
W tym roku dziecka najbardziej w podróży, za całą rodzinkę, ze śniegiem i mrozem, we wszystkie Świąteczne dni. Po tylu latach, gdy u siebie organizowali albo w rodzinie współorganizowali te Święta, postanowili dać sobie i nam luzik, bez napinki i serdecznych ale jednak obowiązków.
Więc ja z siostrą w domu rodzinnym, może i było 12 potraw jak dobrze policzyć. Zdjęć niewiele, zwłaszcza szkoda, że nie ma na pamiątkę fotek dań wigilijnych tylko śniadania ale była za to spokojność i łagodne emocje. Całe 5 dni jedzenie i spacery z psem trzy razy dziennie, codziennie. 
A ja sama ale nie samotna, miedzy Starym a Nowym, dniem a snem, miastem i lasem ... odwiedziłam działkę i sforsowałam się długim, kilkugodzinnym spacerem po pobliskim Podlesiu. I zgubiłam się nie raz i upadłam potknąwszy sie o konary. Ale znalazłam trakt i z przygodami dojechałam do domu. Ale jeszcze przez kilka dni czułam ból w mięśniach, o których zapomniałam, że istnieją.









Wnuki z Warszawki też w domu, kameralnie bo po małym wypadku, który skończył sie na SORrze ale szczęśliwie. Mimo to Tradycja była, pracochłonna ale aromatyczna i smakowita!







Wnuk młodszy z rodzeństwem nieletnim, z Zuzią i Jasiem, w domu na skraju pod Wrockiem.
A córcia z mężem w górach, w schronisku i i urokliwej chałupie, w Święta i Sylwestra i Nowy Rok!
























