motyle

niedziela, 6 stycznia 2013

PRZEŁOM 2012 / 2O13



Sama bym nie uwierzyła ale sprawdziłam w kalendarzu i tak, nie byłam w Brzózie już półtora miesiąca. Całkiem spokojnie cały ranek się wybierałam, nie chciałam się spieszyć bo mówi się jaki sylwester taki nowy rok. Ale ja myślę, że raczej jaki 1 stycznia taki cały rok i jutro też nie mam zamiaru się spieszyć. Aby zapewnić sobie dostatek na cały nowy rok wygarnęłam jak zwykle połowę z lodówki, dopakowałam spieczonego kurczaka i pieczywo, polar i ciepłe skarpety, złote łańcuchy a potem jeszcze zaprowiantowałam się w Stokrotce (sery, wino musujące, owoce, masło, jaja, długie zimne ognie, dużo świec i głupawe błyszczące czapeczki. W samo południe zajechałam przed bramę – całkiem spokojnie chociaż w kilku kursach wypakowałam dowody dostatku, luksusu i bezpieczeństwa, uruchomiłam prąd, wszystkie grzejniki i poszłam na spacer po okolicy. Dużo lodu, trochę śniegu, przy dwóch domkach samochody. Po powrocie przebieram się z miastowych ciuchów w wygodne i idę do Tarlaki po wodę, dwa wiadra na ten wieczór wystarczą. Potem owijam dzikie wino wokół filaru złotym łańcuchem, reszta dekoracji będzie we wnętrzu. Jestem już bardzo głodna i robię kanapki z mocno wypieczonym kurczakiem, na razie bez popitki bo 5 litrowe pojemniki z wodą spożywczą nadal zamarznięte, chociaż w chatcie już prawie 10 stopni. Krzątam się po wnętrzu, ozdabiam i oswajam i wreszcie nakapuję szklankę wytopionej wody i robię filiżankę herbaty wzmocnionej miarką wiśniówki. Moszczę się w fotelu i pisze co czuję, co myślę, co chcę a czego nie, co planuję i o czym marzę, za co dziękuję – odkładając zeszyt po każdym zapisku i popadając w leniwe i urocze rozmemłanie. W tle mruczy radio, jest coraz cieplej. By nie przegapić Przejścia zamykam zeszyt, ubieram się ciepło, biorę zimne ognie, zapałki, latarkę i idę na spacer po okolicy. Jest cudnie, niebo pełne srebrnych gwiazd, dalekie odgłosy hałaśliwych imprez. Nad zalewem rozpalam zimne ognie i ich iskierki podwójne bo odbijają się w zalewie. Czysta magia. Nie wzięłam aparatu ale i tak w tych ciemnościach nic by nie wyszło. Wracam i wynoszę z ciepłej chatty na taras fotel i kocyk, zaczynają rozbrzmiewać wybuchy, rozbłyskują fajerwerki, zbliża się północ. Jestem zaskoczona ilością i jakością iluminacji ale też dumam ile pieniędzy idzie z dymem w ten wyjątkowy wieczór. Ja też zapalam zimne ognie i otwieram powoli butelkę z szampanem, z jej wnętrza wydobywa się smużką biało srebrny dym, jakby Dżin, więc wypowiadam życzenie zanim wleję bąbelki do kieliszka. Do szampana na deser owoce czyli słodziutkie winogrona i orzeźwiające liczi. Byłam przy tym jak pod rozgwieżdżonym niebem Nowy Roczek wślizgnął się niepostrzeżenie w miejsce równie dyskretnie odchodzącego Starego ale dobrego i jarego Roku. Obyśmy my z równym wdziękiem robili miejsce Nowemu. Wracam do ciepłej chatty lekko zmarznięta, przebieram się wieczorowo, moszczę się w fotelu i z „Niezwykle skrytym dżentelmenem” rozpoczynam Nowy Rok. Radyjko gra wesoło muzyczkę z lat siedemdziesiątych, nucę refreny, w oddali pohukiwania petard a w tutaj serdecznie i przytulnie. Już całkiem zaprzyjaźniłam się z chattą i walnie przyczynił się do tego ten fotel, obszerny, wygodny, wymoszczony kocem i pledem, dobrze oświetlony, z czuwającym aniołem nad głową, stolikiem z lewej i regałem z prawej strony. Przed nim przenośny kaloryferek na którym można położyć stopy. Takie świętowanie lubi Babcia Krysia!!!

1 stycznia 2013 roku

Budzę się niespiesznie i nacieszam się tym rankiem, pierwszym w 2013 roku. Wczoraj nie zdążyłam otworzyć okiennic więc teraz nie wiem jaka jest pogoda. Włączam radio z którego sączy się słodka, francuska muzyczka i gimnastykuję się czyli rozciągam. Potem zapalam lampkę i czytam kilka rozdziałów podrzemując w międzyczasie. Ale rytualna kawka kusi, wysnuwam się z legowiska, ubieram polar, podkręcam kaloryferek, włączam farelkę. Woda w bukłaku nadal zmarznięta ale rozmroziło się dość na poranna kawkę. Z gorącą kawką hyc znowu do łóżka, może tak być cały rok. Niezwykle skryty dżentelmen zdradza tajemnice swojego zawodu, kawka wypita, izba się powoli nagrzewa – czas na śniadanie. Dziś będzie inaczej niż boguchwalne, rytualne grzanki, mam ochotę na jajecznicę z trzech jaj. Dużo potem z kubkiem herbaty z sokiem malinowym wychodzę by wreszcie otworzyć okiennice. I szok i żal. Gdy ja we wnętrzu napawałam się urokiem niespiesznego wstawania, pierwszy dzień nowego roku postarał się o słońce i resztki romantycznej mgły. Jak stoję, w piżamie i kapciach obchodzę swoje włości i chociaż to tylko trzy ary schodzi mi prawie godzinę, tu i ówdzie poprawiam okrycie na roślinach i uszczelniam ogrodzenie bo zające już zaczęły obgryzać moje młode drzewka owocowe. Ziemia zmarznięta, śnieg w zacienionych miejscach – tu zima na całego chociaż w mieście jej nie widać. Wracam gdy stopy już wołają ratunku. Wreszcie się ubieram, wreszcie bo już popołudniu chociaż jeszcze wczesne. Tym razem biorę aparat - piękne słońce, rześkie powietrze, długi cudny spacer. Cicho wszędzie bo młodzież odsypia nocną imprezę.  Wracam z pospadanymi gałązkami sosnowymi, głodna i szczęśliwa, obiad szybki ale delikatny i pożywny - ryż i potrawka z kurczaka w sosie śmietanowym. Powoli słońce wpełza na moją działkę więc rozpalam z suchych gałęzi niewielkie ognisko, dla klimatu, zapachu i urody ale nie da się długo przy nim siedzieć bo z przodu grzeje łaskawy ogień a z tyłu mrozi zimny wiatr i nawet szampan na to nie pomaga. Zamykam korkiem butelkę, dokładam przyniesione ze spaceru wilgotne gałązki by zaczarować, okadzić i zamglić okolicę i idę nad zalew ale aparat się zacina więc nie mam fotek z tych czarownych chwil. Wracam zmarznięta „nieco” do nagrzanej chatty i robię kubek gorącej herbaty do której chlapnęłam trochę wiśniówki. W przepastnym fotelu piszę sobie ale nie są to postanowienia na Nowy Rok, w planach na ten rok mam przecież komin, piecyk i może kącik kuchenny a jest to tak oczywiste że nie wymaga zastanawiania się i zapisywania. Gdzieś przeczytałam przysłowie arabskie, że „kiedy dom zostaje ukończony, przez drzwi wkracza stagnacja” ale to mi absolutnie nie grozi bo w następnych latach jeszcze kanalizacja, taras od południowego zachodu, pomieszczenie gospodarcze i wiata od wschodu, taras widokowy czyli ambona, altana winogronowa nad ogniskiem, palenisko do grillowania, może fontanna, może staw lub basenik, może wędzarnia, może ziemianka ... może …… i za to wypijmy!

14 komentarzy:

  1. Krystynko, czytam Twoje zapiski jak najlepszą powieść w odcinkach i zawsze nie mogę doczekać się kolejnej odsłony. Przez chwilę zastanowiły mnie złote łańcuchy, pomyślałam o takich na szyję i trochę się zdziwiłam, ale wszystko wyjaśniłaś w kolejnych słowach. Piękny czas miałaś w Brzózie, nieśpieszny, klimatyczny, szczęśliwy. Pomyślności w Nowym Roku życzę,
    obyś zawsze miała w zanadrzu "coś" do wybudowania, wykończenia, stworzenia.
    Buziaki ślę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak Dominiko. "Ktoś do kochania, coś do .......... i zawsze coś radosnego do zrobienia" - gdzieś to przeczytałam i chociaż zapomniałam środkowego członu mnie to wystarczy. Wzajemnie pomyślności wszelkiej dla Ciebie i Rodziny. Krystynka w podróży

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepszego w Nowym 2013 Roku, Krystynko. Niech wszystkie Twoje plany i marzenia spelnia sie w tym Roku:)

    Alez sie Ciebie naszukalm, zniknelas z poprzednigo bloga i pomyslalam, ze moze zakonczylas blogowanie.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedobrowolnie Ataner bo jestem wierna z natury i cierpliwa wielce ale tym razem za mnie zdecydowano i nie podoba mi się to bardzo. Ale nie ma się co kłócić z rzeczywistością, jak się zamykają drzwi to otwiera się okno i trzeba mieć odwagę by w nie wskoczyć.
      Plany się spełnią, tyle szczerych i cudownych życzeń - a marzenia ...... czasem lepiej gdy wciąż są.

      Usuń
  4. O matko, jak miło Cię widzieć znowu! próbowałam parokrotnie zapisać w komentarzu życzenia świąteczne, ale nijak mi się nie udawało; a tu wielkie przenosiny, i chudziutko będzie, bez przesuwania całej strony, cieszę się; w naszej chatce bawiła się młodzież, a ja tylko w domu półprzytomnie rejestrowałam kolejne wybuchy petard, kolorowych ogni, i nie wiedziałam, czy mi się śni, czy to naprawdę? wyjątkowo uparcie trzymało się mnie bobo, jeszcze nigdy tak długo nie leżałam w łóżku, a teraz łażę jak ćma po domu, sił brak zupełny, a mąż pojechał popalić do chatki, nasypać ptakom karmy, bo przez tydzień nikt tam nie zaglądał; wszystkiego dobrego w Nowym, Krystyno, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chudziutko i skromniutko Mario ale szybko zaprzyjaźniłam się z nową chattą więc mam nadzieję ,że nie inaczej będzie z nowym blogiem. Wprawdzie chatka poszła w dobre ręce a stary blog poszedł precz ale nie ma co się opierać rzeczywistości.
    Ta grypa uparta i mocna, ja wyrwałam się do Brzózki, bo już "musiałam" ale po powrocie zapadłam w totalne lenistwo i świętą bezczynność.
    Najlepszego w 2013 tym

    OdpowiedzUsuń
  6. O widzę Cię! Myślałam, że się przesiądziesz na ten nowy Onet, ale dobrze się stało, żeś tu dotarła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniłam konia czyli pojazd ale droga i cel ten sam

      Usuń
  7. Pelle, na cholerę te utrudnienia, boisz się niedźwiedzia? Zlikwiduj to wpisywanie, tu i tak automaty sie nie wpisuja, jak w Onecie

    OdpowiedzUsuń
  8. Ania z Siedliska10 stycznia 2013 13:04

    Krysiu, zawsze zadziwiałas mnie swoja odpornością na zimno , brrr... Najwazniejsze, że miałas przyjemny początek roku - pod gwiazdami, z głową pełną pomysłów ! Oj tak, pracy Ci nie zabraknie, a Brzóza będzie piękniała i piękniała... !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero od pewnego wieku wolę chłód niż upał Aniu. W chatcie temperatura oscyluje wokół 13 stopni z marginesem +-2 i to odpowiednia temperatura dla mnie, w minusie na noc (dwie kołdry i flanelowa piżamka) i w plusie na dzień (polar, wełniane skarpetki i pled). Nowy rok cudny był a to dobrze rokuje bo pracy się nie boję

      Usuń
  9. Ach, nareszcie jesteś, dzięki za Cudddny komentarz na Nowy Rok, odpiszę jutro maila... a w następnych latach to Książka moja droga ma być u Cibie a nie taras, albo i to i to i już - ja tego dopilnuję... a wtedy inne Ka...skie to się będą mogły w rozlewiskach z zazdrości utopić...jeśli chodzi o Twoją Brzóze... i dobrze wiesz o czym mówię ;-) Całuski w Nowym Roku.

    OdpowiedzUsuń
  10. Różyczko, łaskawaś bardzo ale jam leniwsza i by mi się nie chciało pisać systematycznie i nie dla siebie, więc niech sobie Inne żyją spokojnie. Tarasu narazie nie będzie ale ambona i owszem. Przytulam Noworocznie

    OdpowiedzUsuń