Plany i marzenia, sprzedaż i przeprowadzki ważne są i zajmują prawie całą uwagę bieżącą ale żyć trzeba tu i teraz. I dentysta na gwałt bo plomba wyleciała już ponad miesiąc temu, wizyta po zabiegu zaćmy umówiona terminowo, do lekarza po receptę na stale brane leki i na nowy nootropil, na skierowanie na badania 40 + i do sanatorium. I do miasta wojewódzkiego po rozliczenie faktur po sprzedaży garażu, do Certeo lub SM Energetyk po świadectwo energetyczne, na SM Nowe Miasto po informacje. Zrobiłam listę co do załatwienia w miasteczku a co w mieście i lista jest kilkunastopunktowa. Wreszcie osobiste odwiedzenie już tylko trzech wybranych biur nieruchomości. Pierwsza miła i przyjazna ale, druga miła i kompetentna a trzeci miły i obiecujący bo mieszkający w moim miasteczku. Trudno było wybrać trzech z kilkunastu przeglądanych ale trudniej chyba wybrać jedno z dwóch. Ale mus to mus, wybrałam Kobietę, jednak łatwiej mi się z nią porozumiewa. 

Myślę, że najgorsze już za mną, teraz już jazda z górki bez trzymanki po stradach i po bezdrożach. Droga wybrana i przewodnictwo do podróży też. Może wybory nie są doskonałe i najlepsze, to się okaże po czasie ale decyzje zapadły według możliwości, posiadanej wiedzy i intuicji. Teraz już będą, mam nadzieję, tylko działania konkretne, zaplanowane i wynegocjowane wspólnie z pośredniczką Justyną.
W mieszkaniu też długa lista do zrobienia. Pakowanie i przewożenie do garażu siostry wszystkiego poza niezbędnymi a więc rozpierducha bo to przewożenie na kilka a nawet chyba kilkanaście razy. Tu i pośredniczka nie jest mi potrzeba, wiem że zagracone przydasiami mieszkanie trudno się sprzedaje.
Okazało się, że może nie trzeba będzie malować tych sufitów, bo jest teraz taka teoria, że nie ukrywamy ani wad ani minusów. Ale to właściwie nie wada, po prostu podlane troszkę na suficie 7 lat temu.
Ostatnimi czasy sobota a zwłaszcza niedziela bywały dniami luzackimi, bo nic nie można załatwiać - urzędy, firmy i przychodnie zamknięte. Nie trzeba dzwonić, nie trzeba się umawiać, nie trzeba się spotykać, nie trzeba właściwie nic. Ale teraz i w sobotę i w niedzielę sporo pracy, np. w sobotę spotkanie z Januszem, mycie okien, wyrzucanie trzech wielkich pojemników nieprzydasi, w niedzielę gotowanie garnka gulaszu, wcale niedrobne prace porządkowe i ogarnianie balkonu.
W poniedziałek czeka mnie spore zadanie chociaż to tylko jedno pomieszczenie. Trzeba ze stryszku zrobić pokój sypialnię bo we wtorek ważny dzień - fachowe, ofertowe fotografowanie mojego mieszkania. Od zdjęć dużo zależy bo podobno udowodniono, że człowiek kupuje oczami.





