motyle

piątek, 26 maja 2017

Niespokojnie i niepokornie

Świadomie, jestem zadowolona z tego co mam. Świadomie, nie pragnę i nie pożądam niczego więcej. Więc dlaczego zdarzyło mi się takie nieprzypadkowe spotkanie z urokliwym domkiem?
Spacer z psem, jak wszystko w życiu, ma plusy i minusy. Plusem jest między innymi to, że ze względu na potrzeby psa szperacza, dużo przystanków w czasie spacerów i rozglądania się dookoła. A i trasy spacerowe z psem prowadza po manowcach, bocznych uliczkach, zakamarkach, wszędzie tam gdzie trawa, krzewy, drzewa. Tak poprzednio odkryłam szczaw łąkowy a tym razem, rankiem, Czarowny Domek. Zwabił nas, mamiący zresztą, skrót nad Wisłokę. Przejścia nie było ale był wielki baner: sprzedam. Mały, urokliwy domek z gankiem a przed nim wielki krzew białego bzu. Spisałam numer i wróciłam a po drodze już przenosiłam meble z chatty, nawet nie znając wnętrza domku. W południe na spacer z psem poszła Siostrzyczka i wzięła aparat. Wróciła zadowolona, jej też spodobał się ten domek i ten pomysł, by narazie to był domek letniskowy a docelowo mój domek na stare lata, blisko młodszej ale mądrzejszej siostrzyczki.

Więc za telefon i umówiłyśmy się na oglądanie nazajutrz po południu. Co to była za noc!!! W głowie tłoczyły się plany i zamiary więc we śnie marzenia i koszmary. Od rana nie mogłam sobie znaleźć miejsca więc zanurkowałam najpierw w google maps i pooglądałam domek z góry. Oczarowana, zakochiwałam się. Weszłam w mapki geodezyjne i rozczarowana, bo działka to całość, ta mała z domkiem jest integralną częścią a ja nie mam planów i sił na drugą, większą część działki. Gdyby cena okazała się atrakcyjna można by tam nasadzić sad czy las, więc weszłam na ogłoszenia sprzedam, by zorientować się w cenach. I znalazłam jeden podobny dom ale zdjęcia były tylko z wnętrza i cena horrendalna. Nie do porównania. 
Ledwo doczekałam popołudnia, przy wydatnej pomocy nalewki na pomarańczy i imbirze. Na spotkanie i oglądanie poszłyśmy we dwie. Obeszłyśmy włości z uprzejmym synem właścicielki, budynek gospodarczy w dobrym stanie, zapas drewna pod plandeką, teren wielki ogrodzony. Weszliśmy do wnętrza i chociaż miły pan opowiadał, że działkę można podzielić (z kłopotami), że domek można powiększyć, to ja już 'wiedziałam', że to ten dom z horrendalną ceną, jakieś dziesięć razy większą niż moje możliwości i  wyobrażenia. Okazało się, że Pan sprzedawał wielką działkę z małym domkiem, dobrze sfotografowanym a ja chciałam kupić mały domek na niewielkiej działce. Podziękowałyśmy za pokazanie, szczerze życzyłyśmy powodzenia i pośmiałyśmy się z naszej naiwności.
Było już tak: Do zakochania jeden krok, chociaż wtedy był pierwszy raz i wrażenie silniejsze.

Więc pojechałam na skraj, pocieszyć się tym co już mam. A w chatcie zielono i deszczowo, spokojnie i emocjonalnie, pracowicie i leniwie.
Mróz poczynił szkody ale niewielkie. Zmroziło młode przyrosty niektórych jodełek, wrzośce, morelkę, jedna jodełka nie zniosła przesadzania ale reszta zieleni się, kwitnie i przekwita. 
Tuż obok mojej chatty, wzdłuż ścieżki do lasu coraz więcej stert wyrzuconej, skoszonej trawy. To wprawdzie nie paskudne śmieci ale tak blisko stwarzają dyskomfort, bo w kopcach gnijącej trawy, gnieżdżą się węże i żmije, komary i muchy, meszki i czort wie co. Jest mi smutno i przykro bo to robią ludzie których znam i lubię, którzy widzą że chodzę na bosaka i lubię leżeć i siedzieć na trawie. Niechby odeszli czy odjechali dalej, co oczy nie widzą sercu nie żal a i gęste zarośla leśne lepiej poradziłyby sobie z taką ilością suchej lub zgniłej trawy. Ja pracowicie zagrabiam u siebie każde źdźbło do ściółkowania i każdy chwast na kompostownik.

Może powinnam wrócić wcześniej, może nie powinnam rozmawiać rankiem z W o próbie ugaszenia ognia i wezwaniu straży bo gdy około 14 tej, na spacerze z aparatem, zobaczyłam ogień i dym prawie w tym samym miejscu, od razu tam pobiegłam i to tak szybko, że przestraszyłam żerujące kaczki.

Zobaczyłam dobrotliwego krasnala, który stał i patrzył na szalejący w ściółce ogień i dym. Nie gasił. nie miotał się, tylko stał ze stoickim spokojem i patrzył a ja jakoś od razu 'wiedziałam' , że to on zapalił i teraz 'pilnuje' tego ognia.

Zadyszana krzyknęłam coś w rodzaju: co pan robi, dlaczego pan nie gasi, co tu się dzieje .... a on spokojnie powiada, że suchą trawę trzeba wypalać, żeby nowa mogła rosnąć, że to użyźnia glebę i takie tam zabobonne gadki. Ciśnienie mi podskoczyło, wrzeszczę nie całkiem rozsądnie: panie ale przy lesie? tyle tutaj drzew i gałęzi po ściętych sosnach, spalaj pan sobie na swojej działce .... On mówi, że nic się nie stanie, że pilnuje, że jest dobrze .... jakby mnie uspakajał bo aż gotuję się z nerwów i złości.
Ogień się coraz bardziej rozprzestrzeniał, ja krzyczałam, on stał niemrawo lekko zaniepokojony, ja rozglądałam się wokół ale nikogo oprócz nas nie było. Krzyknęłam, że zadzwonię na policję i do straży i że mu robię zdjęcia ale się nie przestraszył. Odeszłam w bok i zadzwoniłam na 112. Przełączono mnie na policję, nie na straż i gdy z nimi rozmawiałam przybiegł pracownik leśny, zwożący obok sągi drewna. Widziałam, że gasi ogień a chwilę potem zobaczyłam, że krasnal też pomaga mu gasić. Słyszałam, że leśny dzwoni po straż więc zakończyłam rozmowę z policją. Ogień przygasili, leśny czy leśniczy poszedł do swojej roboty, krasnal całkiem spokojnie odszedł gdzieś w dal a ja poszłam za leśnym bo sprawiał wrażenie kompetentnego a ja byłam zdenerwowana, zagubiona, zdezorientowana ale byłam świadkiem ze zdjęciami i rozumiałam, że nie powinnam odejść.

I to był błąd, trzeba było też odejść. Po chwili przyjechała straż wozem, dzieci i młodzież na rowerach, dogasili ogień, oglądnęli moje zdjęcia i komentowali, bo jak się okazało, wszyscy go znali, jest lekko upośledzony.
Za kwadrans przyjechali policjanci, młodzi i przystojni. I tu zaczęła się według mnie niemiła część strasznej przygody. No cóż, domniemany sprawca odszedł, świadek gaszący poszedł do pracy, strażacy i miejscowi już ocenili sprawcę i policjantom zostałam tylko ja. Ale nie o relację im chodziło, tylko o dane zgłaszającego. Nazwisko i imię, adres, miejsce przebywania. Mówiłam, że mam zdjęcia, że krasnal szczerze wierzy w słuszność swoich przekonań, że trzeba z nim porozmawiać a nie go karać a oni mój pesel, mój telefon .... Dostałam nerwowych chichotek no bo jakżeż to, tu pożar, zagrożenie, a oni imiona moich rodziców. Dopiero po wypełnieniu rubryczek łaskawie oglądnęli zdjęcia, wysłuchali mojej, już teraz chaotycznej relacji i pozwolili mi odejść. Po zastanowieniu się stwierdziłam, że przecież oni musieli dopełnić formalności tym bardziej, że zagrożenie minęło.

Nic dziwnego że wieczorem, nie chciało mi się rozpalić ogniska. Od teraz już pewnie mocno się zastanowię, przed tak spontanicznym zareagowaniem, na takie zagrożenie.

Skosiłam połowę trawnika, zgrabiłam i podścieliłam pod truskawki i poziomki. Posadziłam na warzywniaku pomidory, ogórki, cukinię, skosiłam resztę trawnika i podścieliłam pod nimi. Odchwaściłam maliny, rumiany, szałwię, lawendę, róże, grządkę ziołową. Obok lipki i siedziska zrobiłam w podłużnych donicach rozsadnik i posiałam fasole różne, groszek cukrowy, ogórki, cukinie (wiem, wiem, nie powinno się siać tych warzyw na rozsadnik tylko od razu do gruntu ale w tym roku były ku temu specjalne okoliczności) a także koper i pietruszki naciowe. Przy werandzie posiałam groszek pachnący i maciejkę a przy ogrodzeniu powój, nasturcję i słoneczniki.

Posadziłam. przesadziłam, posiałam, zasiałam i czekam na deszcz. Czekam miło i przyjemnie, na tarasie, w izbie, na spacerach, na działce. Czekam z aparatem i książką. Czekam rankiem i wieczorem, w słońcu i przy szarym niebie ..... Bo się napracowałam, nadenerwowałam ..... i zasłużyłam!

16 komentarzy:

  1. I za szybko ta bajka się skończyła....cudnie u Ciebie, jak zawsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie ma szans to lepiej szybko zakończyć.
      Bo maj cudny jest!

      Usuń
  2. Twój domek o niebo piękniejszy!
    Też bałabym się ognia w lesie.
    Oj pięknie u Ciebie, pięknie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to też tak uważam ale czasem zauroczy coś nieosiągalnego.
      Ściółka sucha bo teren piaszczysty a ogień nieprzewidywalny.
      W maju wszędzie pięknie, tylko to zauważyć!

      Usuń
  3. Sporo się u Ciebie dzieje, powiedziałabym że... niezła zadyma, ale to Ty sama masz ogniste serce. Podkradam jedną z fotek. Czy pozwolisz mi zamieścić ją na moim blogu? Zakładam kolekcję serc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dzieje, aż za dużo na siedemdziesięciolatkę z niezdrowym sercem. Niezdrowe ale dzielne.
      To dla mnie zaszczyt, pozwalam i dziękuję

      Usuń
  4. Wcale sie nie dziwie, ze tak zareagowalas na palenie trawy przy lesie, przeciez ogien szybko sie rozprzestrzenia, ten czlowiek nie rozumial tego, dobrze ze byl w poblizu lesniczy, ze ugasili, najgorsze w tym to cale zamieszanie z policja.
    U Ciebie jak zwykle pieknie i ciekawie na dzialce i tak duzo sie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teresko, on nie jest odosobniony, na wsiach jeszcze wielu uważa, że łąki i rowy trzeba wypalać by zrobić miejsce nowej trawie. Tu było o tyle gorzej, że tak bliziutko lasu.
      Jest taka piosenka, którą śpiewa Barbara Krafftówna: "Dramat w ogródkach działkowych ... https://www.youtube.com/watch?v=z6-EGeS_mEk

      Usuń
  5. Wiesz, w jakiś sposób ten "krasnal" skojarzył mi się z Twoim "nieproszonym gościem"... Uważaj, proszę, na siebie...
    Twój ogień - to dobry ogień. A jaszczurki przepiękne!
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dwaj inni nieproszeni Grażko, tamten to niepracujący młodzian, recydywista a ten to nieboraczek boży ale obaj czynią szkody.
      Mój na betonie, otoczony cegłą, z wężem wodnym w pobliżu - pełne bezpieczeństwo.
      Małe smoczki nic się mnie nie boją i pozują cudnie na każdym tle.

      Usuń
  6. Uroczy ten domek, nie dziwię się że tak Ciebie zachwycił :--) Krasnal przesadził z ogniem w taką pogodę, aż strach jakby płomienie się rozprzestrzeniły. Krystynko, szalejesz na działce jak dwudziestolatka, takiej kondycji mi trzeba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam domek banalnie ładny ale stoi w uroczym miejscu z widokiem i dla tego widoku tak mnie zachwycił. Właśnie, w taką pogodę i w takim miejscu ogień niebezpieczny bardzo. Bo jestem trzydziestolatką Dominiko tzn brak mi 30 lat do setki :-)))

      Usuń
  7. Też pomyślałam, jak Grażyna, ale widzę, że skorygowałaś nasze podejrzenia. Myślę, że w podobnej sytuacji świadek czuje się jak główny podejrzany:-)
    Ostatnio spotkałam w foliaku sporego padalca, leżał sobie zwinięty pod kuwetą z sadzonkami, ale ja niebojąca padalców, wyniosłam go w krzaki, zresztą to też jaszczurka.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oba 'incydenty' łączy to, że w obu miałam do czynienia z menami z Police, też pewnie było spisywanie danych ale punkt skupienia był na oszacowaniu strat, byłam poszkodowaną a nie świadkiem i dlatego pewnie tamto spotkanie wspominam jakoś milej.
      Ja bojąca wężów wszelakich chociaż miłośniczka jaszczurek, pewnie nie uciekałabym z krzykiem na widok padalca ale wynosiłabym go chyba na patyku albo wołałabym a sio, a sio.
      Pozdrawiam Mario

      Usuń
  8. U nas wypalanie jakoś się skończyło. Zapłacił grzywnę jeden z drugim i przestało mu się opłacać. Zetknięcie z policją to zawsze jakiś stres - oni są tacy zasadniczy ( szczególnie dla niewinnych). Przykro, że domek niedostępny dla Ciebie ale mnie podobają się te drewniane, z tzw. duszą, z drewnianą werandą - o taki bym walczyła. U nas są żmije i boję się, że Fruzia w końcu przyniesie nie padalca czy inną jaszczurkę ale właśnie żmijkę. I że to może być jej koniec. No cóz, żyjemy na tzw. łonie i ponosimy tego konsekwencje :-). Uściski !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też prawie nie wypalają, tym bardziej się wkurzyłam i to, że przy lesie i to, że niedaleko chatty. Ten domek to taki szybki kaprys, żeby przy siostrze ale rzeczywiście, nie było o co walczyć. Boję się węży, nie lubię kleszczy ale też rozumiem, że to one są w prawie tu żyć, ja mam tylko papier i przyszłam na ich teren.

      Usuń