motyle

wtorek, 5 lutego 2013

Zimowa droga do raju


"Obudziłam się wczesnym rankiem, mama ciao, mama ciao, mama ciao ciao ciao ....... "
Jak zew to mus. Słońce może nie śpiewa blaskiem ale niebo obiecujące po całym tygodniu szarości więc szybkie ale obfite śniadanko (niezjedzoną resztę pakuję do pojemniczka), odzieżowe pakowanko i do garażu bo postanowiłam wziąć na spacer mojego kaczorka, tym bardziej że to wypad na jeden dzień tylko. Po drodze kilka postoi bo widoki, emocje, nastroje i cudna zmienność nieba tak, że do raju zajechałam w samo południe. Przebrałam się troszkę i po gospodarsku zwiedziłam swoje ogrodzone obejście, żadnych aktów wandalizmu i szkód nie widać. Potem wzięłam aparat, telefon i wybrałam się na dalszy obchód. I tu pierwsza nieprzyjemność. Aparat foto się zaciął, obiektyw ani drgnie i to jego niepierwsze fochy. Chowam go w wewnętrznej kieszeni (ciągle mam nadzieję, że to tylko zimno), spaceruję, obserwuję, zapamiętuję i wracam gdy już zimno i głód dobiera mi się do ciała. W chatcie tyle stopni co na dworze i to postęp bo w starej chatynce zawsze było chłodniej niż na zewnątrz. Przynoszę wodę z Tarlaki, bo moje pojemniki z wodą w chatcie zamrożone i robię sobie herbatkę malinową do reszty śniadaniowych kanapek. W chatcie druga nieprzyjemność, w kąciku kuchennym woda i wilgoć na podłodze. Próbuję dociec skąd, w końcu domniemywam, że to przecieka dach w czasie roztopów. Będę się tym przejmować później! Teraz, rozgrzana herbatką i najedzona, snuję plany i marzenia na obecny 2013 rok. Wiosną budowa komina, latem sanatoryjne odpoczywanie, jesienią drzewka owocowe, piecyk i drewno na zapas, zimą nacieszanie się ogniem. Gdy wreszcie się otrząsam już lekko zmierzcha więc przebieram się miastowo, pakuję i wyjeżdżam. I wtedy mój aparat jak się sam zaciął tak i sam się naprawia.

16 komentarzy:

  1. Alez piękne zdjęcia. Cudny dzień za Tobą. Porozmawiaj z aparatem , żby nie sprawiał Ci fochów, bo czytający bloga są zachwyceni zdjęciam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudny i miałam to szczęście,że jedyny od tygodnia troszkę słoneczny. Dziś znowu szaro wokół.
      Za wyrazy zachwytu dziękuję serdecznie

      Usuń
  2. Czasami tak jest , ze sprzety odmwiaja nam posluszenstwa w najmniej oczekiwanym momencie. Moze, cos w tym jest, aby dana chwile zatrzymac dla siebie, ktoz to wie.
    Mam nadzieje, ze naladowalas akumulatory i teraz na spokojnie wybierzesz sie do lekarza.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam Renato, że to bardziej potrzeba ulotności niż złośliwość rzeczy martwych, bo to nie przypadek.
      To nie tak hop siup do lekarza. Badania mam na 27 lutego a dopiero z badaniami do specjalisty ale mam nadzieję, że na Dzień Kobiet sprawię sobie taką wizytę na prezent.

      Usuń
    2. W kazdym badz razie dbaj o siebie, usciski:)

      Usuń
    3. Tak robię ale dziękuję, bo nigdy dość przypominania o tym

      Usuń
  3. Ania z Siedliska6 lutego 2013 07:44

    Oj, pewnie tez już Cie świerzbią paluszki, by wreszcie pogrzebać w ziemi ! Aparta trochę złosliwy ale piękny zachód słońca pozwolił sfotografować ! Uściski !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj swędzą Aniu zwłaszcza jak zapachnie słońcem i wodą. Za chattą od południowej strony już wypatrzyłam jakby kiełki narcyzów i pączki stokrotek. A i oliwnik wymaga postrzyżyn, jakoś jesienią nie zauważyłam wilków.
      Właśnie, droga do i z raju sfotografowana a cały środek w pamięci i w sercu. To nie przypadek!

      Usuń
  4. Jakaś złośliwość rzeczy martwych, ale może raczej chłód; jak był u mnie w chatce fotograf motyli, to trzymał swój aparat blisko drzwi, żeby mu szybkie ciepło nie zaszkodziło, na odwrót pewnie też to działa; widzę, że i w BK las przytrzymuje śnieg, a na polach łyso, i mleczna toń zamarzniętego zalewu ... już tydzień siedzę w domu, i tęskno mi za Pogórzem, i napalić by trzeba było, i po kątach pozaglądać; może nawiało śniegu, przymarzło i woda wkropiła się do chatty, cosik pewnie trzeba uszczelnić, bo może tam potem deszcz wciskać; zachód słońca jak malowanie; wielkie serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka delikatna maszyneria wymaga łagodności a nie termicznych szoków, dotyczy to też nas Mario, chociaż My zahartowani.
      W lasach jeszcze sporo bieli, na polach tylko w bruzdach a zalew zamarznięty, znowu widziałam wędkarzy łowiących w przeręblach i młodzież w zabawie na środku tafli. Mówią, że jest pokrywa lodowa ma 20 cm i że w niedzielę wjeżdżali na motorach. Aż mam dreszcze, taka lekkomyślność.
      Prace uszczelniające zostawiam na wiosnę ale teraz trzeba poobserwować słabe punkty. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ufff, cieszę się, żeś we formie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak ja się cieszę, że jestem. I Ty też sądząc z tego, jak łagodnie i beztrosko zniosłaś nietypową (a może właśnie typową)akcję nabywania radyjja. A przynajmniej pięknie gra?

      Usuń
  6. Krystynko, jeśli już mkniesz żółtym kaczorem, to domyślam się, że czujesz się dobrze :-) Dzień był przepiękny, co doskonale uchwyciłaś w kadrze. Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się całkiem dobrze, chociaż jeszcze nie na tyle pewnie, by zanocować w zimnej chatcie, troszkę daleko od ludzi.
      Do pogody to mam szczęście, jeden piękny dzień w otoczeniu wielu szarych i mokrych, dziś znowu siąpi, mży i zdjęcia dziś także bez kolorków.

      Usuń
    2. A u nas znowu zima, śnieg i mróz. Zaraz zabieram się za gotowanie rosołu. Buziaki!

      Usuń
    3. Ho, ho - gorący rosół na zimę, śnieg i mróz to to co tygrysy lubią najbardziej.

      Usuń