motyle

piątek, 7 lutego 2014

Plusy i minusy


Zawsze, jak jadę autkiem zimą do Brzózy, mam radość w sercu i duszę na ramieniu. Czy dojadę, czy droga niezawiana, czy brama nie przymarzła, czy kłódka nie zlodowaciała, czy da się tak wjechać by wyjechać kiedy trzeba. Wszystkie powyższe warianty już przerabiałam w poprzednie zimy i zastanawiam się, czy nie zostawić autka we wsi a prowiant, wodę, ciuchy, drewno, książki przenieść do chatty na kilka razy. Mijam wieś, droga biała ale przejezdna więc jadę dalej. Nad zalewem biało i pusto ale jadę dalej. A na skraju - stop, niewiele brakło, zakręt i jakieś 30 m do bramy. Próbuję jeździć tam i powrotem, kilka razy, by uklepać śnieg, dojeżdżam prawie do bramy. Odgarniam śnieg spod furtki by ją otworzyć i brnę w śniegu do pół łydki, w traperach wnuka. Brama zasypana ale kłódka da się otworzyć. Trzeba odśnieżyć wjazd i placyk pod autko, chyba dam radę. Z chatty biorę sztychówkę i szufelkę od szczotki-zmiotki, tyle klamotów w gospodarczym a wielkiej szufli nie ma. O dziwo, plastikowa szufelka sprawdza się lepiej, co nie znaczy, że dobrze. Odgarniam śnieg z pasa wjazdowego i prostokąt na autko z obejściem. Zeszło ponad godzinę, to dobry, zdrowy wysiłek. Wjeżdżam i wyjeżdżam znowu kilka razy, bo promień skrętu nie pokrywa się za bardzo z moim pracowicie odśnieżonym torem wjazdowym. Przy tych manewrach zmęczyłam się bardziej niż przy odśnieżaniu, więc tylko zamykam bramę i padam na fotel, odsapnąć odrobinkę. Dopiero teraz przebieram się z miastowych, bo spódnica dołem mokra a i w butach mnóstwo śniegu. Rozpakowuję autko w trzech kursach, dobrze że udało się podjechać, transport ze wsi to byłby wysiłek pewnie równy odśnieżaniu. Teraz już całkiem spokojnie idę z aparatem, obejść swoje włości. Jaka szkoda, że w ferworze odśnieżania zadeptałam tak wiele tropów niewiadomych gości.
Więc wychodzę za granice działki i tam też focę kilka różnych tropów i śladów. Śnieg się cudnie skrzy, ale tego mój aparat nie złapie. 
Teraz, już dla przyjemności, odśnieżam ścieżkę przy chatcie, podrzucając wysoko zachwycający, zdumiewający (amazing) srebrno-brylantowy puch, bo przedtem, skupiona (sfokusowana jak mówią niektórzy) na celu, tego uroku i czaru nie zauważyłam. Słońce coraz niżej, coraz chłodniej, wracam do izby zjeść późny obiad. Rozpalam szybko ogień, na szczęście zostawiłam przy piecyku suche szczapy, na nieszczęście znowu nie oczyściłam szyby, ale pal diabli widoki. Na obiad podgrzewam gulasz z grzybami, przywieziony z miasteczka i jem go z kromką chleba. Chcę zrobić herbatkę i okazuje się, że nie wzięłam z domu wody w bidonie a woda w chatcie zamarznięta na amen, i ta w bukłakach i ta we wiadrach. Woda w Tarlace i w zalewie także zamarznięta, zostaje tylko śnieg. 
Topię trochę, przecedzam przez serwetkę i chociaż śnieg był bielusieńki, woda jest szarawa. Wystarcza na wielki kubek i to jest naprawdę wspaniała herbata. W izbie nadal zimno, ciekawe przy jakiej temperaturze znikną obłoczki z ust. Przynoszę więcej śniegu i topię w garach na piecyku. Z gospodarczego przynoszę bukłak i stawiam na szafce przy oknie. Palę i podkładam, ale izba słabo się zaciepla bo temperatura na polu szybciej się obniża. Wychodzę na taras – cisza. Niesamowita, zdumiewająca, amazing!  Na termometrze -13 stopni więc wracam po kurtkę, czapkę, koc i siadam na schodku. Niebo rozgwieżdżone migocącymi gwiazdami (a może to tylko łzawią mi oczy), jaskrawy rogalik księżyca. Pachnie dym z komina, dym z suchego, liściastego drewna. Zmarzłam ale nic to, wracam do izby, podkładam polana, nie żałuję drewna i hycam do łóżka z Francuzem. Rozdział I. Luty. Las.
Tutaj

 Podsumowanie dnia pierwszego:
1. Dojechałam ale nie całkiem
2. Odśnieżanie trudne ale dałam radę
3. Suche szczapki na podpałkę są, ale szyba nie oczyszczona
4. Wody płynnej nigdzie niet ale śniegu pod dostatkiem
5. Woda ze śniegu "brudna" ale bardzo smaczna 
6. Przez 10 godzin palenia zużyłam połowę reszty swoich zapasów drewna ale przecież nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było
7. Mroźno i zimno ale też cicho i cudnie 
8. Zapasy ziemniaków i cebuli przemrożone, do wyrzucenia ale makaron i ryż w szczelnych słoikach, nie naruszone. 
9. Przy podłodze lód się nie topi ale na wysokości oczu temperatura całkiem przyjemna (Wilk pisze, że w Chacie nad Oniego na pieczce spali nago a na podłodze woda ciągle zamarznięta). U mnie sprawdza się tylko ta druga część, śpię we flanelowej koszuli i polarze.
10. Wieczory dłuuugie więc mnóstwo czasu na czytanie i marzenia, te nierealne więc cudowne bo bezpieczne .....

18 komentarzy:

  1. Ciężko jest ogrzać chatę, kiedy przemrożona do szpiku, co byś nie otworzyła, wszędzie mróz, i to wszystko trzeba ogrzać, żeby było przyjemnie; a kiedy już się ogrzeje, trzeba zostawić i wracać, przynajmniej u nas tak to wyglądało; teraz nie, mąż dyżuruje, pali w piecu, karmi ptaki, i jedziemy tam jeszcze dziś razem, po spotkaniu turystycznym, a więc trochę późno; ale w chatce ciepło, bo palone było do dzisiejszego ranka; myślisz, Krystyno, że to już po zimie? na nartach nie zdążyłam być, e, tam, pojadę następnej zimy; obejrzałam tylko początek odysei bajkalskiej, no, tego wiatru to nie zazdroszczę, a resztę obejrzę po powrocie; i zaraz mi się przypomina Zew natury i Alaska, bo te nasze chatki to mała Alaska, prawda? pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy tygodnie nikogo w chacie więc przemarzła okrutnie a tam zima trzyma nadal, nad ranem -15 stopni. Pewnie przemarzło więcej, narazie wyrzuciłam ziemniaki i cebulę. Ale nic to, jak przygoda to i straty.
      "Zew natury" czytam co zimę, za każdym razem jakbym tam była. "W syberyjskich lasach" też by Ci się podobało. Cudnie jest czytać takie książki zimą, w chłodnej chacie, z ogniem w piecyku i wodą w garnku.
      Przyjemnego pobytu w drewnianej chacie Mario :-)

      Usuń
  2. Trochę tego skrzenia widać na zdjęciu. Jedne ślady wyglądają na zajęcze. :) Tutaj nie ma takiej zimy. A powietrze dziś było bardzo miłe, takie łagodne.
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pytam się, gdzie tropy misia, nie udawaj, że go nie było, po prostu wolałaś je zadeptać, bardzo wygodne ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym amoku odśnieżania może się i zdarzyło, jak powiadasz. A może u nas na misia za zimno, poszedł na zachód. Wyglądaj go :-)

      Usuń
  4. Trochę tego skrzenia widać na zdjęciu. Jedne ślady wyglądają na zajęcze. :) Tutaj nie ma takiej zimy. A powietrze dziś było bardzo miłe, takie łagodne.
    Serdeczności :) Magdalena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę może i widać Magdalenko ale co oczy widziały! Brylantowy pył !! Bo tam jeszcze sroga zima. Zające na pewno, chyba też kopytka jelonka ale te serduszka?, te z ostrogą? te poczwórne? Może w wolnym czasie pooglądam w internecie i porównam. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ania z Siedliska8 lutego 2014 09:56

    Krysiu, jesteś mistrzynią szkoły przetrwania ! Buziaki dla niestrudzonej !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, zgadzam się z Tobą, a jakże, chociaż jak czytam niektóre książki i blogi tom dopiero początkująca terminatorka i amatorka ale za to na pewno miłośniczka i wielbicielka. Uściski!

      Usuń
  6. Mysle, ze jednak przewazaja plusy:) Pieknie u Ciebie Krystynko, prawdziwa zima bez sladow brudnego sniegu miastowego wiec nie dziwi mnie to, ze cigniesz do B. kiedy tylko mozesz i mroz Ci nie straszny.
    I ja skrzacy sie snieg zauwazylam a jesli nie, to moja wyobraznia na pewno.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, zima miastowa jakaś niemrawa jest, nie kusi i nęci, chce się tylko by się prędko skończyła. Jakżeż inaczej jest z tą leśną, ta zachwyca! Na jednej fotce coś jest, nikłe wspomnienie migotliwego. Serdeczności!

      Usuń
  7. Krystynko, a ja tam na śniegu wyraźnie widzę obok zajęczych i sarnich odcisk bosej (ludzkiej) stopy, czy może to moje urojenia? Po raz kolejny poczułam tę atmosferę cichej Chatty na skraju lasu, cudnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy widzi co chce Dominiko, może tam jakaś śnieżynka tańczy na śniegu ale nie widziałam i nie słyszałam. Wybiegam czasem rano,w nocnej koszulinie, by zobaczyć ile też stopni mrozu dzisiaj, ale nie boso i tylko na taras.
      Cisza tam najwspanialsza, czasem myślę że to po nią tu przyjeżdżam.

      Usuń
  8. Najwięcej niepokoju wzbudzą z pewnością jakieś cudze ludzkie słady zrobione pod naszą nieobecność. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś tak często bywało i nie o ślady ludzkich stóp szło tylko o butelki, puszki, pety, gumki, opakowania różniste - śmieci po prostu. Odkąd jest ogrodzenie też trochę śmiecą, ale już nie tak blisko chatty

      Usuń
  9. A, chciałam dodać, że są same plusy ! A że mogą byc dodatnie i ujemne, to inna inszość :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyś moją idolką Aniu, w temacie optymizm. Niech żyją plusy ujemne i szklanki do połowy pełne!

      Usuń