motyle

niedziela, 15 marca 2015

Marcowanie na skraju

Na skraju przedwiośnie zawsze później niż w miasteczku. Przyjechałam wczesnym popołudniem więc aż do przed-wiośnianego zachodu rytualne obejście, najpierw w miastowych ciuszkach a potem z aparatem. I szukanie zwiastunów wiosny na swojej działce.
I już miałam wejść do chatty i rozpalić w piecyku gdy zachodzące słońce wybarwiło szaro beżowy świat  na złociste brązy. 
Wieczorem już wyraźnie chłodniej więc z radością inauguruję przedwiośnie w chatcie. I tu niespodzianka? niemiła, trzeba zacząć od sprzątania. Wybieram i wysypuję popiół, czyszczę szybę, przynoszę szczapki brzozy na podpałkę, dokładam miękką olchę i gdy wreszcie się rozpala, dokładam twarde polana jesiona. Na płytce stawiam garnuszek z zupą zieloną (cukinia i cebula podsmażane z czosnkiem, dużo pora razem z zieloną częścią, trochę kapusty, ziemniaki, dużo natki pietruszki i szczypioru). Gdy gorąca, zjadam dwie nieduże  miseczki na obiad i kolację.
Wcześnie idę spać do łóżka ale usypiam tylko na godzinkę. Podkładam 2 polana i znowu próbuję usnąć ale sen nie przychodzi. 
Więc przenoszę się na fotelisko, pod milutką kołderkę wnusia i próbuję czytać mroczny thriller w jasnym świetle lampy. Mija północ i pierwsza, usypiam w tym fotelu znowu na godzinkę. Taki przerywany sen, w chatcie ma same plusy, w przerwach drzemek dokładam polano lub dwa i nie wygasa żar w piecyku. Ale to nie znaczy, że w izbie ciepło, gdy na dworze nocą mróz i chłód. 
Jaka by noc nie była, tutaj na skraju, zawsze rankiem wychodzę z aparatem na rekonesans. Czasem wcześnie, w nocnym stroju i pantoflach, na krótko, czasem później, w kurtce i gumofilcach, na dłużej. 
 
Takie niskie temperatury sprawiają, że dopołudnia spędzam w fotelach, okryta miluśką kołderką "od stóp do głów", zawsze z jakąś ciekawą i emocjonującą książką. Tym razem ze smakowitą. 
Jest coś niezwykle przyjemnego w otulaniu się miękką, ciepłą kołderką w chłodnej izbie. Jest coś cudownego w chłodnej izbie, co każe i pozwala otulać się kołderkami, kocykami, pledami. Jest coś z absolutnego bezpieczeństwa w takim kokonie, w takiej symbiozie fotela i kocyka, łóżka i kołderki. I jeszcze dobra książka na kolanach i kubek gorącego napoju w zasięgu ręki. W nagrzanych kaloryferami pomieszczeniach tego nie ma, tego uczucia nie poznacie. To tylko w izbie, gdzie od piecyka aż bucha gorącem a 3 metry dalej chłód kąsa ciało. No bo nie można się odpowiednio ubrać, gdy w jednej połowie izby mniej niż 10 stopni a w drugiej więcej niż 20. I górą ciepło a dołem chłodno. Takie prawa fizyki. Tylko kołderka najstosowniejsza, którą łatwo się otulić i równie łatwo odrzucić do domowych czynności. 
To początek marcowania, przypomniała mi to Dorotka. Lubię takie niegramatyczne, wymyślone indywidualnie lub jednocześnie słowa jak wakacjujemy, marcujemy, mniamuśnie, całuśnie .......

20 komentarzy:

  1. U mnie w ogródku przebiśniegi już przekwitaja, ale cóz się dziwić, Wrocek to przecież ciepła południowa kraina. Te niegramatyczne dobre, gdy pomysłowe i nie przesadzone, niektóre jak gwóźdź w plecy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, trzeba szybko do Botanicznego pojechać lub do Japońskiego. Tam to dopiero cudnie teraz.
      Ważne że szczere i z potrzeby serca, nie muszą się podobać wszystkim. Ja tam nie znam żadnego który byłby jak gwóźdź... Uściski wiosenne i słoneczne Droga.

      Usuń
  2. To są neologizmy a nie pomyłki gramatyczne :-))))). Wyobraź sobie teraz słodkiego psiaka pod kołderką albo jakiegos mruczusia na niej - i ciepełko większe i szczęśliwość radosna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie neologizmy wymyślają maluchy!!! Trafne i śmieszne :-)))
      Wyobrażam sobie Aniu, a jakże i może kiedyś jakiś zwierzaczek mnie znajdzie i wybierze. Pozdrawiam całą Twoją gromadkę i Twoje memłono, dla nich łaskawe.

      Usuń
  3. Na to "dołem chłodno" mam skarpety z owczej wełny, o wiele za duże, ale ciepłe; wygrałam je dawno w konkursie na świętojańskie wianki, na rajdzie, służą mi teraz; zakupiłam w zeszłym tygodniu do chatki opiekacz, taniutki, w biedronce, i na szybko można tościki z serem przypiec; nie mam takiego wygodnego fotela, tylko pleciony, i muszę miejsca pilnować, bo zaraz Miśka mnie podsiada; walczę dalej z krzakami w ogrodzie, tnę, składam na przyczepce, wywożę, czyli małe kłopoty i wielkie radości ... jak to masz w tytule, niestety, posiadanie nieruchomości wiąże się z robotami ciągłymi, a ogrodnika nie ma; za to w piątek nagroda, bo idziemy na koncert z krainy łagodności, a w sobotę rajd wiosenny z Marzanką; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, owcze drapiące skarpety i ciepłe kapciuszki niezbędne zimową porą. Opiekacz cuda potrafi zdziałać nawet z czerstwego pieczywa, odrobina masła, sera, pomidora, parówki i już posiłek na gorąco. Im większa działka tym mniejszy fotel, bo mniej czasu na fotelowanie - tak to działa. Ja te kilka krzaków obcinam w jeden dzień i narazie składam na stos, kiedyś wieczorem przy ognisku potnę na małe kawałki i wyłożę dno kompostnika.
      Łagodnego koncertowania, właśnie skończyłam oglądać zacisze z Antoniną Krzysztoń - ona bardzo mi ciebie przypomina. Czekam na relacje z koncertu i rajdu, oj będzie dużo zdjęć do podziwiania. Serdeczności.

      Usuń
    2. ps. Widziałaś moją chattę z drona. Teraz rozumiesz, są plusy dla starszej pani ale też minusy dla Pellegriny. Uściski.

      Usuń
  4. Piękny barwinek ze szronem. :) Brakowało mi zdjęcia zupy. :)))
    Lubię takie słowa domowe, rodzinne. Neologizmy, przeinaczenia, czasem błędy, ale one najczęściej kojarzą się z kimś drogim, z jakąś (najczęściej zabawną) sytuacją. Są ciepłe i swojskie. :)
    A słowa tworzone przez dzieci w trakcie nauki mowy, to inny i wspaniały rozdział. :) U nas swego czasu przebojem było: "kozenica pełzi", co znaczy: "gąsienica pełznie". :)))
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy takie słowa w rodzinie, których tylko my używamy, bo osoby postronne nie wiedzą nawet, że takowe istnieją i co znaczą; myślę, że związane jest to z tym, że wieś pogranicza, ludność mieszana, więc mama też używała tych słów; np. wysukotać tzn, wykruszyć zaschnięte błoto, tak jak spiera się plamę przy praniu ręcznym; albo horoiżyć tzn, stroszyć się, puszyć, jak młody kogucik; albo kwaśny jak jarszyniec, do dziś nie wiem, co to jarszyniec; nazwania dźwięczne, kresowe i nawet google nie radzą sobie z nimi; pozdrawiam.

      Usuń
    2. Tak rozwija się żywy język, jak ogród. I chwasty są potrzebne i zioła dzikie. Ale przygnębia mnie ilość i zalew anglojęzycznych nazw i zwrotów i brak środka na selektywną eliminację a roundapem szkoda. Są jak moje dzikie wino, posadzone z potrzeby by okryć nową siatkę a nie wiadomo kiedy rozrośnie się ponad miarę bo miejsce pod siatką potrzebne na maliny. Ale te rodzinne, zabawne słowa są jak niespodziewane krzyżówki bratków o trójbarwnych płatkach. Pozdrawiam Was Grażko i Mario!

      Usuń
  5. Pieknie wyglądasz Krysiu okryta tą ciepłą kołderką. Pewnie zdjecia córeczka Ci robiłą - z miłoscią patrząc na mamę? Dostrzegłam w Twojej twarzy podobieństwo do mojej ukochanej babci. Była oczytaną, wrażliwą, pełną ciepłą osobą. Brak mi jej...
    Pozdrawiam Cie serdecznie marcową porą!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oleńko, jak widać pięknie to pojęcie względne. Mnie nieodmiennie zadziwia, jakie miny robię przy czytaniu. A zdjęcie robiła sąsiadka, moja córcia niestety prawie 500 km dalej, w pracy i przy rodzinie.
      Wszystkie ukochane babcie są w jakiś sposób podobne do siebie, nie chcę by wnukom mnie zabrakło.
      Uściski wiosenne.

      Usuń
    2. Ja mysle, że pewien typ wrazliwości podobnie rzeźbi rysy. Jest w tym jakaś swojskośc, ciepło, znajome, przyjazne fluidy. A miny? Też nie jestem ze swoich nigdy zadowolona. Ale inni na szczęscie potrafia patrzeć na nas inaczej i dostrzegać to, co najważniejsze!:-))*

      Usuń
    3. Też taką mam nadzieję.
      Lubię fotografie ale ona uchwyca sekundę albo mniej. Tę ważną ale nie jedyną. Zawsze wolę najgorszy nawet filmik, czas u ruchu, postacie wielowymiarowe.

      Usuń
  6. Krysiu, a propos przebiśniegów, to zapomniałam dodać, że gdy wykopiesz je pod koniec kwitnienia, to od razu posadź na nowe miejsce. Nie czekaj do jesieni, jak z większością cebulowych. Pozdrawiam słonecznie i ciepło !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu, to też dobra wiadomość. Czasem zdarza mi się wykopać cebule czy kłącza, oczyścić je, przechować do jesieni i ..... zapomnieć.
      Serdeczności gorące.

      Usuń
  7. U mnie też leszczyna nad wyraz sypnęła kwieciem
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosna na całego, dziś i kalendarzowa i zaćmienie. Tyle miłych atrakcji z okazji pierwszego dnia. Serdeczności.

      Usuń
    2. Tak, masz rację Krysiu przy kaloryferach takiego milusiego ciepła, jak przy ogniu nie ma. Ja tez często pale w swojej kuchni kaflowej, otwieram drzwiczki, siadam w fotelu z kotami na kolanach i gapię sie w ogień, albo jem, a potem ucinam sobie dzrzemkę, albo czytam... najprzyjemniej, gdy na dworze zimno, a przy piecu tak miło, cieplutko.
      Uwielbiam te chwile! Sciskam ciepło.

      Usuń
    3. Amelio, to wie ta, która ma! I cieszmy się tym bo mamy wiele, dużo, mnóstwo powodów do radości.

      Usuń