motyle

piątek, 24 maja 2013

ŻMIJE, SZERSZENIE, KLESZCZE I COŚ JESZCZE


Wreszcie zabieram się za koszenie kąta za stolikiem z drągami, obok ogniska, pierwszy raz w tym roku a jest tam łączka zielono-żółto-błękitna. Zastanawiam się nawet czy jej nie zostawić. Gorące popołudnie, w klapkach popycham kosiareczkę tam i z powrotem bo przy takiej wysokiej trawie nie bierze na raz. I nagle, gdy cofam …… coś wije się konwulsyjnie przed kosiarką, kłąb czarnych, cienkich żmijek rozpaczliwie wwija się w podkoszoną trawę. Nie wiem jak i kiedy wskoczyłam na pobliski stolik i jeszcze przez moment widzę jak kilka zakręconych ogonków znika w trawie na przestrzeni dwóch dłoni. Kucam na tym stoliku znieruchomiała z zaskoczenia, wpatruję się w to miejsce ale już nic nie widać, ani śladu po żmijkach i ich przeraźliwej ucieczce do wnętrza. Cisza, spokój, łagodna bujność na pograniczu łąki i ściętej trawy. Zeskakuję i pędzę po kalosze a właściwie gumiaki do kolan. Wracam i delikatnie, ostrożnie podchodzę do miejsca (rychło w czas). Ani śladu ale tupię obok, hałasuję, dźgam tępym kijkiem – chyba uciekły, ale gdzie? Nawet nie wiem, czy to były węże czy żmije, tak konwulsyjnie miotały się przed kosiarką, tak byłam zaskoczona i przestraszona, że pamiętam tylko dużo cienkich, długich, czarnych zawijasów. Może i zniszczyłam ich gniazdo ale nie ma we mnie współczucia tylko strach. W wysokich kaloszach obkaszam resztę, w onych kaloszach zgrabiam przeschniętą trawę i postanawiam, że jednak nie łączka, że będę kosić często i gęsto, dokładnie i na jeżyka, bo przecież ja zwykle biegam po działce na bosaka, często kładę się skąpo odziana w trawie na króciutkie drzemki a takie dzikie zakątki to zaproszenie węży do współmieszkania. Łąkę dziką mam za ogrodzeniem, do woli i do przesytu. Jeszcze dziesięć lat będę kosić, siać, sadzić, plewić, zbierać czyli uprawiać a potem, gdy obrzeża spróchnieją poproszę o przekopanie, zasianie mieszanki traw bo już nie będę się schylać, chodzić boso, kłaść się na trawie – już tylko będę patrzeć z tarasu jak las i łąka z powrotem obejmują w swoje dzikie posiadanie to, co uprawiałam i oswajałam przez lata.

Dziś nie palę ogniska ale podlewam, tupię, hałasuję by te węże przeprowadziły się za ogrodzenie, gdzie sucho i cicho.
  Rankiem zastanawiam się czy zostać w ciepłym łóżeczku czy wstać i korzystając z okazji zobaczyć świat o tak wczesnej, pogańskiej porze, Wygrywa ciekawość. Słońce i długie cienie, welony z resztek mgły, a ja zabrałam telefon zamiast aparatu. Napawam się świeżością poranka po wczorajszym upale, omijając miejsce ze żmijkami – jak łatwo być szczęśliwym w tak uroczym miejscu. Kiedy jestem gotowa na powrót po aparat,  się zachmurza, mgły znikają, więc wracam, zdejmuję kalosze i wskakuję do jeszcze niezbyt niewystudzonego łóżeczka. Chyba usypiam bo znowu mam kolorowe, dobre sny. Tym razem wstaję na dobre bo umówiłam stolarza do winnej altany, mam piasek, wodę i cement i ma zrobić cztery pęcki pod słupy. Chmurzy się i rozwiewa, chmurzy i rozwiewa gdy przychodzą we dwóch. Jeden miesza zaprawę a drugi wierci świdrem. Chmurzy się i wieje coraz bardziej, zaczyna mżyć gdy wkładają zaprawę do nawierconych dołków, już pada gdy osadzają w nich pręty, zabezpieczam świeżutkie pęcki odwróconymi doniczkami gdy leje a gdy odchodzą przestaje padać. Mają pecha, oni czy ja? Siadam na tarasie i widzę szerszenia, od kilku dni spotykam je w chatcie i na zewnątrz. Obserwuję jak krąży i jak znika w dużej szczelinie mojego dachu ale nie udaje mi się upolować go w obiektyw. Nieźle, wczoraj gniazdo żmij, dziś szerszenie. Wychodzi słońce, rozpalam ogień na obiad. Godzina mija, wkładam ziemniaczki do żaru i widzę ciemną, szarą chmurę od zachodu więc osłaniam ognisko aluminiową tacką. Wiatr się wzmaga, deszcz także, biegnę do chatty, wyłączam korki, zapalam dwie świece i stawiam na parapetach. Wracam do ogniska, wiatr się uspakaja, deszcz także drobny i monotonny, na ziemniaczkach kładę kratkę a na niej ryby i całość osłaniam tacką. Pada i przestaje, mży i przestaje, lekko podkładam do ognia. W deszczu dosadzam fasolkę karłową, w wilgotną ziemie wsiewam aksamitki, koperek, nagietki, wreszcie deszcz zagasza ognisko więc wygrzebuję z popiołu ziemniaczki, rozchylam folię z rybką, siadam na zacisznym tarasie i jem rękami, ach, jak smakuje! Deszcz  ustał, wychodzi słońce, pięknym późnym popołudniem chodzę z aparatem po działce do czasu, gdy przeganiają mnie komary. Drugi raz czytam „Zew natury” smakując tym razem każdy akapit, każde zdanie. Z herbatka wychodzę na taras i widzę jak mgła nadciąga od zachodu, zawłaszcza łąki, potok, drogę, trawnik. Znowu aparat i na spacer.

       Planuję wyjazd w południe po przecięciu barwinków bo zachłanne tak, że nie pozwalają rosnąć żywopłotowi. Powyłączałam, zabezpieczyłam, zapakowałam autko i …… nie zapala. Coś ledwo mruczy ale ani ani. Obchodzę sąsiadów ale jest tylko Kubuś ze swoją Mamą a tu trzeba mena do zajrzenia pod maskę albo popchania bo prawdopodobnie akumulator się rozładował. Nic to, zostało czekać aż ktoś przyjedzie po pracy. Więc rozpakowuję, odbezpieczam, włączam, przebieram się i coś dłubię przy warzywnej grządce ale bez entuzjazmu. Gotuję rosół z trzech udek i reszty jarzyn i zjadam z makaronem dwie miseczki, zostaje jeszcze pół garnka.
Znowu idę „po sąsiadach i przychodzę z trzema, razem mają z 80 lat więc migiem rozpędzamy autko i zapala od razu. Rewanżuję się zabierając jednego z nich na miłą przejażdżkę do Miasta Wojewódzkiego.

       Nazajutrz się okazuje, że przywiozłam też kleszcza. Pani pielęgniarka już mnie nie pyta w czym może pomóc tylko gdzie tym razem.
       Przeczytałam w Internecie, że „z gadów jadowitych spotyka się w Polsce jedynie żmiję zygzakowatą” i „Jad żmii jest niebezpieczny dla dzieci poniżej 5 lat, osób starszych, chorych oraz alergików.” Czuję się uspokojona.

16 komentarzy:

  1. Tytuł jak z horroru. :) U nas też są szerszenie i to wyjątkowo wielkie. Dobrze że nic Cię nie ugryzło. Swoją drogą, taki sus na stolik to bym chętnie zobaczyła. :))) Wiem, wredna jestem. :)))
    A poranne zdjęcia są fantastyczne. Takie nastrojowe, magiczne. Na jednym jakieś zwierzątko z młodymi. Ale nie widać jakie, podobne trochę do perkoza. Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ masz rację Magdalenko, musiało to wyglądać hecnie :))) normalnie to się gramolę a wtedy wyskoczyłam jak na sprężynce, 50 lat mi ubyło - na moment niestety. To ten stolik na przedostatnim zdjęciu (z czarnym ptaszkiem z pomarańczowym dziobem).
      To zwierzątko to dzika kaczka z siedmioma młodymi, płochliwa bardzo, nie pozwala bliżej podejść ale jak tak płyną sznureczkiem za panią matką to widok rozczulający.

      Usuń
  2. Myślę, że to były zaskrońce, nieszkodliwe, niegroźne, na pewno będą wychodzić, wygrzewać się na słońcu, więc albo przyzwyczaisz się do nich, albo będziesz cały czas zaglądać pod nogi z duszą na ramieniu; no cóż, zabieramy naturze coraz to nowsze tereny, więc one usiłują żyć w tym nowym, przetworzonym środowisku; jeśli nie rozdrażnisz szerszenia, też nie będzie groźny; o! będziesz jeść swoje pomidory za tydzień!; a wracając do żmij, to wpełzła kiedyś do naszej chatki, psy ją wyczuły, zagoniły w kąt, nie atakowała, tylko głośnym sykiem usiłowała przestraszyć; kiedy opowiedzieliśmy o tym Jankowi, poprzedniemu właścicielowi, to skwitował to jednym, jakże trafnym i dosadnym stwierdzeniem: Chcieliście, k...a, natury, to ją macie! ... i pewnie bardziej trzeba obawiać się żmij tych na dwóch noagach, o, te to potrafią, dziurki nie zrobić, a krew wypić.
    To prawda, trzeba przyjąć przyrodę z całym inwentarzem, choć czasami nieładny, lubi przestraszyć, ale można żyć obok siebie, nie niszcząc i szanując; nie bój się tego, Krystyno, przed koszeniem przepłosz, potupaj, uciekną, albo schowają się, a z czasem będziesz je z ciekawością obserwować.
    Dopadł mnie kryzys, jestem rzadziutka, z przeciętym do kości palcem, krwotocznym nosem, ach! uciec choć na chwilę z tego młynu, co niniejszym dziś czynię, szkoda, że tylko na chwilę; pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To działo się tak szybko, były chyba bardzo młode, stąd myślę, że tam może miały gniazdo, wystraszyły się na pewno bardziej niż ja.
      Macie absolutną rację, Ty i Janek, trzeba brać naturę z całym dobrodziejstwem inwentarza, to właściwie łatwe jeśli to wybór a nie konieczność. Ja się wystraszyłam bo to był mój pierwszy raz i nic nie wiedziałam, zaskoczenie uruchomiło odruch obronny. Teraz przeczytałam o ich zwyczajach i nie będę się bać, wiedza i doświadczenie to potężna siła.
      Myślę i wiem, że nic nie jest w stanie zniechęcić mnie do Natury, bo te incydenty to jak przysłowiowy pieprz w potrawie, który tylko wyostrza smak.
      Natura leczy Mario, wydobrzejesz na Pogórzu szybko a ten przecięty palec i kryzys to znak, że potrzebny Ci odpoczynek od remontu i kilka dni świętej bezczynności.
      Dziękuję Mario i przesyłam serdeczności

      Usuń
  3. Krystynko, tez mysle ze to musialy byc zaskronce, niebezpiecznych wezy ogrom to jest tutaj, ale takie roboty ogrodowe to chyba zawsze lepiej wykonywac w pelnym obuwiu,
    Przygod masz co niemiara i jak zwykle ciekawie opisujesz, mgly rano to jest cudowne, ja bym wstawala bardzo wczesnie, bo wtedy jest najpiekniej. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Teresko ale w kaloszach i skarpetkach jest mi za gorąco latem a wtedy jest najwięcej ogrodowej pracy a własną działkę ma się po to, by chodzić po niej na bosaczka - tak dotychczas myślałam. Teraz, kto wie?
      Wiem, że rankiem jest najpiękniej, zwłaszcza latem ale ja jestem sową, późne usypianie i późne wstawanie. Czasem nastawiam budzik, ale tylko czasem.

      Usuń
  4. Krystynko, właściwie to bardzo dziwne, że wcześniej u siebie na działce zaskrońców nie spotkałaś. U nas jest ich bardzo dużo, uwielbiają grasować w drewutni, często spotykam je również na trawniku mimo, że i pies i koty po działce chodzą. Niestety są i u nas żmije zygzakowate, grubaśne takie, tych się boję, jestem uczulona nie tylko na jad owadzi... Wiem, że żmije same z siebie nie zaatakują, ale można po prostu ich nie zauważyć i na ogon nadepnąć, a wtedy atak murowany. Szerszenie sukcesywnie "oblatają" dom i szukają miejsca na gniazdo, więc jak tylko widzę, że podoba im się jakaś deska i schowek w tej desce, to spryskuję to miejsce specjalnym środkiem, który szerszenie odstrasza. Kiedyś, gdy tego nie stosowałam szerszenie założyły gniazdo pod dachem i atakowały przechodzących, broniąc swego domu. Co do kleszczy, to jest ich w wym roku strasznie dużo, tak jak i komarów. Serdeczności!

















    'dziupla"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiko, ja dopiero pierwszą wiosnę tu mieszkam na skraju, wcześniej na poprzedniej, maleńkiej działce było chyba za ciasno, dla mnie i fauny. Zaskrońce są pod ochroną, jaszczurki uwielbiam, na odstraszanie szerszeni już za późno bo bzykają niestety przy drzwiach wejściowych ale dopiero się uczę. Na kleszcze i komary nie mam sposobu chociaż podobno są jakieś szczepionki na odkleszczowe zapalenie opon. Ale jak pisze Maria, chciałam Naturę to ją mam - z dobrodziejstwem inwentarza.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, powtarzajcie mi nazwy ptaszków bo mnie pamięć zawodzi

      Usuń
  6. Atawistyczny lęk... nosimy w sobie. Bo przecież groźniejsza w skutkach jest jazda samochodem ... A żmije, węże... br.... Koś, koś ... niech sobie idą do lasu :), tam ich miejsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja głowa to wie ale odruch pozostaje. I mimo wiedzy będę je omijać. Ale jak się mieszka na skraju to przecież ich teren, to ja powinnam koś, koś - a kysz, wracać do miasta. Ale damy sobie radę.

      Usuń
  7. Jak nie misiek, to żmijki hi hi. Żyjesz na łonie natury, to i nie ma się co dziwić, a co Ci te żmijki mogą zrobić, malusie. Zresztą jak widzimy, nie masz się czego bać :), a p.kleszczom się szczepiłaś czy coś, bo z nimi rzecz ma się inaczej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Cesiu i się nie skarżę, trzeba współżyć z Naturą, czasem bardzo blisko jeśli tak się wybrało. Ale nie skarżyć się a przegadać to dwie różne sprawy. Słyszałam o szczepionce ale na boleriozę podobno nie ma mocnych. Ściskam za szyjkę, moja cosik zaniemogła.

      Usuń
  8. Ania z Siedliska30 maja 2013 08:25

    Niezłe gadziny wyszły Ci na światło dzienne ! Te czarne żmijki to mogły byc malutkie zaskrońce ( miałam takie u siebie i właśnie są czarne). W popłochu mogłaś nie zauważyc drobniutkich, żółtych plamek na czaszce. natomiast z szerszeniami raczej sie nie zaprzyjaźniaj. To wyjatkowe dziadostwo i trzeba działac zdecydowanie, by pozbyc sie ich na dobre. Przy wymianie dachu moga być niezbezpieczne !!! Szkoda, że nie jesteś moją sąsiadką :-(. Fajnie by było miec kogos w poblizu, kto odgania pioruny zapalonymi świecami :DDD. Serdeczne uściski !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już myślę bidulki ale wtedy nie było mi do śmiechu.
      A szerszenie, osy, komary, kleszcze, muchy i meszki - jak to jest że tyle razy mniejsze od nas tak nam mogą uprzykrzyć życie? Jest sprawiedliwość na świecie - widziały gały co brały! Moje nie widziały.
      Aniu, to działa, nawet jak się nie wierzy. Może dlatego, że zanim pomyślę już jest po połowie burzy i sama też by przeszła. Ale wolę myśleć, że mam moc niezwyczajną.

      Usuń