motyle

wtorek, 15 kwietnia 2014

Od brzozy do brzóz, w Brzózie.

Zainspirowała mnie Amelia i jej post: jeden dzień z życia wiejskiej kobiety . Z sympatią i podziwem śledzę jej zmagania z oporną materią i jej nieustanny zachwyt mimo wszystko.
Ranki chłodne, by nie rzec zimne. Do czytania w łóżku lub picia kawki w fotelu, ubieram polar i skarpety a czasem nawet kurtkę. Czekam z wyjściem z chatty aż zejdzie rosa, co trwa czasem i do południa. Ale mam w izbie dwa okna nieproporcjonalne bardzo, wąskie i wysokie, tworzące jakby witraże. W północnym, gdzie widok może nieszczególny, śliczności dodaje lustro, w którym odbija się okno południowe, z aniołkiem i z widokiem na brzozy. W Brzózie. Nic więc dziwnego, że do-południa szybko czas ucieka. Ale za to popołudnia pracowite w robotę i spacery. 
Żeby zrobić miejsce dla wreszcie porąbanego drewno olchowego, trzeba było przenieść grządkę ziołową bliżej stołu pod lipką i kuchni pod chmurką. A żeby zioła przenieść, trzeba było najpierw urobić ziemię na planowanej grządce a wcześniej wkopać tam obrzeże. Po przeniesieniu ziół, podlałam je obficie deszczówką, obłożyłam słomą i znowu podlałam. Mam nadzieję, że dzięki tej słomie, będę miała z tą grządką spokój do jesieni. Zero okopywania i zero podlewania.  

Wreszcie cudnie pomarańczową olchę układam w stos, do wysokości okiennic a na nim wreszcie porządkuję przekładane wciąż deski, tyczki i okrąglaki. Jestem dumna z mojego zapasu drewna i fotografuję go namiętnie i nieskończenie,  chociaż niektórzy wieszczą, że tak pięknie wyeksponowane będzie okazją dla złodzieja.

Wracam do chatty gdy głód zagania, rozpalam ogień w piecyku, nastawiam wodę i przy siedzisku pod lipką z fruwającymi wstążeczkami, przygotowuję obiad, pogryzając surowe warzywa i popijając czasem mlekiem, śmietanką, piwkiem, w zależności od zasobności spiżarni i ochoty. 
Potem znowu wracam do izby by ugotować i usmażyć małe co nie co i zjeść je powoli znowu pod lipką bo w izbie robi się za gorąco. Ale pod lipką za szybko stygnie więc jem w małych porcyjkach, donosząc je gorące z piecyka. Dużo tego ganiania, wprawdzie po kilku schodkach tylko ale dla wygody kładę zapasowe drzwi na trawie by chodzić po równym. Ale jakie to równo jak zamek wystaje i ciągle się o niego potykam.
Wkładam naczynia do miski w polowym zmywaku i idę na spacer jeśli słońce dopisuje.
A jeśli nie, to zasiadam z książką na kolanach, w fotelu z widokiem, w kuchennym kąciku, otwierając okno i ogrzewając okolicę i już tylko podkładam powoli po szczapce by żar nie wystygł. Albo wychodzę na taras, siadam na schodku i planuję niespiesznie jutrzejszy dzień słuchając ptasich wieczornych treli, które tak mnie rozpraszają, że z planowania nici. I się zadziwiam skąd taki mały ptaszek tak donośny i głośny głos wydobywa. Aż gardziołko mu sie wydyma i pierś unosi.

Ten blog to trochę taka afirmacja, zaklinanie rzeczywistości a chatta na skraju raczej sanatorium niż raj. Ale afirmujmy dalej, może kiedyś ..... 

22 komentarze:

  1. Chyba jednak raj, sądząc z opisów. Raj, bo miejsce ukochane i zachwycające, a sanatorium feee.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie byłam w sanatorium więc moje o nim wyobrażenie platoniczne wielce. Bardziej mi tu chodziło o to, że w sanatorium leczy się to co chore. I afirmacje takoż ten cel mają.

      Usuń
    2. Niczego sie nie leczy jeno oddaje rozpuście, a w ogóle nudu, pudy i pierdoły, odradzam. Nie ma, jak dzika przystań z własnym misiem!

      Usuń
    3. Rozpusta powiadasz? Nudu i pierdoły? Może to by mi się spodobało?

      Usuń
    4. Rozpusta może, ale nudy na pudy na pewno nie ;)

      Usuń
  2. Sam dla siebie to chyba nie miałbym ochoty gotować. Ja potrzebuje świadków swojego geniuszu kuchennego
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze Cię rozumiem, ja potrzebuję inteligentnego towarzystwa do tej genialnej twórczości i dlatego gotuję dla siebie. Serdeczności.

      Usuń
  3. Takie dni trzeba afirmować, bo straaasznie szybko uciekają, a są przyjemne :-) Ech obawiam się, że sąsiedzi mogą mieć trochę racji z tym drewienkiem, może kusić jakieś lepkie, leniwe łapska...
    Nie chcę Cię martwić, ale do jesieni to słoma nie powstrzyma wszendobylskich chwaściaków, one wykorzystają najmniejszą możliwość :-)
    cieplutko pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że przez lato drewno się spatynuje, zszarzeje i nie będzie tak nęcić i kusić. Może nawet obłożę je gałęziami i jedliną. Pod słomę w wielu miejscach położyłam karton, może i chwasty wyrosną i plony będą wystarczające. Kolorowo u Ciebie, pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Krystynko Twój dzień, tak inny od mojego,ten mój bardziej zabiegany...Twój bardziej spokojny, beztroski... choć u mnie też miało byc inaczej... miało być wiecej czasu na poczytanie, na spacery... na poleniuchowanie, może kiedyś...
    Piekne grządki u Ciebie, a piecyk swietny do grzania i podgrzewania. Pewnie masz ciepło w tej swojej chatce, aż zazdroszczę tego ciepła.
    Mnie marzy się coś podobnego, żebym tyle opalać i marznąć nie musiała, bo palacz ze mnie kiepski.
    Serdeczności posyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabiegany bardziej i pracowity bo masz zwierzątka i obowiązki a ja już na zasłużonej emeryturze i napracowałam się dość. Działka niewielka, po jednej jabłoni, wiśni, śliwie i moreli, rządek malin, dwa truskawek, troszkę kwiatków i trawnika. Piecyk funkcjonalny, cug mocny, długo się zastanawiałam nad jego wyborem. Ja jestem raczej chłodnolubna ale czasem w nocy posiłkuję się elektrycznym kaloryferkiem, zwłaszcza kiedy i zimno i wilgotno. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  5. Lustra dają nam złudzenie, że pomieszczenie większe, że to jeszcze jedno okno, a i okiem można rzucić, czy przypadkiem sadza nie rozmazała nam się pod nosem, bo ręce zawsze nią usmarowane, ilekroć podrzuca się drew do ognia; o tak, Czarny Kot ma rację, chwaściory wyrosną, ale chwycisz je tylko ręką, a one bez oporów wyjdą z korzeniami z ziemi; lubczyk rośnie, stary Mateusz mówił na nie "poluby mene", ładnie, prawda? ostatnio zrobiłam sobie wielką frajdę, nakroiłam surowych ziemniaków w paski, przyrumieniłam je pod przykrywką na patelni, a potem kubal wielki do tego kefiru, jakież to było dobre; mąż zawsze śmieje się, że to wspomnienia dzieciństwa, bo ja taka kartoflowa dziewczyna byłam; trzeba palić cały czas w piecu, jest chłodno jednak; zgadzam się, to nasze sanatorium, tam nam nic nie trzeba więcej, już bym jechała do chatki, ale święta trzeba przeżyć; serdeczności ślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nieduże lustro, tyle by włosy poprawić ale rozświetla izbę dodatkowo, zwłaszcza w pochmurne dni. A słoma i spulchnia ziemię i wilgoć zatrzymuje, ja dopiero pierwszy rok z nią eksperymentuję, część wyłożyłam pod spodem kartonami, tam gdzie będzie fasola, ogórki i pomidory. Miałam lubczyk już ogromny ale mi zmarniał, nie polubył mene. ten dopiero jesienią wsadzony i już przesadzany, czy to polubi? Ja ziemniaki lubię pasjami, dzieci mówią żem ziemniaczana i kapuściana, mogę to jeść na okrągło, dodać tylko cebulkę, trochę tłuszczu, zioła i przyprawy. Sanatorium to też oderwanie od codziennego, trudnego życia i to mamy, szczęściarze. Ściskam kolorowo.

      Usuń
  6. Brzozy, witraże, olcha, gotowanie, afirmacja.. to na pewno nie jest sanatorium, to Raj Krystynko, którym i ja się sycę! Zaciekawiła mnie ta słoma, czy to znaczy że chwasty będą tam miały mniejsze pole do popisu? jeśli tak, to obłożę słomą wszystko co tylko można, bo pielenie to dla mnie droga krzyżowa, tak mnie w krzyżu łupie. Serdeczności :--))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Dominiko, klub szczęściarzy możemy zakładać, my właściciele skrawków raju.
      Ze słomą dopiero zaczynam eksperymentować, też głównie ze względu na krzyże. Maria mówi, że rosną ale dużo mniej i łatwiutko dają się wyciągać z korzeniami. Będę zdawać relacje. Pozdrawiam świątecznie.

      Usuń
  7. Zaciekawiasz mnie tą słomą, trzeba wypróbować. Sąsiad ma sporo, a my stosujemy wymianę sąsiedzką, jak coś potrzebne. :)
    Bardzo lubię Twoje "wodne" zdjęcia, nieodmiennie mnie zachwycają. :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze zdobyciem słomy mam problemy, taka dziwna wieś obok. Eksperymentuję pierwszy rok, pożyjemy - zobaczymy
      Sama wiesz, woda podwaja urok i czar. Jak mówią, w każdej, nawet najmniejszej kałuży odbija się Niebo! Świateczne pozdrowienia ślę

      Usuń
  8. Normalnie przestanę tu zaglądać:):):)!!!! To tylko Krysiu z zazdrości,że sama jeszcze takiego miejsca nie mam!!!:):):):):
    Wiosenne serdeczności ślę i niech Twa chatka cudna pięknieje...a Amelia dzielna kobieta...jakby to czytała to i ją pozdrawiam
    K\Wszystkiego dobrego i słońca w kapeluszu!!! Zaglądać i tak będę:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że obce mi to uczucie ale jak pooglądałam Kuźnię w Sumówku to okazało się, że wcale nie :-) Ktoś realizuje moje marzenia!!!
      Najlepszego świątecznego czasu. Zdrowia i radości !

      Usuń
    2. Czasmi to mobilizuje jak widzimy coś u kogoś..serdeczności i realizacji marzeń życzę!!!!

      Usuń
  9. Słoma to dobry pomysł - tez zastosuję, bo któż lubi pielenie ??? Bardzo lubię Twoje zdjęcia - z zachodzącym słońcem chyba najbardziej :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze słomą dopiero eksperymentuję ale jak mówi Maria, chociaż chwasty ją przerastają, łatwo się je wyciąga i utylizuje.
      Zachodzące słońce przydaje uroku najzwyczajniejszym widokom Aniu, przecież to wiesz !

      Usuń