie kłódki z bramy i pojemników z wodą. Ale był też ogień, gorące napoje, ciepłe obiady, pachnące cytrusy i czipsy jabłkowe, zimne ognie, ozdabianie obejścia i izby.

Przez pierwsze dni i noce mróz był wielki, ponad minus 15 stopni, więc tylko podkładałam do piecyka. Bo gdy przyjechałam, w izbie też było tyle i dopiero po dobie grzania i podkładania doszło do plus 10. Trwało to tak długo bo chatta nieszczelna a i całe ciepło z piecyka szło na nagrzanie rzeczy, jakby zmarznięte meble, książki, zasłonki, pościele, koce, ciuchy, chodniczki ..... wchłaniały ciepło.
Przeniosłam się ze spaniem na tapczan, bo stąd cały czas widzę ogień w kominku a i tapczan szerszy i wygodniejszy na długie zimowe wieczory, noce i poranki, gdy długo barłożę się w kolorowej, jesienno ognistej pościeli.
Chciałam zrobić krótki film tańca ognia ale mój aparat foto coraz bardziej kaput. Nie tylko nie robi zoom ale i nie kręci filmów. Oj, będę chyba pisać list do św. Mikołaja.

Ale spacery też były, chociaż niedalekie, bo trzeba było pilnować ognia. 
Potem już było 'lepiej', 'łatwiej' bo na zewnątrz już bywało plus 5 i izba z zawartością się nagrzała więc podkładałam tylko w dzień. I wychodziłam na spacery a nawet przywiozłam 2 taczki trocin od Stacha, by wiosną podsypać pod borówkami. 
Nic do pracy ani roboty, tylko poczuć klimat schroniska i pomarzyć o wiosennych nowych przesadzaniach, o pergoli przed wejściem, o utwardzonym dojściu i miejscu na fotele, o postawieniu pieca na zewnątrz lub przywiezieniu Balbiny z domu rodzinnego, o kupnie dużego szaflika lub beczki na hot tub czyli balię podgrzewaną ogniskiem w zimie lub słońcem latem. Dobrze jest marzyć zimą bo nie trzeba planować dokładnie, tyle jest jeszcze czasu do rozpoczęcia prac. A narazie ozdabianie świąteczne izby by w niej też był Duch Bożego Narodzenia, bo pewnie tu przyjadę dopiero na przełom roku.
A w szczęśliwą rocznicę dnia Urodzin pozapalane zimne ognie, a co! To takie dwudziestowieczne, klimatyczne, bajeczne  fajerwerki. 
Niestety nie mam takich widoków z okien jak Marysia z pogórza, bo moja chatta otoczona lasem z trzech stron. O ile jeszcze w czasie długiego dnia słońce wysoko i zagląda do mnie zza lasa, to teraz, gdy tylko ślizga się niskim łukiem nad horyzontem, prawie go nie ma i chyba tylko świeci a nie grzeje.