motyle

niedziela, 25 maja 2014

Wróg nr 1 Stanu Błogostanu - kleszcz

Po wymrożeniu na początku maja a przed gradem 20 tego maja, kupiłam rozsady warzyw ( bo planowane i potrzebne), zioła (bo ładne i pachnące), pigwowiec i jeżynę (bo pożyteczne i w promocji), lobelię (bo błękitna i delikatna). Od Przyjaciółki dostałam chmurę białego okrywowego cudeńka i cebulowe białe gwiazdeczki, od sprzedawcy rozsady 5 poziomek na szczęście a od sąsiada garażowego  ukorzenione badylki róży pachnącej. 
Nazajutrz po nawałnicy gradowej nie dało się sadzić bo grunt błotnisty i zimny a powietrze parne i upalne, był więc dzień cieszenia się życiem, fotografowania, podczytywania "Tańczącego z wilkami". Jak to mówią, robota nie zając ..., jutro też jest dzień, co masz zrobić dziś zrób pojutrze a będziesz miał dwa dni wolnego. Zwłaszcza to ostatnie sprawdziło się co do joty.

Noc nieprzespana i niespokojna bo około północy wyczułam, wymacałam i po oświeceniu zobaczyłam na swoim miękkim brzuszku ... k l e s z c z a ! Pierwszy w tym roku !! Wokół czarnego punktu spore zaczerwienienie, ani chybi złapałam go w lesie w czasie amoku focenia po burzy gradowej, bo złamałam wtedy wszystkie zasady bezpieczeństwa. Wyobraźnia się rozszalała, czułam jak się wkręca, pluje, zaraża boleriozą, ledwo doczekałam świtu a tu trzeba jeszcze czekać na otwarcie przychodni. Gdzie mi tam w głowie więdnąca rozsada, potrzebne, pachnące, pożyteczne, błękitne, darowane i w promocji. W gabinecie pobyłam dłuuuuugą chwilę, bo nie chciał się wyciągnąć ani pęsetą ani igłą, dopiero skalpelik dał radę. Nie wiem czy kleszcz taki silny czy pielęgniarka taka słaba. Opatrunek na spoconym brzuszku ledwo się trzymał, wymagał błogiego leżenia na zacienionym tarasie więc jest oczywiste, że praca musi poczekać, rozsady i sadzonki też.

Więc odbywałam tę rekonwalescencję na północnym tarasie i na siedzisku pod lipką i odwiedzały mnie po kolei i razem: pszczoły, osy, szerszenie, motyle, mleczne puszki, muchy, bąki, ptaszęta i na szczęście psotny wietrzyk też. I dumam, że to nie komary, meszki, muchy ... ani węże, myszy, krety, nornice ...ani chwasty i samosiejki ... są moimi wrogami, moimi zaporami przed rajem. Tylko k l e s z c z e !!! Małe, niepozorne, pozornie nieporadne, nie latają, nie fruwają. Ale zaczajają się i tygodniami, miesiącami czają się na swoją ofiarę. Spadają albo wskakują, włażą albo wchodzą i wędrują tam gdzie ciepło i cienka skóra, na brzuszek, pod kolanko, w zgięcie łokcia, za uszki, pod paszki, pod biuścikiem ... i tam zakładają stołówkę. I nic to by mi nie szkodziło, gdyby w zamian nie zostawiały odkleszczowego zapalenia mózgu lub co gorzej boreliozy. Piekielne choróbska, niejednoznaczne objawy, trudna diagnoza, długie leczenie. Maleńkie, krwiożercze potwory! I mnie szczególnie lubią !! Po kilka w roku żywi się na mnie !!!
Nazajutrz już nie ma usprawiedliwienia dla nicnierobienia, bo czas wracać. Dni coraz bardziej upalne, poranki i wieczory takoż. Rankiem, o rosie, wsadziłam część podwiędłych zdobyczy w dobrze nawodnione dołki, to te dla których mam upatrzone miejsca.

Reszta musiała poczekać do wieczora, bo trzeba poszukać dla nich miejsca a w dodatku pomidory całkiem mi się pomieszały, które do palików, które do tyczek, które karłowe. Dzień zeszedł na planowaniu co przenieść, co przesadzić, co wykopać, co przekopać a i tak wieczorem powsadzałam jak leci, ostatnie już prawie po ciemku.

Rankiem, wcale nie wczesnym, tak wyszło, podlałam wszystkie nowe nasadzenia obficie i wyjechałam z BK czyli powróciłam do B. Tak to jest, jak się jest, Krystynką w ciągłej podróży.

Poprosił mnie Mateusz B, by dodać tu link odsyłający do jego stron i czynię to z przyjemnością, bo jest tam sporo praktycznych rad i wiadomości. 

12 komentarzy:

  1. Ania z Siedliska25 maja 2014 20:08

    Choć raz jestem pierwsza !!!!!! Przed Grażyną :-) ! Krysiu, paskudna rzecz z tym kleszczem. Czy dali Ci antybiotyk ? Sadzonki przeżyją, upały się kończą, niebo Ci je podleje ( byle nie za mocno). Uściski i trzymaj się z daleka od wszelkich pajęczaków !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje Aniu !!!
      U nas służba zdrowia nie przejmuje się kleszczami, wyciągają, przyklejają plasterek i do domu. Dopiero jak się pokaże rumień lub inne grypopodobne objawy każą iść do lekarza a ten albo zignoruje albo da skierowanie na badania. A potem do specjalisty. A ten dopiero da lub i nie jakiś specyfik.
      Moje warzywa to takie bardziej hobbystyczne uprawy, przeżyją to dobrze a nie to smutku nie będzie. Serdeczności, u nas nadal upalne

      Usuń
  2. Zniosę to dzielnie. :)))
    Kleszczy też nie cierpię, boję się skutków ugryzienia. Poza tym to pajęczaki, więc już z natury ich nie toleruję.
    Pięknie wyglądają kwiaty w kubeczku. :)
    Czy czujesz zapach oliwnika? Interesuje mnie to, bo pamiętam, że mój tata czuł zapach, mówił, że intensywny. A ja i mama nie czułyśmy go wcale! Domyślam się, że to genetyczne, bo są np. substancje chemiczne, których smak jedne osoby czują, a inne nie.
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne czy one Cię lubią, bo mnie niestety tak.
      W kubku to co grad pourywał, rumiany moje ukochane.
      Oj czuję i to intensywnie bardzo, słodko i upajająco :-) Podobno kwiaty pomarańczy pachną podobnie. Pozdrowienia upalne.

      Usuń
  3. Mam bardzo częsty kontakt z kleszczami, jak nie po mnie łażą od wczesnej wiosny, to po psach; wyjmuję je im, wyrywam ze skóry, bo te wszystkie środki, zakrapiane w kark jakoś za bardzo nie pomagają; nie traktuję kleszczy jakoś bojaźliwie, czy panicznie, ot! są; Krystyno, czy w zeszłym roku, o podobnej porze nie było też gradu u Ciebie? a może jeszcze rok wcześniej? bo pamiętam wpis o szkodach; zdjęcia mgieł w lesie w poprzednim poście, tajemniczych i bajkowych, przecudne; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie kleszcze wprawiają w panikę bo wiem co wyprawia borelioza z człowiekiem, mam znajomych po tej chorobie. Inne owady użądlą, się wkłują, ugryzą i odlecą a kleszcz się wczepia, tyje, powiększa i sam nie popuści.
      Ty masz pamięć Mario, w zeszłym roku na początku maja był grad stulecia, powybijał szyby, potłukł dachy, poniszczył auta. Może i były wtedy mgły cudne w lesie ale w tym amoku skoncentrowaliśmy się na szkodach a nie na cudach. Serdeczności upalnie majowe przesyłam

      Usuń
  4. Ja myślałam o mgłach z poprzedniego wpisu, tego o gradobiciu, przecież takie zdjęcia cudne porobiłaś, a ja nie zdążyłam tam skomentować; dobrej nocy życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem kochana, też tak zrozumiałam, samej coraz bardziej mi się one podobają bo to takie bardziej impresje niż foty.

      Usuń
  5. Jak zobaczyłam te zdjęcia z prześwitującymi promieniami słońca przez pnie drzew... oniemiałam, są boskie!!! Można by zrobić taką wielką fototapetę, na całą ścianę... Jakby ja powiesić w szpitalu dla nerwowo chorych, zaraz wszyscy by ozdrowieli!!!

    Bardzo współczuję kleszcza - w tamtym roku złapała jednego moja córeczka... i tez się na chirurgu skończyło. Bardzo teraz uważamy! Do lasu tylko ze sprayem na kleszcze...

    Roślinki przepiękne, oby się przyjęły i rosły ku pożytkowi gospodyni Chatty :)))

    Pozdrawiam burzowo :) Oj, zaraz mnie zleje równo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja jedno umieściłam na tapecie laptopa bo to widok jakby z tej i nie z tej ziemi. Cienka ta zasłona.
      Ja byłam w "gabinecie zabiegowym" i tego opornego kleszcze wyciągała mi recepcjonistka. Te spraje goowno wartają kochana, chyba że jako placebo. Przynajmniej na starsze Panie, bo może na dziecka działają skuteczniej. U mnie straszy, grzmi i błyska a deszczu zero, nul ...

      Usuń
  6. Pęseta? Igła? Skalpelik? Rany Julek, Ty pierwszy raz posiadłaś kleszcza??? To sie bierze i wyciąga, nogami do przodu he he. Jak się nie szczepiłaś, to i tak pozbycie się gada niekoniecznie cos da, jeśli był zarażony i zaraził ciebie. W dodatku na jedno coś tam szczepionkli nie ma. Ja miałam przeciwciała boreliozy i rumień, a winowajcy brak ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam Cesiu, wcale tak łatwo się nie wyciąga, posiadłam ich już dziesiątki (a właściwie one mnie) i w przychodni już nie pytają z czym przyszłam tylko gdzie tym razem ten kleszcz, a czasem dwa, trzy w czasie jednego spaceru. Jakiś ponętny zapach wydzielam. Nie ma szczepionki na boreliozę i dlatego ten mój strach i niechęć do winowajców

      Usuń