motyle

piątek, 20 czerwca 2014

Relacja z remontu cz. I

Przed remontem.
Od lat planowałam ten remont, przygotowywałam się do niego od miesięcy a przez kilka dni przed godziną zero wynosiłam meble, sprzęty, rzeczy wszelkie z kuchni i gabinetu do pozostałych dwóch pomieszczeń, teoretycznie niezagrożonych remontem. Najpierw powoli, z namysłem, osobno zawartość każdej szafy i szafki, w osobnych workach i kartonach. Na ostatni dzień zostały tylko niezbędniki. A ponieważ już nie było na nie miejsca poupychałam je to tu, to tam, to gdzieś. I przez cały remont szukanie kubka, garnka, patelni, kawy, herbaty, soli, nożyczek, zapałek, dowodu wpłaty, faktur do zapłacenia, kremu, okularów ... czasem znajduję a czasem kupuję nowe, bo prościej i szybciej.
Dzień pierwszy
Noc moja, taka ważna, marnie przespana ale na szczęście dwaj Panowie zaczęli od rana, zgodnie z umową. Duży plus na początek, bo trochę niepewności było po różnych remontach w Brzózie K. Najpierw wynoszenie, osłanianie, ustalanie i jadą na zakupy. Po powrocie, już we trzech, demolka na całego. Zrywanie fototapety i tapety, wycinanie przejścia. Że brud i śmieci to rozumiem ale skąd tyle kurzu?
Cyknęłam kilka fotek i uciekłam na balkon, jedyne jako tako spokojne miejsce. Usiadłam na ławeczce sącząc piwko, gapiąc się wiatr w gałązkach i nadsłuchując odgłosów z mieszkania. 
Zrywają tapetę, klej, farbę, kują tunele dla elektryki, montują gniazdka i przełączniki, osadzają futrynę, szpachlują ściany. Oczywiście co chwilę tam zaglądałam może i troszkę przeszkadzając ale takie prawo inwestorki (choć młodzi fachmani nazywają mnie kierowniczką).
To była dłuuuuuga, solidna dniówka, dla nich i dla mnie. I prawie upiłam się tym jednym piwkiem, z emocji, strachu i nerwów. A gdy poszli, już mi się nie chciało ani sprzątać, ani zmywać, ani ogarniać, ani osłaniać - tylko włączyłam TV a tam leciał serial "Siła wyższa". Cudny serial, wspaniały relaks, bałagan mi zobojętniał, nie oglądałam już nic więcej, zwłaszcza wiadomości. Usiadłam jeszcze na chwilę na balkonie, tym razem z tonikiem i czekałam na zmierzch, na zmrok, aż zapaliły się latarnie. Poszłam wcześnie spać. Dzień pierwszy przeminął.
Dzień drugi
Noc znowu nienajlepsza, posiłkowałam się tabletką Henia i nastawiłam budzik. Wyrwał mnie tak brutalnie z głębokiego pierwszego snu, że się nie mogłam pozbierać do południa. Ale na szczęście drugi dzień remontowy króciutki, trzech fachowców w dwie godziny zaszpachlowało, zagipsowało wszystko co trzeba, zebrali folie i śmieci, odkurzyli wielkim odkurzaczem i ... poszli. Teraz ściany muszą wyschnąć i tylko czas potrzebny. Zmiotłam i odkurzyłam dokładniej podłogi  i przemyłam mopem. Ale to tylko na fotkach wydaje się, że już z górki.
Bo nazajutrz będzie dzień trzeci i szlifowanie. I dobrze że tego jeszcze sobie nie wyobrażałam, chociaż chyba nocą przeczuwałam. Więc całkiem spokojnie pojechałam do miasta po karnisz sufitowy, tapetę zielonkawą, folię mocną, taśmę i inne drobiazgi. Karnisze cudaczne, ściennych zatrzęsienie a sufitowych ( a taki mi potrzebny) skromnie. Ale to dobrze, bo wybór mniejszy. Kupiłam zwykłą, podwójną, dyskretną szynę. Tapet też zatrzęsienie, wielce cudacznych, ale zielonkawych skromnie. Zielonkawych, niepapierowych jeszcze mniej. A jedyna, która mnie zachwyciła, zielonkawa i niepapierowa, niestety tylko do klejenia w pionie. Więc narazie będzie bez tapet, farba za to ekstraordynaryjna. Zmywalna, oddychająca, hypoalergiczna, 4 x trwalsza, nie tracąca koloru, przyjazna dla środowiska i ..... nietania.
Po powrocie usiadłam w opustoszałej kuchni i wymyśliłam nową koncepcję kącika przy oknie i przy stole. Na biało - błękitno jak stół, szafki dolne z blatem a górne z szybkami matowymi.
Potem kąpiel bo dziś wieczorem Walne Zgromadzenie Spółdzielni Mieszkaniowej, ważne bo będzie poruszana sprawa ocieplenia i remontu naszago bloku, a czekamy na to z nieziemską cierpliwością parę lat
Dzień trzeci
 ... i trzecia noc, wcale nie lepsza. Mogłam pospać dłużej bo wysłali smsa, że później zaczną ale ja nie słyszałam telefonu więc od rana w stanie gotowości na szlifowanie i apogeum zapylania. Wcześniej wywlokłam wszystko z górnych szafek kuchennych bo się okazało, że jednak będą zdejmowane i wynoszone. Nic to, bo i tak od piątej nie spałam a do trzeciej jeszcze nie. Więc jeszcze rankiem przygotowałam prowiant na dwa dni, ciuszki na Boże Ciało, niezbędniki czyli klucze, telefon, portfel, aparat. Bo gdy polakierują podłogi nie będzie można wejść do mieszkania jakiś czas.
Niebo bez chmurki, zapowiada się gorący dzień. I dobrze, bo farby muszą schnąć szybko by pomalować dziś dwa razy. Ale zanim będzie to malowanie było szlifowanie tego co zaszpachlowane i zagipsowane wczoraj. I tu spełniły się moje najgorsze przeczucia, chociaż mieli maszynę do szlifowania bezpyłowego. Co się działo w środku ... nie do opowiedzenia, zresztą wyszłam na ławeczkę pod blokiem po kilku minutach, ze sztywnymi włosami za głowie i na rękach, pyłem w nosie, uszach, oczach, cała skrzypiałam i szeleściłam pokryta białym pyłem. Z otwartych okien buchały kłęby pyłu. No może nie buchały ale i tak przeniosłam się na ławeczkę z dala od bloku, bo mi było trochę wstyd, że tak zakurzam w przeddzień Święta, gdy wszyscy już posprzątali. A to trwało ponad cztery godziny !!!!! Kazałam się zawołać na pierwsze pociągnięcia pędzla czy wałka więc gdy wróciłam już pył opadł i było ogarnięte, nową folią okryte i robione zaprawki w rogach i na krawędziach. Olaboga! Za ciemna ta niebieska, całkiem nie jak na próbce, o dwa tony za ciemna, olaboga. Pan malarz uspakaja, że jak wyschnie to się rozjaśni, będzie taka jak chciałam, że jak mi się wtedy nie spodoba to zamaluje na inny i czekać trzeba cierpliwie. Ale ja krążę po maleńkiej kuchni, przy drzwiach za ciemna, przy oknie takoż, zza drzwi także, swoje wiem, współczesne farby ciemnieją po wyschnięciu ... Łykam maleńką tabletkę i idę na spacer na godzinę. Gdy wracam, mając w oczach ten ciemny lazur - pozytywne zaskoczenie. Już szafki zawieszone i rzeczywiście kolor się rozjaśnia, choć farba nadal jeszcze nie sucha. Już prawie tak jak chciałam, lodowy błękit.
Właśnie zaczynają malować gabinet kolorem narcyz, dwie ściany i sufit i tu od razu mi się podoba. I na mokro i po wyschnięciu. Blady żółty krem. Hossanna! Teraz już będzie dobrze.
Jakże się myliłam. Wprawdzie po pierwszych pociągnięciach zieloną farbą nie odezwałam się olaboga ale to chyba z przerażenia. Za jaskrawy, za inny od wybranego, niedobry i tyle. I znowu pocieszają by poczekać aż wyschnie, że zawsze można przemalować bo to dopiero pierwszy raz. Na szczęście już wieczór, jutro Święto, mam dzień czasu na oswojenie się lub wybranie innej zieleni. Robię fotki tej problematycznej zieleni z różnych stron, o różnych porach ale ona umyka, oczy widzą inaczej ale też bardzo różnie. Nadjedzie pomoc, Młodzi przyjeżdżają, ja już więcej nie wymyślę, odpuszczam do jutra - a wieczorem, do północy odkurzam, zmywam, przecieram w mieszkaniu, na klatce, na schodach, na chodniku ...ślady remontowe. Tu jest wieś, na Boże Ciało musi być czyściusieńko. Prysznic i padam. I śpię 9 godzin, bez przerw właściwie, snem głębokim i oczyszczającym.


Dzień czwarty. Zasłużony odpoczynek.

21 komentarzy:

  1. Krysiu, i wszystko przezyłaś!
    A teraz jak masz pieknie! Błekit kuchenny bardzo ładny, a zieleń tez ciekawa!
    Ciesz sie, że juz po wszystkim i odpoczywaj!
    U mnie na Boze Ciało przez cała procesje lało jak nigdy, ale potem wyszło słonce!
    Usciski posyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie po wszystkim chociaż już z górki, bo trzeba posprzątać (i powyrzucać), poukładać i dokupić co nieco. Na odpoczynek trzeba jeszcze poczekać.
      U nas nigdy nie pada na procesji, choć czasem uleje tuż po. Dziwne ale prawdziwe. Co u Ciebie słychać, bardzo zapracowana? Pozdrawiam

      Usuń
    2. Czy mogłaby Pani zdradzić co to za wspaniały odcień farby ten błękitny w kuchni? I d e a l n y błękit! <3

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. To farba Dekoralu o nazwie lodowy błękit. W rzeczywistości jest jeszcze bardziej uwodząca i niebiańska. Tą farbą jest pomalowana moja kuchnia ale też cała izba w chatcie. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

      Usuń
  2. Ania z Siedliska20 czerwca 2014 18:54

    Olaboga ! Krysiu, to był wielki remont i naprawdę szybko poszło ! Zielone ściany trochę mnie zaskoczyły :-), nie dziwię się, że Cię ten kolor zdumiał. Na szczęście farb w sklepach nie brakuje, zawsze można poprawić. Jesteś niesłychanie dzielna - przeżyłaś małe trzęsienie ziemi ale szybko się pozbierasz i odeśpisz. A jak pięknie będzie już niedługo ! Uściski !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszło szybko Aniu ale to jeszcze daleko do końca. Narazie skończyli fachowcy, teraz na mnie kolej, czeka na mnie praca fizyczna, psychiczna, umysłowa i intelektualna. A mam na to tylko tydzień. Serdeczności.

      Usuń
  3. No faktycznie - niezła demolka.:) Ale pięknie będzie! Ten błękit bardzo mi się podoba, ale tu nie jestem obiektywna. :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo zła demolka Grażko, tyle że skutki dobre, bo to przejście bardzo praktyczne. To błękit lodowy, taki sam mam w izbie brzóziańskiej. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Po pierwszy chzdjęciach zawołałam OLABOGA!! Jak to przetrwać??? Po drugich zdjęciach...wołam AUUU!! O Jak ładnie!!! Jakie tempo!!! A już dalsze zdjęcia....???
    No cóż , powiem Warto było!!!
    Przytulam zmęczoną "Cię" i życzę odpoczynku w chwilach układań....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem jak to przetrwałam ale nie było łatwo. Najtrudniej zacząć, potem już nie masz wyjścia i musisz iść do przodu. I jeszcze to układanie :-(((

      Usuń
    2. Noe znoszę układania , wkładania..brrr
      Ale przebrniesz i przez to:):):
      A potem tylko wypoczywanie!!!
      wiem , wiem zaraz napiszesz,że zawsze jest coś do zrobienia:):)
      :):):):):):):

      Usuń
    3. Odpisuję: "Zawsze jest coś radosnego do zrobienia" :-)))

      Usuń
    4. o na to daję pełne poparcie..a ja jadę sobie na Śląsk, pa, pa!!!

      Usuń
  5. Jak to mówią każdy remont się kiedyś skończy, A tu koniec widać
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się kiedyś kończy ale póki trwa, utrudzi i zachwyci !

      Usuń
  6. Ja też zawołam OLABOGA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Podziwiam ćię za odwagę ,chociaż trafiłaś na rzetelnych fachowców,którzy migiem się uwinęli z robotą .Zjednej strony Ci współczuję,a z drugiej zazdroszczę tego remontu,bo masz go już za sobą i wrażenie ,że wprowadziłaś się do nowego mieszkania.Uszy do góry,młodzież przyjedzie,to będą nowe ręce do pomocy. Całuski - Iśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie odwaga Isiu, to mus. Ale rzeczywiście ekipa sprawna, kompetentna, uczynna i grzeczna a to dla mnie bardzo ważne. Młodzież przyjechała jakby za wcześnie, jeszcze nie był czas na sprzątanie. A zresztą muszę wszystko poukładać po swojemu. Serdeczności dla Całej Twojej wielkiej Rodzinki

      Usuń
  7. Myslalam, ze odpoczywasz w Brzozce, a tu taki remont, lallll! Znam ten bol, my dlugo odwlekalismy remont i niestety przymierzamy sie dlugimi krokami do tego "wyzwania" bo to wielkie wyzwanie w koncu wszystko trzeba ruszyc.
    Nie zazdrosze Ci tej pracy, ale za to bedzie pieknie.

    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpoczywam w międzyczasie ale to króciutkie wypady. Ja też przymierzałam się do tego remontu kilka lat i już więcej się nie dało. Może nie piękniej ale wygodniej, a to dla mnie ważniejsze. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Bardzo ciekawe i odwazne kolory. Remont to chyba zmora nas wszystkich,
    niestety kiedys przychodzi ten czas, ze jest nieunikniony.
    Pieknie bedzie, oj pieknie:)


    Krystynko martwie sie o Ziololudka nasza rudowlosa Weronike, czy moze Wiesz co u niej slychac?
    Od dluzszego czasu nic nie pisze, mam nadzieje, ze u niej wszystko w porzadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe i odważne, powiadasz, a co! Ta zieleń jest bardzo zmienna w odcieniach, w zależności od światła i półcieni, prawie jak w naturze.
      Też troskam się o nią, ostatni post był smutny ale optymistyczny. Zainspirowana Twoim pytaniem wysłałam jej maila. Jak coś będę wiedzieć dam znać. Pozdrawiam

      Usuń