czwartek, 11 lipca 2019

Warto jechać do .....

Warto jechać do Nałęczowa. to nie tylko kurort, to miasto - ogród. Mieszkali tu, bywali, wypoczywali, tworzyli i zostawili ślady wielcy artyści, pisarze, politycy, naukowcy, architekci m.in. B. Prus, St. Żeromski, Z. Nałkowska, E. Szelburg-Zarembina, I. Paderewski, H. Sienkiewicz, minister Bek, St. Witkiewicz .....

Twórcy koncepcji miasta - ogrodu zakładali, że każda posesja będzie stanowić mały świat jego właściciela, ulubiony ogród, dogodną siedzibę, miejsce spotkań z przyjaciółmi. Stąd wydzielane działki miały po kilka tysięcy (nawet do hektara) metrów kw. Wszystkie wille otaczały duże, malownicze ogrody co skłoniło Żeromskiego do określenia zdroju " Albumem widoków wyśnionych"

Park to cienisty salon Nałęczowa, z wejściem przez cztery bramy, jak do miasta twierdzy.

Nową pokusą jest "Atrium", basen z wodnymi atrakcjami. Atrakcyjny jest też budynek uroczo obrośnięty dzikim winem co widać z zewnątrz i wewnątrz.

Warto jechać do sanatorium bo warto robić dobrze dla zdrowia. Może nie będę żyć dłużej ale poprawiam sobie komfort życia u schyłku (taką mam nadzieję). Bo sanatorium to nie tylko zabiegi ale regularność której w moim życiu brak. Codzienna poranna gimnastyka, zabiegi o określonej porze, jedzenie o tej samej porze, niewielkie porcje cztery razy dziennie ... szatkują dzień na odcinki: przygotowanie, wykonanie, odpoczynek. I nie podjadasz, bo we wspólnej lodówce twoje tylko: kefir i maślanka. A poza tym, trzy razy dziennie pół litra mineralnej w pijalni skutecznie niwelują uczucie głodu. Ja raczej jestem spontaniczna i ten dryl dobrze mi robi.

Poza tym ta beztroska i poczucie zaopiekowania. Przez trzy tygodnie nie martwię się o rachunki, naprawy, trudności w rodzinie, swoje ograniczenia .... bo tu rano i wieczorem pukają do drzwi i pytają: wszystko dobrze? w porządku? I codziennie życzą miłego dnia i dobrej nocy. Gdy coś zepsute czy niewygodne idziesz do recepcji i naprawiają, przekładają, pomagają ....

Na dłuższą metę ten ta regularność, ten dryl i ta codzienna troska są irytujące, nużące i wkurzające ale raz na dwa lata, przez trzy tygodnie to miła i sympatyczna odmiana.

Dużo z tego trybu życia, choć nie wszystko, można by wprowadzić w życie codzienne w domu. Na pewno codzienną gimnastykę poranną i regularne, niewielkie posiłki. Ale charakter za słaby i umiłowanie wygody sprawiają, że te postanowienia nie utrzymują się dłużej niż najwyżej kilka tygodni

Ale na zamartwianie się na zapas czyli 'olaboga, co to będzie', 'olaboga, nie dam rady' już nic nie pomoże. To atrybut starości i wieńcówki czyli przewlekłej, niedokrwiennej serca i nadciśnienia.

Po raz  któryś się przekonuję, że wolę być częścią Natury niż częścią społeczeństwa.