motyle

niedziela, 1 maja 2016

1 maja

Przyjechałam w słońcu cudną szosą, wolniutko, z przystankami i duszą na ramieniu. Zeszło dwa razy dłużej ale było warto.
Trzeba mi uprzątnąć bałagan pod tarasem. Ale najpierw znaleźć miejsce gdzie te przydasie ułożyć a to wysiłek psychiczny, fizyczny i intelektualny. Zbieram się do tego jak pies do jeża, obchodzę działkę w poszukiwaniu kwiatków, kiełków, pączków ... a  najlepszy czas poranny ucieka. 
Zbliża się południe, więcej ociągać się nie da. Najpierw przenoszę ciężkie czyli cegły, kamienie, rury, kłody, pniaki ....  Po przerwie obiadowej i po sjeście, te rzeczy niby lżejsze czyli deski i drewno ale w takiej ilości, że to wcale nie lżej. O zmierzchu rozpaliłam z wilgotnawych gałązek niewielki, wiosenny, dymny ogień, by przegonić resztki wiosennej niemocy.

Następnego dnia ja odpoczywam a Panowie pracują więc dlaczego pod wieczór taka jestem zmęczona? Wreszcie o szarej godzinie siadam, by rozpalić ognisko, tym razem nie na wiwat tylko pod ziemniaczki. I okazuje się, że trzeba wziąć drewno z tego, co tak misternie wczoraj układałam w stosiki i piramidki. Mogłam sobie oszczędzić układania ale jak to mówią, "Kto nie ma w głowie ten ma w nogach". Wreszcie jest dość żaru, by się upiekły ziemniaczki i podgrzała kapustka. Wiem, wiem, młoda kwietniowa kapustka pędzona na nawozach ale była krucha i jasnozielona i dałam się skusić. Wypełniłam brzuszek pysznym, gorącym jedzeniem, zagasiłam ogień i postanowiłam się położyć na chwilkę... No i obudziłam się po północy, wyspana jak niemowlak. A tu cicho wszędzie, ciemno wszędzie i to tak cicho i ciemno jak nigdy w miasteczku. Tryb dzienno nocny mi się rozregulował.

Dziś w planie przyjemna praca gdyby była dobra pogoda. Bo i posadzenie rozmarynu, kolendry, pietruszki i przesadzenie leśnych poziomek, wsadzenie sosenki którą mi jakieś licho wyrwało. Ale siąpiło i mżyło więc zrobiłam co należy, bez entuzjazmu i radości. Dla ziemi czasem tak trzeba. I gdy już spełniłam obowiązek wyszło słoneczko i w nagrodę poszłam na mały spacer popodglądać innych mieszkańców okolicy, jak pracują i wypoczywają.

Wieczorem ogniska nie było, zapaliłam w kominku i wcześnie się położyłam ale usnęłam późno bo, no cóż, po raz któryś przeczytałam do końca "Ścianę"
Wkurzyłam się na wszędobylskiego kurdybanka i na rozpustnicę gwiazdnicę bo wespół w zespół zawłaszczyły mi grządki, głównie poziomki i truskawki. Na ich tle przetacznik i mniszek to pikuś. Postanowiłam nie plewić bo przecież i tak ściółkuję je by się nie brudziły od ziemi. Pewnie plony będą mniejsze ale by skubnąć prosto z grządki wystarczy. Taki zrobię eksperyment tej wiosny.


Przez tydzień z pączków zaczynają się rozwijać kwiaty. A co będzie za dwa tygodnie!

A wisteria rozkwitła w tydzień !! Ile urośnie do jesieni?

15 komentarzy:

  1. Odkryłaś nową malownicza drogę do chatty? Pewnie, że czasem warto nadłozyć drogi dla takich widoków leśnych! Ale cudne te Twoje ziemniaczki z kapustką! Na pewno pycha!(jestem niepoprawnym łakomczuchem, na nic walka z tym nałogiem!). Kurdybanek i u mnie szaleje, ale tak go lubię, że staram sie jak najmniej ingerować w jego ekspansję. Pieknie sie zrobiło na świecie.Kwiateczki wszędzie. Kozy mają raj. Dzisiaj niebo zachmurzone mnie straszy a tam pranie mi sie pierze.Pewnie znowu dodatkowo sie na sznurkach wypłucze!:-)
    Krystynko!Uściski serdeczne zasyłamy Ci oboje!:-))***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nowa stara droga, teraz ją przerabiają na 'autostradę' i dlatego rzadko tędy jeżdżę. A młodą kapustkę po prostu uwielbiam, nawet z chlebem lub solo. Ale dodaję do niej wszystkie jarzyny jakie pod ręką i na końcu chlapnę śmietany. Delicje. Wiem, że masz słabość do kurdybanka, nawet łobuzerskiego. Jak najwięcej majowych spacerów po soczystych łąkach życzę. Ja już spakowana, jutro raniusieńko jadę do Toskanii. Już mam gorączkę podróżną :-) Serdeczności dla dwojga.

      Usuń
  2. Jakoś mi tak zostało z dzieciństwa że jak masz grządki to mają być wyplewione, ale jako że to las wokół to i słońca mało więc rośnie jak sobie chce, zawsze później niż u sąsiadów
    Przekleństwem są nornice i krety..
    A u Ciebie jak zawsze przepięknie i to bez względu na to czy z chwastami czy bez...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie już zdrowie nie takie a i dzieciństwo tak odległe, że robię po swojemu a nie tak jak matula kazali. Kretów mam niewiele ale nornice pracują za dwojga. I mam wrażenie, że na okopanym ich jakby więcej. Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  3. Roboty w ogrodzi nie brakuje ale ta wiosenna jest wdzięczna
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, ta jesienna czyli zbiory mnie bardziej podchodzi. I chwasty rosną wolniej i trawa też. Serdeczności.

      Usuń
  4. Kurdybanek i mnie szaleje ( jest niesamowity w swojej pasji do mnożenia się), tak samo jak jaskółcze ziele i przytulia. Nie upiekłam ziemniaczków w ognisku ale zrobiłam w nim pasterski garnek. Goście byli zachwyceni. Ziemniaczki teraz upiekę :-). Jak wyszedł nowy taras ? Nic nie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wilgotno i chłodno a to chwasty lubią najbardziej. Roślinki warzywne wolą słońce. Pasterski garnek to taka zapiekanka w kociołku? Ja taki czasem robię w zimie ale w rondelku i na piecyku. To stary taras tylko troszkę poszerzony, pokażę jak skończą. Uściski dla Ciebie i menażerii.

      Usuń
    2. Ania z Siedliska6 maja 2016 22:33

      Tak, zapiekac można same warzywa albo mieszankę warzywno-mięsną. Pokazałaś na zdjęciu "żabie oczka". To chwast z ogrodu mojego dzieciństwa. U mnie tez czasem się pokazuje ale najładniejsze żabie oczka ma przetacznik armeński na skalniaku. Zawsze z przyjemnością patrzę na Twoje roślinki i czytam opisy. Uściski !

      Usuń
  5. Zimne i wilgotne dni, tak jak obecnie, należy zwalczać ciepłem ogniska i grzankami ;)

    W tym roku się mniej cackam z florą przypadkową i gościnną i będę ściółkować grządki czym się da, bo na razie jeszcze nie posiałam zboża. A ty dalej widzę walczysz z kurdybankiem :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie robię, ognisko i kominek, pyry i zapiekanki.
      Ściółkuję siankiem czyli podsuszoną trawą ale tylko poziomki i truskawki.
      Walczę gębą. Wkurzam się, stoją i mówię: ty paskudo, łobuzie, kurdybanku przebrzydły, gdzie leziesz niecnoto. Pozdrawiam majowo.

      Usuń
    2. Mnie się z trawy, podsuszonej czy nie, robi na grządkach obrzydliwy zgnilny glut. Potrzebuję do malin czegoś mniej kupnego niż kora i bardziej dostępnego niż szyszki. No nic, będę eksperymentować, patrzę co ludzie piszą.
      Odpozdrawiam.
      ps. Z kolczurką miałaś rację.

      Usuń
    3. Niestety, kurdybanek ekspansywny jest bardzo. I ja z nim walczę. Oczywiście nie wszędzie, tylko na moi m trawniku. Najlepiej środkiem o nazwie Fernando. Na skalniaku paluszkami. A na grządki nie smie mi się wpychać, tam prędzej gwiazdnica.
      Jak nie chcesz plewić, to może wyściółkuj juz teraz, to się dziadostwo mniej rozpleni.
      A glicynia urośnie bardzo duzo, może nawet pójdzie do sąsiadów piętro wyżej!
      Do eko ściółkowania najlepsza słoma.

      Usuń
    4. Ekolandio, ja mam szyszek pod dostatkiem, tylko się schylić ale podobno pod maliny nie wolno bo za bardzo zakwaszają glebę. Ja malin mam niewiele, pasek ze trzy metry więc duże chwasty wyrywam a małe nie konkurują z malinami. Miłego dnia.

      Usuń
  6. Colorado. Ściółkowałam słomą ale tego potrzebna gruba warstwa. W tym sezonie zaeksperymentuję i zostawię truskawki w dywanie z gwiazdnicy, bo i tak mają już piąty rok i trzeba je odnowić.
    Na glicynię mam plan, będę ją cięła na drzewko, chociaż nie jest szczepiona na pniu. A jak będzie niegrzeczna wykopię i posadzę w lesie na polanie.

    OdpowiedzUsuń