motyle

niedziela, 8 marca 2015

Minimalizm i stoicyzm

Ostatnio, jakoś nieprzypadkowo często, spotykam się z pojęciem minimalizmu. Wystarczy wpisać to słowo w przeglądarkę i już otwiera się lista blogów o minimalizmie i prostocie ...
Główna teza to wystarczy mniej, zwolnij, upraszczaj, odłącz się od systemu, nie daj się zwariować....
Ale są pułapki bo dokąd minimalizm a odkąd dziadostwo a nawet zdziczenie? Chociaż akurat ja nie mam problemu z dziadzieniem i nawet kiedyś zadałam pytanie, czy baba może zdziadzieć? I czy dziki znaczy gorszy czy lepszy?

Ostatnio też, jakoś nieprzypadkowo często, spotykam się z pojęciem stoicyzm. Tu, po wpisaniu w przeglądarkę, same wikipedie, słowniki, encyklopedie i dwie książki. "Stoicyzm uliczny" i "Sztuka życia wg stoików"
Oglądając trailer i opis książki tutaj aż chce się ją kupić, i już natychmiast być stoikiem. No bo kto się oprze takiemu cytatowi: "stoicki sposób życia sprawi, że będziemy szczęśliwi w każdej sytuacji i w każdych możliwych okolicznościach". Ale po dokładnym doczytaniu widać, że to jeszcze jeden poradnik typu bla, bla, bla. Nie raz i nie dwa się nabrałam i wystarczy. Ostatni raz, po takiej właśnie rekomendacji, na własne życzenie, dostałam książkę" Stoicyzm uliczny" Marcina F. I co? I nico :-(
Nietrafiona inwestycja.

Post zilustrowany jest wschodami i zachodami słońca. No bo czy jest coś bardziej minimalistycznego i stoickiego niż wschody i zachody?

Dziś świętowałyśmy, wcale nie minimalnie, w kobiecym, miłym gronie, w lokalu "Konfitura". A jutro jadę do chatty. Tam dziki i dziadowski brzmi dumnie. I wolny i naturalny. I prostota jest cnotą.

19 komentarzy:

  1. W poradniki, rady i recepty na szczęście nie wierzę. Każdy ma swoje życie i jest szczęśliwy na swój sposób. Jeden jest szczęśliwy, gdy widzi cudny zachód słońca, inny - gdy widzi swój nowy telewizor. Wszyscy wiedzą jak powinno być, a życie - wiadomo jakie jest. :) Delikatnie mówiąc: nieprzewidywalne. I najlepiej cieszyć się chwilą. :)
    Właśnie - to zdjęcie z trawką jest fantastyczne. :)
    Bardzo sympatyczna nazwa lokalu. :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już też nie wierzę ale kiedyś myślałam, że coś w tym jest, że się można naumieć. I tego życia tu i teraz.
      Czasem zrobi się cudną fotkę zupełnie niechcący a czasem trzeba się czaić długo. Takie fotki "z przykucu" nauczyłam się robić od Cyrenejki, wychodzą niezawodnie.
      Nazwa ładna, jedzenie nie powala a wystrój bez stylu i gustu. Taki lokal na jeden raz. Pozdrawiam Grażko.

      Usuń
  2. Krystynko, gdzie ta Konfitura? Świetna nazwa. Chociaż z Twojej oceny wynika, że nazwa nie odzwierciedla treści. Więc nie dziwie się, że wracasz do swojej chatki. Masz tam naprawdę słodko. Foty piękne. Miłego marcowania na Podkarpaciu:) Dorotaxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, zawsze raz w roku wybieramy się w kobiecym gronie do nowej knajpki na obiadokolację i zawsze się dziwię, jak wiele zmian przez ten czas na rzeszowskim rynku restauracyjnym. Powstają i znikają - to niedobrze. Tylko w chatcie bez zmian, chłodno i smacznie. Kupuję to marcowanie, takie jurne i wiosenne. Ściskam mocno.

      Usuń
  3. Przepiękne zdjęcia, niektóre jak z bajki...
    Nie dajmy się zwariować modzie. Trzeba żyć po swojemu...
    Pozdrawiam - Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wschody i zachody takie są, bajeczne i magiczne.
      To nie o modę idzie, tylko o upraszczanie i niegromadzenie. Serdeczności Madziu :-)

      Usuń
  4. Jejku, jakie ładne zdjęcia! "Zdziczałam", i dobrze mi z tym, i nie zamieniłabym na nic innego; a "dziadostwo" kojarzy mi się tylko z wielką przyjemnością bycia babcią Jaśka; nie wierzę poradnikom; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wschody takie prześliczne. I rzadkie bo jestem sową i jak się wreszcie mi uda wstać i wyjść, to wszystko mnie zachwyca i pstrykam jak szalona bo nie wiem kiedy zdarzy mi się taka następna okazja. Ja wprawdzie jeszcze "zdziczałam" staram się zamienić na "znaturalizowałam" ale już coraz rzadziej.
      Bycie babcią to radość bez trudu, bez ograniczeń, bez końca. Pewnie z byciem dziadkiem tak samo. Uściski i serdeczności Mario

      Usuń
  5. Zgadzam się z Madziaila, nie dajmy się zwariowac, zmanipulowac ani sterować. O! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Manipulowaniu i sterowaniu można się oprzeć Czesiu ale swoim zwyczajom i wyborom trudniej. O! : ((

      Usuń
  6. A ja gdzieś trochę wierzę w ten minimalizm - że niektórzy w nim właśnie znajdują swoje szczęście. A właściwie odwrotnie - że w nadmiarze przedmiotów i w pogoni za kolejnymi można się bardzo łatwo zagubić i stracić sens życia. Stąd sama szukam swojego optimum - odkopuję się z niepotrzebnych przedmiotów, które tylko przeszkadzają i denerwują. Wszystko bez pośpiechu, bez narzucania sobie limitów.
    W ogóle termin "minimalizm" mi się nie podoba. Podoba mi się "prostota życia". Bo chciałabym, żeby moje życie było proste, bez kombinowania, bez niepotrzebnych wariactw - spokojne i szczęśliwe.
    Czasem czytam różne poradniki. Wybieram z nich to, co chciałabym zastosować u siebie w życiu i próbuję. Jeśli się nie przyjmie - zostawiam temat, nie wciskam nic na siłę. Jeśli się sprawdzi - znaczy, że coś zyskałam... Lubię czytać blogi. Takie życiowe. Gdzie ktoś pokazuje, że coś u niego właśnie się zadziało, pozytywnie zmieniło. Też wiele się uczę. To dla mnie najlepsze poradniki, zwłaszcza kiedy można wymienić się myślami z autorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej o życie mi szło niż o przedmioty i o złoty środek niż o minimalizm. Ale prostota to dobre słowo.
      Trudno nam żyć prosto bo nie ufamy życiu, oczekujemy pewności i bezpieczeństwa, którego w nas nie ma i próbujemy się zabezpieczać na wszelkie sposoby, poprzez finanse, rzeczy, rodzinę, związki ... i komplikujemy, obrastamy, gubimy się, przyspieszamy ...
      Kiedyś poradniki, teraz blogi. Szukam w nich składników na przepis prostego życia. Jak Ty, przymierzam i próbuję.

      Usuń
  7. Zachwycam się zdjęciami - zwłaszcza tym z trawką i zamglonym słońcem w tle.Oto kwintesencja minimalizmu w stylu japońskim. Czyste piekno i prostota. I ja temu hołduję. Oraz zdziczeniu, które jest dla mnie synonimem tutejszej swobody, wolności i spokoju życia w separacji od pilnych i irytujących spraw miasta i wielkiego świata.
    Słonko od rana szaleje!:-))
    Ach, życie - tylko jedno przecież jest, takie krótkie i kruche. I po swojemu trzeba je przezyć - w zgodzie z naturą i sobą samą.
    Uściski serdeczne zasyłam i dobrego tygodnia zyczę Ci Krysiu!:-)***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym Olu żyć pięknie i prosto, bardzo chciałabym ale to nie moja ścieżka. Za bardzo lubię przydasie i duperele, nieporządek i chaos. A i japończycy, ze swoją cudnie minimalistyczną kulturą i sztuką, żyją w biegu i stresie niespotykanym.
      Łatwiej żyć prosto w naszych siedliskach bo chociaż trosk i problemów wcale nie mniej, jakoś one nasze, z własnego wyboru, nie narzucone przez system tylko przez Naturę. A na Naturę się nie gniewamy.
      I deszcz potrzebny, taki własnie u nas od kilku dni. Pozdrawiam niedzielnie :-)

      Usuń
  8. Filozoficznie się zrobiło.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie myśli tłuką się po głowie gdy za oknem deszczowo i wietrznie. Nie zawsze może być ha, ha i cha, cha :-)))

      Usuń
  9. A gdzie podział sie mój zachwyt nad zdjęciami ??????????? Przecież wysłałam komentarz i to dawno, zaraz za Antonim ! Krysiu, zdjęcia rewelacyjne - z przyjemnościa powtarzam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nornice lub jakieś inne robaki go zjadły bo pewnie był smakowity.
      Aniu, ja muszę rankiem, w koszulinie, wyjść ze 200 m by widzieć wschód nad zalewem a by złapać zachód pewnie z 500 m. A Ty masz takie widoki z okien. Ale jak to mówią, im trudniej tym satysfakcja większa. Chociaż przecież nie tylko o satysfakcję tu idzie.

      Usuń
  10. Dużo tych zwiastunów i piękne takie :-))) Buziaki wiosenne!

    OdpowiedzUsuń