motyle

niedziela, 15 lutego 2015

Kumulacja

Mam ambiwalentne uczucia co do tych społecznie, medialnie i merkantylnie "narzucanych świąt" jak Dzień Babci, Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Dziecka itp. Ta presja społeczna, te gadżety powszechnie kiczowate i drogie, ten natłok informacji, życzeń, uśmiechów. Bo gdybyż to chodziło tylko o miłość i czułość, to jestem za, nawet bardzo, ale żeruje się tu, na pierwotnych instynktach i potrzebach. I zarabia, zarabia, zarabia. Niby nikt Cię nie zmusza ale..... A Ci wszyscy bezdzietni i niezakochani?
I ta tegoroczna kumulacja: Tłusty czwartek, 13 w piątek a w sobotę Walentynki. Trzydniówka!!! A ja podziobana przez dermatologa :-(

Staram się takie "święta" obchodzić .... z daleka, szerokim łukiem ))). Niby nie muszę w tym uczestniczyć ale czy nie chcę? Bo czasem jest bardzo miło. Pierwszą tegoroczną walentynkę dostałam 5 lutego i stąd wiem, że to nie presja społeczna tylko szczera życzliwość mojej  Ukochanej Walentynki Asi.
A było tak. W ostatni czwartek stycznia, w inspiracjach na blogu umieściłam (bez podtekstu) fotkę kubeczków w sweterkach a już w następny czwartek odbierałam na poczcie paczkę, a w niej parka kubeczków w biało czerwonych sweterkach :-)  Śmiech i łzy wzruszenia. I materiał do przemyśleń, by uważać co umieszczam na blogu. Ale wyjaśniłyśmy sobie z córeńką, że dla niej to nie obowiązek ale przyjemność. A jaka wielka dla mnie!

Ciągle za ciepło na cudne rękawiczki, prezent pod choinkę, więc postanowiłam już schować je na pawlaczu i przy tej okazji popatrzyłam na metkę. "Vyrobeno v Nepalu. 100% vlna". Ucieszyłam się, buzia mi się roześmiała, dwa powody do radości. Po pierwsze primo, uwielbiam czeski, a po drugie sekundo, wykonane w Nepalu :-). To tak blisko Tybetu! I od razu popędziłam po stosowne, tybetańskie albumy. Tak, te same farby i kolory!!
Ps. wiadomość dla lubej Walentynki. Albumów z Tybetu mam wystarczająco :-)

Z okazji tej kumulacji kupiłam sobie zielony, polarowy kocyk, w 70 % promocji. Za 11 zł. Przypominał mi się hymn MO czyli milicji obywatelskiej, kto to pamięta? Próbowałam tu umieścić filmik z YouTube, już to umiałam ale tym razem nie wchodzi. Więc daję link TUTAJ
"Obywatelu, zrób sobie dobrze sam 
Przecież najlepiej wiesz o co w twym życiu chodzi 
Obywatelu, zrób sobie dobrze sam 
Nikt fachowiej niż ty osobiście ci nie dogodzi."
Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio skusiła mnie sezonowa promocja, pewnie dawno, skoro nie pamiętam. 
A od Cesi, w dowód wdzięczności a nie z okazji, dostałam cyklameny zwane w naszej rodzinie pod nazwą fiołki alpejskie. Halinko, czy to były ulubione kwiaty Mamy?
Demotywatory zawsze dobre na doła, i zimą i latem. Dla starszych i nie tylko. Mam osobny folder z ulubionymi i czasem do nich wracam, stąd może powtórzenia. Ale mnie bawią i śmieszą :-)))

21 komentarzy:

  1. "Vyrobeno w Napalu" mnie rozczuliło i rozśmieszyło! A zielony kocyk zachwycił - jest jak kawałek wiosny. Ależ kolorowo i wesoło u Ciebie Krystynko. To oczy raduje, bo za oknem znowu brak słońca. A tak już było pieknie...Słonko mnie tak zwiodło, że aż bez czapki latałam i teraz nosek zapchany troszkę.I nawet pranie już powiesiłam na dworze na sznurkach. Może za parę dni wyschnie!:-)) Ale za to jak będzie pachnieć!
    Serdeczności zasyłam w Twój ciepłobarwny świat!:-))*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Nepalu Oleńko, mnie wzruszyło i ucieszyło. Bo za dużo już tych made in China. Kolorem zaklinam tę czarno-białą zimę i rzeczywiście, dni jakoś szybciej mijają. Ale u mnie jeszcze z miesiąc do suszenia na dworze. Doczekamy :-)

      Usuń
  2. Tez mam do takich świat duży dystans.
    Jako były kadrowiec najgorzej wspominam Dzień Kobiet. To kupowanie pakowanie i kwitowanie paczki podłej kawy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dystans przychodzi z wiekiem Antoni, ze średnim wiekiem.
      Pamiętam, pamiętam, te rajstopy kwitowane na liście, te wymiętolone goździki - upokarzało to i obdarowane i dających.

      Usuń
  3. Cześć Kristin! Strasznie się usmiałam, ale powaznie nie znoszę niczego na siłę, w tym wielkich swiąt religijnych. Założyłam własnie nowy blog starej Ceśki, łyso mi bez Was :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiechu nigdy dość, nawet przez łzy. Witaj na Nowym, zaraz popędzę do Ciebie :-)

      Usuń
  4. Demotywatory są świetne. :)
    Walentynki obchodziłam w podróży. :) No i rozbawiła mnie reklama w radiu na ten temat. Samo święto by tak nie denerwowało, tylko to przymuszanie jest okropne.
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Demotywatory dla mnie są dowodem, ze jest jeszcze humor inteligentny a nie tylko kabaretowy telewizyjny. A może moje poczucie humoru jest inne niż kilku milionów telewidzów? Może to kabarety prezentują humor inteligentny?
      W podróży powiadasz, to dopiero była przyjemność! Mnie też denerwuje nie tyle idea, jestem nawet za, ale ta nachalność.

      Usuń
  5. O ile dobrze pamiętam to mama lubiła wrzosy i kolor fioletowy.
    Kubeczki śliczne , a jak Cię znam to rękawiczki przeleżą na wpawlaczu niejedną zimę :)
    Widzę, że teraz u Ciebie zielono mi i spokojnie.
    Dziękuję za prezenty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolory pamiętam, na pewno wrzosowe, liliowe i jasne fiolety ale jakie kwiaty? Jakie dostawała a jakie lubiła?
      Co ja poradzę że zimy takie niemrawe ostatnio. Ani na kożuchy ani na rękawiczki. Taki mamy klimat :-) Sorry.
      Są takie chwile, że już pachnie wiosną i nadzieją. Ale rzeczywiście, w tym roku dużo więcej niż poprzednio, pędzę na przyokiennym blacie.
      Cała przyjemność po mojej stronie. Tylko jeden słoiczek powideł, żeby się Zonia nie przedźwigała.
      Przytulam czule ulubioną siostrzyczkę i szwagra :-)

      Usuń
    2. Nie pamiętam aby mama lubiła szczególnie jakieś kwiaty, a dostawała co było w kwiaciarniach, bo takie były czasy.
      Ja też nie mam jakoś szczególnie lubionych, chociaż bardzo podobają mi się lilie ze względu na zapach .
      A jak z tym u Ciebie, bo nie zwracałam uwagi i dostawałaś różnie

      Usuń
    3. Jeszcze jedno, możesz mi pogratulować, zostałam emerytką z dokumentem:)

      Usuń
    4. Masz rację, Takie były czasy, że każdy kwiatek cieszył i (każdy tropikalny owoc).
      Mnie kiedyś zachwycały mieczyki ale od pewnego czasu im drobniejsze tym bardziej urocze. A najlepiej wiącha łąkowych.
      Gratulacje będą w liście ;-)))

      Usuń
  6. Nie lubię walentynek, wolę noc świętojańską, i cieplej, i bardziej swojsko; kubeczki śliczne, musisz je rozbierać do mycia:-) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubię noc świętojańską i puszczanie wianków po Tarlace, chociaż szybko gubią się w zaroślach przybrzeżnych. Kubki trzeba rozbierać do mycia, tak jak dzieciaczka, ale to miła odmiana. Serdeczności.

      Usuń
  7. Tak Krystynko, dla mnie też te wszystkie "święta" pachną komercją. Wolę spontaniczne, z serca płynące odruchy dobroci, zawsze, niezależnie od daty. Kubki - super! Serdeczności :--)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pachną - to bardzo łagodnie powiedziane. Moje lutowe prezenty i dary takie właśnie były, serdeczne i spontaniczne. Kubki urokliwe :-) Pozdrawiam.

      Usuń
  8. No wiadomo, że to wszystko komercja ale jednak...miła. Muszę sie pochwalic, że i ja dostałam ( od przyjaciółki Teni) dokładnie taki sam kubraczek na kubeczek ( czerwony) i szaliczek na drugi :-)))). A dowcipy fajne, ubawiły mnie. Szczególnie Amorek. Uściski !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na chłodne ranki i wieczory kubraczek na kubeczek idealny. Nic to, że trzeba rozbierać kubeczek do mycia.
      Dałam te dowcipu które i mnie się podobały, ciesze się, że i Tobie Aniu,

      Usuń
  9. Jedne z najmilszych moich Walentynek...w fotelu przy kominku, ze szklanką winka za 8 zł:) Było pyszne!!!
    A kubeczki masz przepiękne!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kominek w tym najważniejszy, przy nim nawet sikacz smakuje jak nektar ale za 8 zł to już zacne winko można dostać. A kubeczki od córeczki, są przecudne.

      Usuń