motyle

piątek, 18 grudnia 2015

Adwent

Po połowie grudnia a jam jeszcze nie świąteczna, chociaż adwentowa. Powinnam zmywać, myć, odkurzać, pastować, przecierać... czyli sprzątać a może nawet zapasy kapusty, cebuli, mąki, cukru ..... do domu już ściągać ale tak mi się dobrze i szczęśliwie w życiu ułożyło, że prawie wszystkie święta Bożego Narodzenia spędzam poza domem, chociaż w gronie najbliższej rodziny. Ktoś najmilejszy sprząta, krząta się, organizuje, troska się a ja tylko daję pracę rąk i serce, głowa buja w obłokach. 
Z inspiracji Tiny, trafiłam na początku grudnia, na rekolekcje adwentowe do ojca Adama "jeszcze 5 minutek"  Tyle mogłam poświęcić duszy nawet w niedoczasie. Zapragnęłam więcej i kupiłam jego książkę z  wcześniejszymi rekolekcjami. Okazało się jednak, że jeszcze nie jestem na nią gotowa. Może uwolnię ją i podam dalej a może zatrzymam i zacznę czytać za rok. 
A takie widoki za oknem w mieszkaniu, to też modlitwa. Na zewnątrz na ziemi szaro, pusto i monotonnie a na niebie wręcz przeciwnie. A jak w sercu i w duszy? W głowie i w myślach?
Zbliża się czwarta niedziela adwentu. Powoli zamykają się pewne sprawy i zobowiązania, kończą się jubileusze, zajęcia, badania. Te moje cztery rękodzieła adwentowe jak cztery świece we wieńcu. Jak mówią Mędrcy i Mądre ( a i Wikipedia też ) pierwsza świeca jest świecą Pokoju, druga Wiary, trzecia Miłości a czwarta Nadziei. A wieniec - zieleń to Życie, świece to nadchodząca Jasność, forma wieńca czyli krąg to powracający, nieustający cykl życia.

Bardzo mi dobrze w moim mieszkanku, w moim miasteczku o cudnej nazwie ale tę czwartą niedzielę adwentu chcę spędzić w chatcie na skraju.
Wiatr i deszcz za oknem a w kominku ogień - mnie to się chyba nigdy nie znudzi. Może spowszednieje, zbanalizuje ... ale znudzi - nigdy! ('Nigdy nie mów nigdy')
Czekają futrzaste kapciuszki, błękitny polarowy dres, flanelowa koszula, czerwone w serducha okrycie, kołderki i koce. Czekają świece i lampki, drewno, kora i draski. Czeka słój miodu gryczanego, sok z malin, dżem z owoców różnych, puszka suszonych grzybów, kawka i herbatki, makarony i kasze, olej i oliwa, cebula i czosnek ... Przywiozę chleb i masło, serek i pomidory. Będzie magicznie i refleksyjnie, zgodnie z naturą i niespiesznie, dziko i pysznie.

6 komentarzy:

  1. Pamiętaj zostawić coś dobrego za progiem w prezencie, dla miśka hi hi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miśka nie było ale sarenki czy jelonki hasały za ogrodzeniem, całkiem bliziutko

      Usuń
  2. Dzieci się cieszą. Te święta są właściwie dla nich. Ja nie mogę jakoś wykrzesać z siebie entuzjazmu i radości.
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo święta najbardziej cieszą dzieci, dla nich to magia. A dla nas już tylko rytuały i tradycja.

      Usuń
  3. Oj... ja nie mam na nic czasu... Zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze kilkadziesiąt lat i będziesz miała to co ja. Cierpliwości.

      Usuń