czwartek, 16 maja 2019

Czy potrzebne mi te zmiany?

Zmiany może i niewielkie ale spektakularne, przynajmniej dla mnie. Ponad dwa lata temu postanowiłam zaizolować i uszczelnić ścianę od zachodu, tę najbardziej zniszczoną i narażoną na wiatry i deszcze. Relacje z prac pod koniec sierpnia i na początku września 2016 roku. Po fachowcach zostało jeszcze sporo pracy, zwłaszcza malowanie.
Przez ponad dwa lata, ta niby nowa ściana wołała o pomoc. No bo wypuczała się zimą a okiennice się otwierały z bardzo wielkim trudem albo wcale, a latem się rozsychała i deski się rozłaziły a narożniki odstawały. Zastanawiałam się dużo i długo, czy warto zaczynać sprawę z dwa razy dłuższą ścianą południową ale ostatnio nas odwiedzające upały zmusiły mnie do wyboru. Albo klima albo izolacja. Gdyby ściana była trwała i szczelna wybrałabym klimatyzację mimo negatywnych opinii, że zaziębia i zbiera kurz i zarazki ale te półwałki poprzetykane tekturą (a taka technologia królowała w siedemdziesiątych latach XX wieku w domkach letniskowych) po prawie 50 latach to już iluzoryczna osłona przed chłodem, wiatrem i słońcem. No i opinie sąsiadów, z którymi bardzo się liczę, przeważyły. Decyzja zapadła.
Ostatniego dnia lutego 2019 r, z moja wolą i wyborem, wymieniają mi dwa okna z długich na krótsze i dokładają jeszcze jedno, by zrekompensować ubytek światła.

Cały marzec i kwiecień nic na ściance się nie działo. Dopiero 1 maja drugi etap prac. Wpadłam tu na dzień bo między Wrockiem a chattą w BK jest jeszcze Mielec. Miałam sygnałek, że mimo mojej nieobecności i ciągłych opadów praca wre ale tak się złożyło, że moja ciekawość musiała ustąpić mojej empatii. Zastałam chattę zabandażowaną szczelnie, w biegu zachwyciłam się owocowym kwieciem w pierwszym dniu maja, pomalowałam okiennicę i zrobiłam ze starej okiennicy legowisko pod wiatą przy ognisku, w pedzie sfociłam tęczę i zachód słońca, rozpaliłam ognisko i przenocowałam. A wszystko to w dobę.

Dopiero po wielu dniach znowu pojechałam do chatty, bo mam wiadomość, że kładą deski. Gdy przyjechałam wczesnym popołudniem chatta była już nie tylko odeskowana ale i założone okiennice. Pierwsze wrażenie, że okienka maleńkie i okiennice takież, przez to chatta dłuuuga i wielka, jak forteca. Pewnie się za dużo naoglądałam domów z widokiem, na plażach i w górach. Bo mnie się marzą takie chaty z wielkimi oknami dookoła ale wiem, że nie czułabym się tam bezpiecznie i nie tego chciałam dla mojej najmilszej. Powoli obchodziłam chattę raz i dwa, z każdej strony, w tę i z powrotem i równie powoli oswajałam się ze zmianą.

Złotokap od południa już w długich, żółtych strąkach a wisteria od północy ledwo pączków kilka. Nie ma to tamto, trzeba ją przesadzić na południe.

Więc dlaczego nie tańczę i nie skaczę z radości? Dlaczego myślę - po co mi to? Dlaczego widzę tylko mnóstwo trudności i drobiazgów jeszcze do zrobienia? Okiennice w kolorze akacji za jasne do całości koncepcji ale to przecież pierwszy impregnat i można je jeszcze przyciemnić. Zginęła jedna klamka i dwa poranki straciłam na przeszukanie chatty a przecież chyba można dokupić gdzieś taką typową klamkę. Zamki do wymiany ale to przecież łatwa robota. Jakaś taka za nowa, za jasna, za świeża, za wielka ta chatta. Wchodzę wtedy do izby a tam wszystko znajome i przyjazne, nowe małe okno wspaniale się wpasowało, może dlatego że maleńkie.
Może i ładniejsza teraz moja chatta ale jakaś obca. Wiem, że to szybko minie ale narazie właściwie się cieszę, że już chyba zaniedlugo jadę do sanatorium na trzy tygodnie i może zatęsknię i pokocham ją na nowo.

Jak siedzę w domu czy mieszkaniu to aż ręce mnie świerzbią by być na skraju, wycinać i przycinać, przekopywać i grabić, siać i sadzić. A jak tu przyjadę wszystkie chętki mi mijają. Obchodzę powoli działkę z aparatem lub bez, potem siadam na tarasie lub pod lipką i dumam: po co przycinać, grabić, sadzić, przecież i tak jest cudnie gdy dziko i naturalnie. Co najwyżej obkosić ścieżkę wokół chatty, siedziska i wiaty by mnie żmije nie straszyły. Ale ponieważ padało, mżyło i siąpiło i nie dało się kosić, posadziłam tu i tam przywiezione pomidory, cukinie i kwiatki. A wcześniej trzeba było przygotować ziemię na grządkach.

Długo się kokosiłam z klonikiem palmowym, w ciągu dwóch dni trzy razy zmieniał miejsce, nawet w tym trzecim to splatałam mu gałązki bo zdawały mi się za bardzo rozwichrzone a potem rozplatałam i tak znowu dwa razy. Narazie został rozczochrany.

czwartek, 9 maja 2019

Siedem darów Ducha Świętego


Bierzmowanie czyli umocnienie poprzez 7 darów Ducha Świętego.
Dwa dni wcześniej, tak się złożyło (a nie był to przypadek), byłam z Córą na wystawie fresków " Michał Anioł - Kaplica Sykstyńska"
Byłam w Rzymie 12 lat temu, na pielgrzymce  ..... ale ze względu na napięty program i długie kolejki do Kaplicy S, nie zwiedziliśmy tej 'atrakcji'.

A teraz bez kolejki, bez tłumów, całkiem z bliska mogłyśmy się napawać kunsztem malarskim Mistrza i detalami. Wystawa naturalnej wielkości kopii fresków MA w układzie jak w Kaplicy, wyeksponowana w Kolegiacie św Krzyża na Ostrowie Tumskim. Bardzo warto było!!!

Pełne wrażeń wyszłyśmy o zmierzchu na Ostrów Tumski a ponieważ to najpiękniejszy zakątek Wrocka aparaty poszły w ruch. I przywabiły nas witraże ceglanego kościoła Piotra i Pawła, z boczną niepozorną furtą. Po wejściu na dziedziniec, po otwarciu Drzwi, zanęciły nas śpiewy jakby znajome i ja się zaraz zorientowałam, że to spotkanie ruchu Odnowy w Duchu Świętym. Wróciły wspomnienia, rozbujałam się na chwilę. To też znak, między Michelangelo a bierzmowaniem Wnuka.
"Duchu Święty przyjdź, Duchu Święty przyjdź.
Niech wiara zagości, nadzieja zagości, niech miłość zagości w nas "

A że żal było jeszcze wracać do domu, Asia zabrała mnie na spacer po Wyspach. Tu klimat wakacji, weekendu, imprezy ..... jako równowaga do Sądu Ostatecznego Michelangelo Buonarrotiego.
To co przerażało w XVI wieku, w XXI już nawet nie przestrasza. Niech się dzieje co chce ale zabawić się, radować i weselić zawsze warto!

"O ile w sakramencie chrztu Duch Święty przychodzi do człowieka jako Boże Życie, to w sakramencie bierzmowania zstępuje jako Energia Boża." Podoba mi się ta Energia Boża i chciałabym by mój młody wnuk z niej korzystał jak i z darów, zwłaszcza pierwszych pięciu.
1. Dar mądrości
2. Dar rozumu
3. Dar rady
4. Dar męstwa
5. Dar wiedzy( umiejętności)
6. Dar bojaźni Bożej
7. Dar pobożności
 
Uroczystość była okazją do zjazdu rodzinnego, było nas nomen omen 12 +1 czyli ostatnia taka wieczerza, bo było kilka młodych par a więc i nadzieja, że następnym razem będzie nas więcej. U szczytu stołu Ja, jak się okazało seniorka rodu. Po obfitym, trzydaniowym obiedzie i deserze ( tort z kremem śmietanowo - mascarpone, malinami i białą czekoladą) pojechaliśmy na uroczystość do kościoła. Maro dostał w prezencie między innymi swoje drzewo genealogiczne do prapradziadków.

Bardzo uroczysta to była msza, wzruszyłam się i łzę uroniłam niejedną. Zdjęcia robiłam z balkonu, z góry, niektóre nieostre bardzo ale mają dla mnie wartość sentymentalną i ja tam widzę więcej.

Wieczorem jeszcze do Domu na andrut, sernik, kawkę i herbatkę. Stąd pożegnania i już noc ...
To był dluuugi, pełen wrażeń i emocji dzień.