czwartek, 23 stycznia 2020

Kanalizacja w trakcie

Wyjechałam szybko po niespodziewanym telefonie od znajomych, że nad zalewem zaczynają robić kanalizację. Nie bardzo mi termin odpowiadał bo miałam pod koniec tygodnia sprawy do załatwienia w mieście ale zawsze lepiej przypilnować sprawy podstawowe, kanalizacyjne. Te inne udało mi się telefonicznie przesunąć na później. 
A tu pobyt się przedłużał bo najpierw się okazało, że aby wkopać rurociąg i studzienki trzeba odwodnić teren bo wody gruntowe tuż pod powierzchnią. Pompy pracowały całe noce. A potem rozkopywali tak, że nigdy nie wiedziałam czy i kiedy uda mi się wyjechać z moich włości na skraju.

W dodatku czekałam na fachowca od dachu bo od pewnego czasu rynny mi się rozjechały i woda z dachu spadała ale nie rynną w dół. A fachowiec obiecywał, umawiał się i ... nie przychodził.

I zrozumiałam dobitnie, że co innego być tu w zimie trzy, cztery dni z dobrowolnego, zaplanowanego wyboru a co innego tydzień z ograniczonego wybory by nie rzec z konieczności. Bo wybór jednak był, mogłam olać kanalizację i rynnę ale wiem, że bym żałowała. Nie nudziłam się ani chwili, spacerowałam, paliłam w piecu, gotowałam, czytałam, oglądałam filmy, bywałam w gościach ale z radością wracałam do cywilizacyjnego komfortu przytulnego mieszkanka.

Ponieważ cały pobyt to było czekanie, dużo czasu było na krótkie wycieczki po okolicy, na przykład śladami nowych budowli, bobrów, łabędzi, kaczek ...

Słonecznych chwil było niewiele ale te mgliste też urocze, chociaż czasem miałam takie uczucie pychy i arogancji, że to ja zadymiam tak uroczo okolicę z mojego komina.

By utrzymać temperaturę powyżej 10 stopni  muszę palić w piecyku przez całą dobę, bo drewno, nawet grube polana, szybko się przepalają. To urocze w dzień, chociaż czasem zdarza mi się po długim spacerze, że muszę rozpalać na nowo ale w nocy to już inna bajka. Najczęściej około pierwszej, drugiej, piecyk wygasa i rano zawsze trzeba wyczyścić palenisko z popiołu, wyczyścić szybę i rozpalić na nowo. Mogłabym włączyć farelkę albo kaloryfer ale duma i eko mi nie pozwala. Z tego względu na skraju je się smacznie, tłusto i kalorycznie. Na przykład żur na boczku z kiełbaską i jajkiem albo kaszanka na cebulce i boczku. I włączam lampki które może i nie dają mi ciepła ale dają takie wrażenie.

Odbył się bieg tzw Zimowa Poniewierka, to zimowa wersja Biegu Brzóziańskiego Wilka. Dziwna był ten bieg zimowy, temperatury na plusie, wokół zielono brązowo. Ale miło było dopingować ich oklaskami wprost z mojej działki.

No i mam nową zabaweczkę, prezent pod choinkę, w sam raz na długie, zimowe, chłodne wieczory. Tym razem to były: "Złota Dama", "Iluzja 2" i "Igraszki losu"

Gdy wracam, w mieszkaniu niewiele mogę zrobić by obniżyć temperaturę , musiałabym otwierać częściej okna a na to mi nie pozwala duma i eko. Więc w mieszkaniu je się smacznie, dietetycznie i delikatnie. Na przykład francuska zupa z pora i ziemniaków, vichyssoise. Pokrojone warzywa, w dwóch rzutach podsmaża się lekko na maśle, wrzuca do rondla, podlewa wodą i chwilę gotuje. Na koniec podbija łyżką kwaśnej śmietany, dosmacza solą i pieprzem i voila ! I nic się nie marnuje, obierki trafią na kompostownik.

18 komentarzy:

  1. Jak Ci dobrze! u nas kanalizacja w fazie projektowej, a i chodzą pogłoski, że nie wiadomo, czy zejdą w dół do naszych trzech domów na stoku, bo to koszt budowy przepompowni i nieopłacalne, bo "tylko" trzy domy; jeśli ostatecznie powiedzą "nie", to kolejna inwestycja, wielkie szambo plastikowe trzeba będzie zakopać, na razie z kręgów betonowych służy i sławojka, którą przestawia się z miejsca na miejsce:-) ale każdy sobie chwali, bo posiedzenie z widokami:-) nie jestem zwolenniczką stawiania byle gdzie przyczep kempingowych, bo ani to ładne, ani nie wtapia się w krajobraz, może wygodne; czasami jedzie się w przecudnym widokowo miejscu, a tu zza zakrętu wyłania się przyczepa, ale tak jest, ją wolno postawić, a ładnego domku już nie, i gdzie tu ochrona krajobrazu? jakaś kolejna niedoróbka w przepisach budowlanych; moje ulubione liski:-) ostatnio wyczytałam, że bobry nie ścinają drzew li tylko dla pożywienia czy budulca, one muszą!!! ścierają w ten sposób zęby, bo inaczej przerosną im i zginą z głodu; dym z komina to znak, że człowiek jest w domu; zaraz mi się przypominają słowa piosenki ... zapiszę śniegiem w kominie, zaplotę z dymu warkoczyk ... też kompostuję, mam potem dobrą ziemię na podsypanie grządek, jak każdy chyba; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My od kilkunastu lat czekaliśmy na kanalizację, w tym czasie powiększało się szambo o krąg betonowy lub dwa. Sławojka z widokiem to marzenie ściętej głowy ze względu na małe działki ale jak zdarzało się przykucnąć w lesie w czasie grzybobrania to zawsze wypatrzyło się pięknego grzyba, wcale nie papierzaka, z tej perspektywy lepiej widać podszyt. Też mnie drażnią te plastikowe i blaszane przyczepy, nijak się im wtopić w naturę, zawsze będą obce. Może prawo budowlane konstruują właściciele przyczep? Trudno sobie inaczej wytłumaczyć ten bezsens. Będę focić liski dopóki będzie je widać, takie 'dziełka' ludzkie warte są pochwały. Coś w tym jest prawdy, bo czasem bobry ścinają drzewa ale ich nie zabierają. Uwielbiam ten moment gdy wracam ze spaceru i w oddali widzę dym z mojego komina, to znak że czeka mnie ciepły kąt i dobra strawa. W chatcie kompostuję i niby to zwyczajna sprawa ale nie oczywista, bo przeważająca większość sąsiadów (by nie rzec prawie wszyscy) wyrzuca do lasu i skoszoną trawę i zgrabione liście i przycięte gałązki i inne 'śmieci'. Jak trawa czy liście mogą być śmieciami? Tego nie zrozumiem. Pozdrawiam Mario.

      Usuń
    2. To widzę, że wszędzie tak samo. Bo u mnie na Kaszubach też las wokół domków letniskowych pełen tych "niby śmieci", czyli trawy, liści i gałęzi. Wygląda to okropnie, a ludzie kompletnie się nie przejmują i w biały dzień wywożą taczkami do lasu. Mamy tutaj pełną segregację śmieci więc naprawdę nie ma problemu, żeby skoszoną trawę zapakować do brązowego worka i wystawić. ale po co? Jak można do lasu???
      Kopy gałęzi porastają pokrzywami i innym zielskiem. Tam już grzyb nie urośnie. :(
      Pellegrino - pozwól, że będę się upierać iż "liski" są tak naprawdę szopami. :)

      Usuń
    3. Niestety, nawet jak zwracam uwagę to słyszę, ze to nie szkodliwe. Ale wywalone na kupę gnije, śmierdzi i zwabia węże, meszki, komary, muchy. A potem gwałty, że trzeba wytruć bo przeszkadzają.
      Szopy czy liski - w tym pniu cudne. Ale powiem Marii bo obie kochamy tych dwóch maluchów.

      Usuń
  2. Witam Krysiu, jak Ty tam pięknie masz i mam nadzieję, że prace pokonczone, a urządzenie fajne tylko co to laptop ?? Też mi się podoba :-) pozdrowiam z Łodzi Agnieszka :-):-):-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj pięknie mam Agnieszko i nieustająco jestem wdzięczna za ten zakątek. Prace nadal trwają i podobno zakończenie dopiero wiosną ale czas szybko leci i doczekamy. To nie laptop bo nie mam tu internetu ale przenośny odtwarzacz DVD do filmów i audiobooków.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. To i hałas jest i odpoczywać w zaciszu mija się z celem :-) A odtwarzać boski gdy w tv nie ma konkretu to urządzenie jak najbardziej przydatne �� Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, hałas jest ale wtedy mam pretekst by udawać się na dalsze spacery.
      Telewizji tez nie mam na skraju ani internetu, zamiast TV okna. Ale czasem, w długie, mokre wieczory gdy oczy już bolą od czytania, mam teraz ekranik z wybranymi klasycznymi filmami.

      Usuń
  4. Ach ci fachowcy! Znam ten ból. ;) Najpierw błagasz, żeby przyszli. A jak już przyjdą to potrafią sknocić, co się da. I potem znowu czekasz...
    A ty Pellegrino masz podłączenie do kanalizacji? Bo ja mam własną studnię, która mnie kosztowała bardzo dużo, a wodę mam do kitu! Mnóstwo żelaza i prawdopodobnie manganu. Jest zdatna do picia, żartuję sobie, że mam wodę naturalnie mineralizowaną, ale tak naprawdę to jest okropna, bo strasznie brudzi. Wszystko jest żółte. Ale stwierdziłam, że olewam. Bo jedyna możliwość to zamontować uzdatnialnię, czy jakoś tak to się nazywa. A to kolejne kilka tysięcy, więc postanowiłam zostawić ten problem dzieciom. :)
    A cóż to za artysta maluje takie cudne zwierzaki na pniach? Świetnie to wygląda.
    Ja nie byłam w mojej chatce od listopada i pojadę prawdopodobnie dopiero po świętach wielkanocnych, bo wyjeżdżam.
    Ludzie teraz nie potrafią patrzeć. Siedzą w pociągu, idą na spacer i zamiast się rozglądać patrzą w ekrany telefonów. Nie mają pojęcia, co dzieje się obok nich. to bardzo smutne. Ja lubię tak jak ty, chodzić po lesie czy plaży i obserwować świat.
    Pozdrawiam znad morza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden zrobi ale gdy trzeba poprawić już się nie kwapi. Wzywam drugiego a ten leci tekstem: kto to Pani zrobił? ( w domyśle sfuszerował?)
      Venus, wodę mam z wodociągów, dobrą, ale zimą, gdy ją wyłączam, korzystam z wody z potoka nieopodal, woda cudna, czysta i pachnąca. Ale problem jest z szambem stąd moja radość, że reszcie, po ponad 10 latach oczekiwania robią kanalizację do ścieków.
      To anonimowy artysta ale liski cudne i farba trwała bo towarzyszą nam już kilka lat, witając przy wejściu.
      Ja jeżdżę tam zimą, choćby na kilka dni, bo to zupełnie inne doznania niż latem. Dobrej podróży Ci życzę i szczęśliwego powrotu.
      Ach, ta cywilizacja i ten postęp! Przynosi dobro ale i zło, jak się ma odnaleźć w tym młodzież? Nam łatwiej.
      Serdeczności ślę na północ.

      Usuń
    2. U mnie szambo od wieków! Szambiarz nawet był tak zaprzyjaźniony z moim tatą, że na kawę zawsze wpadał przy okazji wybierania nieczystości. Ja nie jestem z nim w tak zażyłych stosunkach. ;)

      Usuń
    3. Aaa - i jeszcze jedno, co do fachowców. Przyszedł, miał poskrobać i pomalować ścianę i sufit, bo sąsiad z góry mnie zalał. No i poprawił... ale czy na lepsze to nie wiem. Dziury i nierówności się porobiły po zeskrobaniu. Zamalował owe dziury i powiedział, że trzeba zagipsować i wyrównać i jeszcze raz pomalować. Trzeba... Wziął 250 zł. Mhhhm - ciekawe za co? ;)

      Usuń
    4. Dobry szambelan (bo tak ich nazywamy) to skarb, jak trzeba to i w niedzielę przyjedzie gdy kogoś przyciśnie i goście zjadą.
      Tak samo z malarzem miałam, odebrałam robotę w dzień, zapłaciłam a dopiero wieczorem, po zapaleniu światła wyszły nierówności. Zadzwoniła, mówił, że przyjdzie poprawić ale oczywiście się nie pokazał do tej pory.

      Usuń
  5. Igraszki losu i Iluzję oglądałam :) Bardzo fajne. Kanalizacja to wygoda jednak. Pamiętam czasy dzieciństwa z kibelkiem na zewnątrz domu. Wtedy było jak było, ale marzyłam o własnej łazience. Z tym jedzeniem to fajnie zauważyłaś, aż się zastanowiłam nad sobą. Wyszło mi, że ja jadam co lubię najbardziej, kiedy syn i mąż są na służbie. Czyli warzywa, chińszczyznę, herbatkę inną (masalę) itp. Hm...muszę to przemyśleć.
    Majstrowie i remonty to trudny temat, ale powoli jakoś oswajam. Mam szczęście, bo mój mąż jest złota rączka. Wie, że nie lubię i robi większość rzeczy jak mnie nie ma. W dodatku sprząta po sobie. Ideał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iluzją jestem zachwycona, igraszki takie sobie. Kanalizacja to wygoda, nie trzeba ciągle patrzeć na stan szamba, wzywać szambelana choćby i w sobotę, ograniczać się z wodą.
      Inaczej przygotowujemy jedzenie dla siebie a inaczej dla rodziny, zwłaszcza męskiej części, to oczywiste.
      Rzeczywiście ideał męża, ja niestety muszę sama ogarniać te remontowe tematy. Ale daję radę, z przeszkodami i przygodami.

      Usuń
  6. Ty jesteś kobieta zaradna i odważna, bo na codzienne nasze życie trzeba mieć odwagę. Bo codzienność niesie wiele przygód jak widać... ;) Ładnie tam masz w okolicy idealne miejsce na spacery na włóczęge zdjęcia potwierdzają. No i te Twoje kulinarne pyszności... mniam pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odważna z charakteru a zaradna z konieczności. W moim statusie, jako zasłużona emerytka, codziennie mam zwyczajny dzień i codziennie niedzielę. Może tylko święta trochę się wyróżniają.
      Dlatego wybrałam takie miejsce na czas emerytury, z dala od tłumów ale blisko ludzi.
      W moim wieku jedzenie to jedna z przedostatnich, zmysłowych przyjemności.

      Usuń
  7. Super napisane. Jestem pod wielkim wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń