motyle

środa, 19 lutego 2014

"Służba" zdrowia i dwa mosty


Wczoraj jednak ruszyłam tyłek z fotela i pojechałam do miasta wojewódzkiego, załatwić sprawy przed wyjazdem a potem w nagrodę na spacer z przyjaciółką.
Jedną ze spraw było zrobienie mammografii. Banalna sprawa ale .... 4 lata temu. Przed remontem. Wtedy szłam ze skierowaniem do pokoju przy rejestracji, zero czekania, jedna pacjentka, jedna pielęgniarka, 5 do 10 minut w zależności od tego z czego trzeba było się rozebrać, wyniki z opisem po tygodniu. Ale wczoraj, po remoncie "I straszno i smieszno. Wielkie gmaszysko o wielu przybudówkach, labirynt by dojść do recepcji ale pokoiku nie ma. Pytam w recepcji, trzeba się cofnąć dwa zakręty i jedną prostą i wypatrzeć informację. W informacji kolejka, wyciągam papiery by  było szybciej i gdy wreszcie dochodzę do lady dowiaduję się, że trzeba do pokoju 112, wypełnić kartę informacyjną. Na pytanie gdzie ten pokój, nonszalancki gest dłonią w górę skos. Domniemam że 112 to będzie I piętro więc szukam schodów. Jakieś rampy, podjazdy, korytarze, wreszcie wychodzę na górę, wprost na 107. Dobra nasza, dedukcja właściwa. Idę w prawo ale szybko się wycofuję bo numery się zmniejszają. W drugą stronę rosną, rośnie też tłum na korytarzu ale jest nadzieja. Jak się okazuje płonna bo chociaż korytarz kończy się na 120, 112 nie ma. Pytam pacjentów, nie wiedzą, każdy zły i zrezygnowany. Wracam do 107 bo tam widziałam pielęgniarki. Przez ladę pytam tę niezajętą ale bąka, że nie wie. Ciśnienie mi się podnosi, podnoszę głos i pytam kto będzie wiedział. Znowu słyszę, nie wiem. Na odczepnego, jakbym była powietrzem. Jestem wkurzona i spocona mimo porozpinanego płaszcza, albo wyjść albo dopomnieć się o swoje. Więc otwieram drzwi, nagle wszystkie mnie widzą, krzyczą że tu nie wolno, ale ja stoję w drzwiach i pytam gdzie ten tajemny pokój 112. Ta zajęta dotychczas, mówi że przed końcem korytarza w prawo, w dół po schodach, prosto i w prawo. Trochę się dziwię że od 107 do 112 takie korowody, ale wychodzę. Nawet mnie zaciekawia ta zagadka. Idę jak kazała, w prawo, po schodkach, prosto i w prawo. A tam znowu poczekalnia i kilka pokoi. Ale znajduję ten tajemny pokój, nawet jest otwarty, nikogo przed drzwiami więc kukam i pytam czy wolno wejść. Jakby radość, i owszem można a nawet trzeba. Trzy panie zagadane przed monitorem. Podaję jednej papiery, zaprasza na krzesło, zdejmuję płaszcz, pani mówi że nie trzeba ale ja że muszę. Wyciąga czterostronicowy arkusz i pyta o to, co podaję przy każdej mammografii, od 20 lat.  Zapisuje długopisem w rubrykach,  a dwie nadal siedzą przy monitorze. Rozglądam się wreszcie, z boku jeszcze jeden pokój z parawanem i łóżkiem, niedostępny z poczekalni a za nim jeszcze jedne drzwi. Arkusz wypełniony i pani mówi, że teraz mam wrócić do tej pierwszej informacji bo tam obok robią mammografię. Z tego wszystkiego zachciało mi się siusiu a ponieważ po drodze zauważyłam dwoje drzwi z oznaczeniem WC, idę do pierwszych. Zamknięte. Nic to, idę do drugich. Zamknięte. Teraz już troszkę uszarpuję się z klamką, bez rezultatu. Wracam do 112 i pytam o przyczynę. Słyszę: nie wiem. I po cóż ja się dziwię, to jakaś mantra przychodni po rozbudowie. Pani mnie obsługująca czyli wypełniająca formularz mówi, że może mi udostępnić kibel służbowy. Idzie po klucz, otwiera i siada przy drzwiach, na szczęście od zewnątrz. Szybko załatwiam drobną sprawę, chociaż korci mnie by odpocząć a może i się zdrzemnąć na sedesie. Tak na złość! A niech tam, będę ta lepsza i szybko wychodzę. Wracam już bez przeszkód, do tyłu i nazad, sama mogłabym być informatorem. Ale w informacji nikogo nie ma. Teraz już nie czekam, nabuzowana złością wchodzę do pokoju obok. Tam luz blues i bąbelki. Pani każe siadać, niespiesznie ogląda papierki, coś tam jeszcze uzupełnia, adres, pesel i inne ważne, uruchamia maszynę, robi cztery foty, każdą przeciąga przez czytnik, wklepuje mnóstwo liter i cyfr na klawiaturze, całkiem spokojnie się ubieram bo mam wrażenie że jestem pierwszą a może i ostatnią pacjentką w tym dniu. Reszta nie przeszła "ścieżki zdrowia". Wyniki za trzy do czterech tygodni. Odwiedziłam 5 pokoi, 6 zaangażowanych pielęgniarek lub rejestratorek, kilka aktualnie niezaangażowanych. Straciłam półtorej godziny. A w TV się dziwią że kobiety nie chodzą na mammografię. Pamiętacie - cztery lata temu jeden pokój, jedna pielęgniarka, najwyżej 10 minut. A może nie wszędzie takie absurdy, tylko na Findera? Za dwa lata przetestuję inną przychodnię. A może się zniechęcę i  nigdzie nie pójdę?
Dobrze że po tych wertepach  i ścieżce zdrowia "służby" zdrowia, umówiłam się z przyjaciółką bo mogłam spuścić parę i obniżyć ciśnienie. Spacer wczesnym popołudniem nad Wisłokiem, ograniczony do dwóch, ale za to najładniejszych mostów. Najpierw most Narutowicza, najnowszy i chyba najpiękniejszy, zwany z oczywistych względów Tęczowym i widoki na niego i z niego.
Jako przerywnik, przedwiosenne zaloty kaczej pary, na Wisłoku, w środku wojewódzkiego miasta. 

A potem most Zamkowy, majestatyczny i szlachetny, widoki na niego i z niego, o zachodzie słońca. 
I powrót do autobusów przez Starówkę, bo stąd rozjeżdżamy się z Przyjaciółką w przeciwne strony, ja na południe a Ona na północ. Już za ciemno na zdjęcia bez statywu więc załączam tylko dwa, z prawie tego samego miejsca, jedno planowane i zamierzone a drugie magiczne i "zepsute". 

14 komentarzy:

  1. Ja byłem tylko raz odebrać wynik żony. Wymagali ode mnie notarialnego upoważnienia.
    Ileż sie musiałem na kombinować żeby przynieść do domu dobra nowinę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu najważniejsze, że dobra. Ale komu to przeszkadzało, że dawniej było łatwiej i życzliwiej? Chociaż to dawniej dla każdego inaczej znaczy.

      Usuń
    2. Jak to notarialnego???? Toz zwykłe wystarczy z podpisem i peselem pacjenta oraz ewentualnie nrem dowodu odbierajacego. Pierwsze słysze, to szykany jakies, nawet ZUS tego nie wymaga!

      Usuń
  2. Najprawdziwsza ścieżka zdrowia... Żenada - człowiek jest przedmiotem, który lekarze i pielęgniarki, a tak naprawdę ten chory system przerzuca sobie z rak do rąk... Dobrze jeszcze, o ile człowiek zdrowy, a kiedy chory?
    Sama spędziłam 4 godziny w poniedziałek w zwykłej przychodni...
    Eh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mieć zdrowie żeby chorować - to mądre powiedzenie! Ale dla odmiany receptę na kontynuację leków załatwiłam w kilka minut, tyle że trzeba było dwa razy pofatygować się osobiście. Ech !

      Usuń
  3. Ania z Siedliska19 lutego 2014 19:20

    A może w ten sposób słuzba zdrowia chce poprawić naszą kondycję i, co za tym idzie, zdrowie ;-) ? Tylko jak juz bedziemy tacy zdrowi, to na co nam ona ;-) ? Zdrowia, Krysiu, i to duzo !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mi złość przeszła Aniu, najważniejsze by wyniki były dobre i szlachetne zdrowie nie opuszczało. Więc zdrowia i dla Ciebie.

      Usuń
  4. To jest trochę dziwne, co piszesz, ja sie z czymś takim u nas nie spotykam, mam na myśli nadmiar personelu, bo labirynty i wszelkie inne utrudnienia, to na pewno. Na mammo nie chodze i nie pójdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego tak mnie to zdziwiło i pozłościło, bo przed remontem było normalnie. Może tak mi się trafiło, może pora nie taka, może to jednostkowa sytuacja ale nie mam zamiaru tam iść i sprawdzać. Dokładnie tak było dziś, około 14 tej.
      A na badania chodzić trzeba Cesiu, bardzo Cię proszę.

      Usuń
  5. Chciałabym jak najdłużej obyć się bez służby zdrowia, przerażają mnie te kolejki, ale czy to się tak da? w tamtym roku weszłam tylko z synem do przychodni, i już złapałam grypę; tęczowy most, piękny symbol, nie smarują go jeszcze różnymi hasłami? pozdrawiam Cię serdecznie.
    A tak w ogóle to myślałam, że "chattujesz", że Cię słońce wyciągnęło ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się uda Marysiu, dbamy przecież o siebie mając chatty, bo pobyt tam to najlepsze lekarstwo. To nowy most, przepiękny zaiste a podświetlony wieczorem to istna bajka. Byłam w chatcie ale króciutko, tylko dwa dni ale dziś się wybieram na dłużej. W mojej prognozie słońce ma być. Miłego dnia!

      Usuń
  6. no to trafiłaś...ja jakoś nie miałam nigdy na szczęście takich problemów!!!!
    Nawet ostatni mój pobyt w szpitalu to wszyscy ale to wszyscy mili począwszy od pani na recepcji . poprzez pielęgniarki i lekarzy!!!
    Krysiu aby wynik był dobry!!!
    Trzymam kciuki!!!
    Całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie wkurzyły te absurdy tylko to, że było dobrze przez 20 lat a teraz ktoś to spieprzył. Mnie też zdarzają się mili, sympatyczni i kompetentni pracownicy służby zdrowia ale wiesz jak to jest, o normalności się nie pisze. Wynik na pewno będzie dobry ale nie jest dobrze tak długo na niego czekać. Pozdrawiam LP

      Usuń
    2. to fakt z tym czekaniem:):)
      Słoneczka na co dzień!!!

      Usuń