sobota, 15 sierpnia 2026

Rodzinny lipiec "26

Świecka lipcowa tradycja czyli obchodzimy rocznice ślubów Córki Asi z Leszkiem i Wnuczka Dżeja z Agatką a też imieniny i urodziny Halinki i moje imieniny. Bo reszta świąt rodzinnych to przełom listopada i grudnie no i uroczy wyjąteczek czyli  wiosenna Córeczka Asia. Jak zwykle przygotowujemy listę prac w domu i na działce by się goście nie nudzili, by się tylko nie siedziało i jadło, by się czuli potrzebni, by coś po nich zostało, by mile wspominać te chwile spędzone na wspólnej pracy  ....
Z Wrocławia przyjechali w piątek 24 lipca późnym wieczorem - Asia i Leszek, Laura i Maro, albo - Asia i Maro, Leszek i Laura. Krótkie czułe powitanie na Rynku i idą spać do Mirki. 
Sobota 25 lipca. Wspólne obfite śniadanie u Miry. A potem wyjazd na działkę i realizacja planu. Leszek prace w domku czyli wieszanie karnisza, półeczki narożnej, półeczki nad kanapą i wieszaka nad fotelem.
Silna grupa czyli siostra Halinka, córcia Asia, wnuk Maro i wnusia Laura malują metalowe ogrodzenie na żółto i czekoladowo. Potem są zmiany przy malowaniu, bo przyjeżdża warszawka czyli Agatka i Dżej więc Maro idzie kosić a jego miejsce zajmuje Agatka, jest to więc teraz - silna kobieca grupa malarska, w kapeluszach i pod wielkim parasolem, bo słońce mocno przypieka. 
Dżej z Maro obłaskawiają kompaktowe WC a potem sadzą prezenty czyli krzewy.
Wczesnym popołudniem odpoczynek w cieniu przy stole pod czereśnią, placuś z owocami aż z Warszawy, napoje różne i owocowe nalewki. No i jeszcze atrakcja bo warszawka przywiozła bajeranckiego drona i bawiliśmy się świetnie oglądając z góry działkę a potem dom. 
Po odpoczynku znowu silna grupa kobieca kontynuuje malowanie ogrodzenia, Lesiu skuwa część płyty przy drabince by zrobić miejsce na bluszcz czy powojnik, Dżej układa winogrono by dawało jak najwięcej cienia a potem jeszcze podnoszą słupek by kiście winogron nie packały mnie po głowie.  Wnuki malują wschodnią ścianę domku, taka nowa świecka tradycja, po każdym pobycie przybywa kolorków. 
Popołudniu obiad w Karczmie Polskiej, rzut beretem od naszej działki. Knajpka sprawdzona rok temu
A potem powrót na Rynek. Na piwko i na Gryfa, to też świecka tradycja lipcowa. Ekipa podobna tylko zamiast Ilonki, mamy Agatki jest córka Lesia.
Niedziela 26 lipca. Znowu śniadanie u Miry, kawka i słodkie w domu na Rynku, puszczanie drona i już czas pożegnać warszawkę. I Maro też.
Zostaje okrojona ekipa z Wrocka. Po obfitym śniadaniu jedziemy na działkę by poszukać kluczy. A potem dla relaksu i dla zdrowia spacer na stawy niedaleko mojej działki. 
Popołudniu montowanie okienek w gołębniku po malowaniu ich, a jakże, na błękitno
Wieczorem starsze Panie idą odpocząć a młodzież idzie na koncert na Rynku, wspólny spacer z psem i już noc. 
Poniedziałek 27 lipca.
Tym razem śniadanie na Rynku, drobne naprawy w domu i już czas się żegnać.
Było jak zwykle - czule i łagodnie, pracowicie i rozrywkowo, rocznicowo i urodzinowo. Kocham Was moja ciasna ale własna Rodzinko. 
A nazajutrz pracowity dzień w Boguchwale i odpoczynek w Rzeszowie. 
To wszystko działo się w lipcu ale pół miesiąca mi zeszło by napisać posta i posortować zdjęcia. A i tak wiem, że będę jeszcze dodawać tam i ujmować, aktualizując w miarę potrzeb. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz