Już nie tylko kalendarzowa i astronomiczna wiosna ale też odczuwalna. I chociaż czasem i przymrozi przygruntowo, mnie już gna na pierwsze na tej działce wkopywanie skiełkowanych na parapecie, narazie fasoli i słoneczników. Jak zmrozi to nie będzie żal ale to pierwsza wiosna na tej mojej, nowej działce. Oczywiście w wolnym czasie czytam i oglądam na blogu swoje dawne wiosny na skraju i chociaż jestem im bardzo wdzięczna to już nie tęsknię. Już je tylko wspominam czule.
Ponieważ za kilka dni zapowiadają deszcze, wsadzam truskawki i poziomki. Troszkę się z nimi kokoszę bo najpierw wsadzam je do skrzynek z ziemią, przygotowanych za domkiem od południa ale potem przenoszę je na takie jakby grządki wzniesione z boku domku, bo tu mają więcej miejsca. No i kupiłam i zasadziłam dwa żółte cudeńka czyli forsycję na wiosnę i winogrona na jesień.
Pewnego razu, pół dnia zajęło mi czyszczenie kanapy, bo postanowiłam jej narazie nie wyrzucać, nie kupować nowej. Może kiedyś postawię ją na werandzie, gdy już więcej będę polegiwać niż klęczeć, kucać i schylać się. Wymagała kilkukrotnego trzepania, psikania płynem, mycia podłokietników i całej skrzyni. Materiał mocno zniszczony ale mamy sporo koców i narzut by ją przykryć. Tak byłam zajęta robotą, że nie mam ani jednego zdjęcia. Jest tylko jedno, gdy wszystkie wielkie klamoty z domku, w tym i kanapa, czekały cały prawie marzec, pod plandeką.
Prace remontowe posuwają się do przodu ale bardzo powoli, wreszcie się zaczyna ostatni etap czyli właściwie główny powód zatrudnienia fachowca. A ponieważ co i raz potrzebujemy jeździć do Leroy Merlin, byłam na działce trzy dni pod rząd i wreszcie sfociłam Toniego przy pracy.
I hurrra!!! Spędziłam tam pierwszą noc!!! Bez przygotowania, spontanicznie a więc bez piżamki, kolacji, herbaty wieczornej i porannej kawki, lampki i książki .... Ale ognisko było!!!
A rankiem, jeszcze przed wizytą u dentystki (ząb z koroną wyrwany), pomalowałam dwie drabinki a Toni wreszcie zaczyna układać deski kompozytowe na tarasie. Zdecydowałam się nie na drewniane bo takie miałam na skraju ale teraz nie mam już siły i chęci, na coroczne impregnowanie. A szkoda 😒
Prawdopodobnie jutro będzie koniec remontu. Zeszło ponad trzy tygodnie chociaż Toni pracował tam prawie codziennie a i ja bywałam tam co drugi dzień na kilka godzin. Nie by go sprawdzać, bo mu ufam ale w trakcie wynikały różne pomysły i drobne zmiany a i niektóre materiały musi wybierać inwestorka.
Hurrra! Koniec remontu !! Kosztowało sporo czasu i pieniędzy ale to już przeszłość. Jeszcze tylko wyczyścić mebelki i klamoty, wstawić do domku i na taras i ukokosić się na dobre. Ale już można się cieszyć i tak robię, bo taras to taki letni, zacieniony pokój. Jeszcze tylko posadzić jakieś powojniki czy bluszcze by go osłonić i by było zacisznie i przytulnie. Miło i łatwo jest spełniać te marzenia konkretne i materialne, te zależne od nas. Pozostają z nami te niezależne, jak zdrowie, szczęście, zadowolenie ....