motyle

piątek, 12 stycznia 2018

Oczekiwanie na śnieg

Czekam za zimę i śnieg w mieszkaniu, wśród świątecznych dekoracji i smaku mojego nowego zachwycenia - szpinaku.
Kilka lat temu to był seler. Surowy i gotowany, bulwa i nać. Lubiłam jego smak i zapach (bo wtedy jeszcze miałam węch).
Potem por. Dodawałam go do wszystkiego, przeszklony na masełku.
A ostatnio szpinak. Zaczęło się dawno temu od nadzienia do naleśników, tzw naleśniki zielone. Baza to podsmażony na masełku czosnek, dużo czosnku, na to szpinak najczęściej mrożony, wszystko razem lekko podsmażone. Potem można dodać ziarna wszelakie, słonecznik, dynię, migdały, sezam .... Czasem podbijam to śmietaną i jest sos do ryżu, makaronu, kurczaka, ryby .....
I leczę oko, rutinoscorbinem i kroplami. Trzeba czegoś więcej niż jednorazowy incydent bym poszła do lekarza.

Czekam na zimę i śnieg w chatcie na skraju.
Przez pięć dni w mgle i wietrze, w odległym słońcu które nie muska działki o tej porze roku, choć kątem wkrada się do izby.

Czekam siedząc i marząc ale nie marznąc przy kominku, pisząc przy kuchennym oknie i chłodnym szampanie, leżąc i dumając z widokiem na ozdoby  karnawałowe i ulubione detale.

Czekam w jesiennej i wiosennej zieleni chociaż święci się Trzech Magów. Rankiem, idąc do bramki, kątem oka zauważam kilka sylwetek saren czy jeleni, tuż obok drogi. Niestety one też mnie zauważyły i oddaliły się wgłąb lasku. Majestatycznie i niespiesznie ale nie na tyle, bym zdążyła chociaż do drzwi, nie mówiąc o wzięciu aparatu. Czy to były te same, co w tamtym roku?

Czym je przywabić? Mam chleb, cukinie, ziemniaki i to układam obok miejsca gdzie się pokazały. A potem idę do sklepu przez lasek a tam dziko zryte. A więc nie tylko łagodne i płochliwe sarenki podchodzą pod chattę ale i te dzikie i złe, z ostrymi kłami.

Zostać czy wracać - biję się rano z myślami. Mży i dym ściele się nisko ale niebo obiecująco szaro błękitne. Wychodzę na taras i słyszę nietypowy szum, na tyle intrygujący, że tak jak stoję, w piżamie  i kapciuszkach, idę poszukać źródła i powodu. Czyżby bobry w ciągu wieczora i nocy, zbudowały tamę tuż za zakrętem? To jednak nie bobry, tylko sobotnia kawalerka zabawiała się głupio, odkręcając zawór od hydrantu. Nie wiem czy to groźne, czekam z godzinę aż ktoś się zorientuje, że woda wypływa, mają chyba jakieś pomiary i obserwacje. I choć sobie obiecywałam, że nie będę reagować bo stąd tylko kłopoty, dzwonię na 112 i zgłaszam awarię bo woda to życie i nie może się tak marnować. Po godzinie przyjeżdżają, zakręcają a ja jakoś nie mogę się zebrać do pakowania i zostaję do jutra.

Wreszcie czekam w posiwiałym od mrozu ostatnim dniu, gdy już pozmywane i spakowane a tu siurpryza, autka nie da się otworzyć, drzwi przymarznięte a odmrażacz w środku. Ale jakoś wreszcie z przygodami wróciłam, choć jak się okazało nie tak całkiem jakbym chciała.

Znowu czekam na śnieg w mieszkaniu. Planuj tu, niemłody człowieku, jakiś wyjazd rankiem, dla przyjemności albo dla interesu a zaraz się wydarzy nieprzespana noc albo jakaś niewielka ale ważna niedyspozycja. Kładziesz się wcześnie ale sen nie nadchodzi. Kręcisz się, przewracasz z boku na bok, wstajesz, coś pijesz, kładziesz się. Wspominasz poprzednią nieprzespaną noc w chatcie, gdy najpierw co dwie godziny a potem już co kwadrans zrywał Cię z łóżka sygnał czujki czadu. Otwierałaś okno, sprawdzałaś palenisko i kratkę wentylacyjną, przeszorowałaś ruszt, wyrzucałaś popiół, otwierałaś drzwi do przedsionka - wszystko jak zawsze a czujka się drze! Dopiero rano się okazało, że tak się zachowuje czujka gdy bateria słabnie, co nie powinno dziwić po czterech latach. Ale dziwiło i zaskoczyło. Wiercisz się, wstajesz, coś czytasz, coś oglądasz, kładziesz się, obracasz z boku na bok, wstajesz na siusiu, już świta, kładziesz się i ..... wstajesz w południe. Przymulona odrobię uderzasz się w obolały i zasiniony palec prawej nogi (chociaż od miesiąca bierzesz Rutinoscorbin). To drugi, podobny  incydent ale przedtem oko, teraz paluch - narazie to się nie kwalifikuje do lekarza. Ale trzeba się obserwować czujnie. Na małe, pilne zakupy idziesz w kapciach, do miasta już tak się nie da.

Ale czekanie na śnieg, w mieszkaniu, to sama radość. Kawka, herbatka, mleczko, książka, laptop... Nawet w TV wypatrzyłam sympatyczny projekt o małych domkach, tym razem na Hawajach. 30 do 50 m kw luksusu w środku a na zewnątrz tarasy i werandy z kuchnią, grillem, jakuzzi, basenem, siedziskami. Przysypiam i śnią mi się poranki i wieczory na moim siermiężnym tarasie. Nie potrzeba mi luksusu tylko 20 stopni i zielono dookoła lub minus 5 stopni i biało dookoła.